Bramkarz, który zakiwał się na śmierć
Siedzę od dwóch dni na greckiej części wyspy Evia, która jeszcze się nie spaliła. Daleko od pożaru-na szczęście, i jeszcze dalej od polskiego piekiełka, które, po dwakroć na szczęście, tak bardzo mnie nie grzeje, jak grecki skwar i miejscowe wino. I dobrze mi z tym, po trzykroć. A Gowin mnie ani ziębi, ani grzeje, bo znam człowieka. Po czterokroć. Jarosława Gowina poznałem dawno temu, kiedy zaczynałem pracę w Sejmie, w biurze prasowym PO. Gowin zaczynał wówczas […]










