Żivieli, Iza, żiveli
Izę Sierakowską tak naprawdę poznałem w bombardowanym Belgradzie. W maju 1999. Oczywiście wcześniej wiele słyszałem o niej, i ją też. Pierwszy raz podczas X Zjazdu PZPR. Była wtedy niezwykle żywym delegatem umierającej partii. Poznałem Izę osobiście na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy pracowałem w tygodniku „Nie”. Tygodnik był pierwszą jawnie „komuszą” instytucją, która w III RP rosła w siłę i w dostatek. Pielgrzymowali do niego wszyscy liderzy ówczesnej lewicy, aby pokrzepić się […]










