Argentyna w kryzysie. Trump obiecuje pomoc
Argentyna znów znalazła się na krawędzi poważnego kryzysu gospodarczego. Peso gwałtownie traci na wartości, rośnie bieda, a notowania prezydenta Javiera Mileia słabną po przegranej jego obozu w najludniejszej prowincji kraju. W tej sytuacji do akcji wkroczył Donald Trump, obecny prezydent Stanów Zjednoczonych, zapowiadając wsparcie finansowe dla Buenos Aires.
We wrześniu partia Mileia poniosła dotkliwą porażkę w prowincji Buenos Aires, zamieszkanej przez 40 procent Argentyńczyków. Wynik ten wstrząsnął rynkami – peso zaczęło się osuwać, a ceny akcji i obligacji spadły. 23 września, podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku, Milei spotkał się z Trumpem. – „Pomożemy im, ale nie sądzę, by potrzebowali planu ratunkowego. Javier Milei wykonuje fantastyczną pracę” – oświadczył gospodarz Białego Domu. Dzień wcześniej Departament Skarbu USA zadeklarował gotowość do „zrobienia wszystkiego, co konieczne”, by wesprzeć argentyńską gospodarkę.
O tym, że „plan ratunkowy nie jest potrzebny”, przekonanych jest jednak niewielu. Milei wie, że ma coraz mniej czasu – 26 października odbędą się wybory parlamentarne w połowie kadencji. Od grudnia 2023 roku, gdy objął urząd, forsował radykalne cięcia wydatków publicznych. Początkowo wspierała go tradycyjna prawica, ale dziś dawni sojusznicy wycofali poparcie. Parlament w ostatnich tygodniach odrzucił jego weta w sprawach dodatkowych funduszy na osoby z niepełnosprawnościami, uniwersytety czy pediatrię. To klasyczny przykład, jak „reformy rynkowe” w praktyce uderzają w najsłabszych obywateli.
Argentyna musi też zmierzyć się z ogromnym długiem. Do końca roku trzeba spłacić 2 miliardy dolarów, a w latach 2026–2027 po 16 miliardów rocznie. Kraj takich pieniędzy nie ma. Stąd nadzieje Mileia na kredyt ze Stanów Zjednoczonych.
Sekretarz skarbu Scott Bessent ogłosił, że rozważane są różne formy wsparcia – od linii swapowych, przez bezpośredni skup walut, po zakup argentyńskiego długu w dolarach. Podkreślił, że Argentyna jest „ważnym sojusznikiem systemowym USA w Ameryce Łacińskiej”, a dyscyplina budżetowa Mileia i jego reformy „mogą zakończyć długą historię gospodarczego upadku kraju”. Tak wygląda neoliberalna logika: więcej zaciskania pasa, więcej zadłużenia, byle tylko rynek i wierzyciele byli zadowoleni.
Sam Milei podziękował Trumpowi i Bessentowi, dodając, że „wszyscy, którzy bronią wolności, powinni współpracować”. Szefowa MFW Kristalina Georgieva również wyraziła zadowolenie z deklaracji USA. W kwietniu Argentyna otrzymała od Funduszu kredyt 20 miliardów dolarów, do czego doszło jeszcze 12 miliardów od Banku Światowego i 10 miliardów od Banku Międzyamerykańskiego. Każdy kolejny kredyt oznacza jednak coraz większą zależność od wielkich instytucji finansowych i coraz mniejszą kontrolę kraju nad własną polityką gospodarczą.
Plotki o kredycie w wysokości 30 miliardów dolarów zdementował argentyński minister spraw zagranicznych Gerardo Werthein, mówiąc o „znacznie mniejszej” sumie. Minister gospodarki Luis Caputo dodał: – „Nie ogłosimy niczego, dopóki rozmowy nie zostaną zakończone”.
Trump, chwaląc Mileia, miał zapewne na myśli walkę z inflacją. Gdy nowy prezydent obejmował władzę, ceny rosły w tempie ponad 200 procent rocznie. Pod koniec 2025 roku inflacja ma spaść do 28 procent. Efekt udało się osiągnąć kosztem drastycznych cięć i rosnącego ubóstwa – dziś dotyka ono już ponad połowy społeczeństwa. To mechanizm dobrze znany w Ameryce Łacińskiej: neoliberalne rządy chwalą się wskaźnikami makroekonomicznymi, podczas gdy codzienne życie ludzi pogarsza się z miesiąca na miesiąc.
Od zakończenia dyktatury wojskowej w 1983 roku Argentyna nieprzerwanie wpada w kolejne kryzysy. Jest największym dłużnikiem MFW, wyprzedzając Ukrainę i Egipt. W 2018 roku dostała rekordowy kredyt 44 miliardów dolarów, którego większa część wciąż nie została spłacona. W 2022 roku rząd Alberto Fernándeza musiał negocjować kolejne refinansowanie.
Jedną z kluczowych decyzji Mileia było zniesienie w kwietniu tego roku ograniczeń w dostępie do walut. Od 2019 roku Argentyńczycy nie mogli legalnie kupować dolarów. Teraz, po latach, znowu mogą – i masowo to robią, ratując oszczędności przed inflacją. Skutek? Jeszcze szybsze topnienie rezerw walutowych.
Aby sprowadzić nowe dolary do kraju, rząd zawiesił podatki eksportowe na zboże i mięso – wołowe oraz drobiowe – do końca miesiąca. Rolnicy, którzy odpowiadają za 60 procent argentyńskiego eksportu, mają dzięki temu zachęty do szybszej sprzedaży. Rynki odetchnęły – kurs peso wzrósł z 1515 za dolara w piątek do 1385 we wtorek, a ceny akcji i obligacji poszły w górę.
Milei tłumaczy wahania waluty „paniką polityczną, która wprowadza chaos na rynkach”. Oskarża przy tym peronistyczną opozycję o „destrukcyjne działania”. Równocześnie wyraźnie złagodził retorykę – już nie wyzywa przeciwników od „sodomizowanych mandryli”, „eunuchów-osłów” czy „pasożytów umysłowych”.
Teraz mówi o planach zwiększenia wydatków socjalnych. W projekcie budżetu na 2026 rok przewiduje podwyżki emerytur oraz większe środki na edukację i ochronę zdrowia, wyższe niż prognozowana inflacja. – „Zrobiliśmy już połowę drogi, ale wiele jeszcze przed nami” – stwierdził na spotkaniu w Kordobie, dodając, że „w przygotowaniu jest wiele deregulacji”. Trudno jednak traktować te obietnice inaczej niż jako ruch czysto polityczny, podyktowany rosnącym ubóstwem i zbliżającymi się wyborami. To raczej chwytanie się brzytwy niż realna zmiana kursu gospodarczego.
Według prognoz OECD po recesji w 2024 roku (spadek PKB o 1,8 procent) gospodarka ma odbić – wzrost w 2025 roku może wynieść 5,2 procent, a w 2026 – 4,3 procent. Milei szykuje się do wyborów prezydenckich w 2027 roku. Trump już teraz udziela mu wsparcia – wręczył mu oprawioną kopię swojego wpisu na Truth Social z deklaracją „pełnego poparcia” dla jego reelekcji. To kolejny przykład politycznej ingerencji prezydenta USA i dowód, że nadal patronuje on swoim sojusznikom ze skrajnej prawicy na całym świecie.










