Trzydzieścioro kilkoro
Taki obrazek mam w głowie: na ziemi siedzi dziecko. Zdezorientowane. Wokół trwa coś, czego nie potrafi nazwać ani zrozumieć. Jakaś makabryczna kłótnia jednych przeciw drugim. A pośrodku ono. Przerzucane z jednej strony na drugą, jak pakunek, którego nikt nie chce. Dorośli coś tam jeszcze kumają, ale ono nie. Dorośli potrafią się zmierzyć z tym, z czym przyszło im żyć. Ale nie ono. I za ból i płacz dziecka wszyscy zapłacimy. Nie tylko Kaczyński, Łukaszenko […]










