Wojna z całym światem
Artykuł partnerski – China Media Group
Codziennie sprawdzam komunikaty z frontu wojny wydanej przez prezydenta Donalda Trumpa całemu światu. Wojny na cła.
Sprawdzam jakie cła amerykański dyktator gospodarczy wczoraj podniósł. Jakie gromko obiecał jeszcze podnieść. A jakie i komu naprawdę podnieść może.
Zmienność i chaos podawanych przez administrację USA informacji wywołały już ogromne zamieszanie na świecie. A w efekcie poważny spadek poziomu optymizmu ankietowanych niedawno przedsiębiorców.
Nawet w Polsce, której społeczeństwo uważane było za wyjątkowo proamerykańskie, wierzące w profesjonalizm polityki USA.
Jeszcze trzy miesiące temu Polska notowała prawie równy poziom optymistów i pesymistów wśród przedsiębiorców. Teraz poziom optymizmu polskiego biznesu radykalnie spadł i jest najniższy spośród analizowanych 32 państw z całego świata.
A to szybko przełożyć się może na straty w gospodarce. Na ograniczenie aktywności biznesowej. Wstrzymanie inwestycji, przyjmowania nowych pracowników.
Dzieje się tak, choć nie odczuwamy jeszcze pełnych, realnych skutków wojny gospodarczej wydanej już całemu światu przez amerykańskiego prezydenta.
Bo ta wojna celna trwa niecały miesiąc. Wiele z ogłoszonych w „Czarną Środę” 9 kwietnia podwyższonych stawek celnych na towary z państw, z którymi Stany Zjednoczone mają deficyt handlowy, nie weszło jeszcze w życie. Inne zostały przesunięte w czasie. Jeszcze inne mogą być zamrożone.
Najwięcej najwyższych ze wszystkich nałożonych ceł dotyczy towarów z Chin. Okazało się, że ta szybko rozwijająca się, coraz bardziej nowoczesna i innowacyjna gospodarka, została uznana w Waszyngtonie za największego i najpoważniejszego konkurenta gospodarki amerykańskiej.
Nawet wroga w używanej przez prezydenta Trumpa wojennej retoryce.
W swojej wojnie gospodarczej prezydent Trump i jego administracja używają różnych środków wobec atakowanych państw. Cel mają zawsze jeden.
Chcą zmusić zagrożone wysokimi cłami państwa do zerwania, albo przynajmniej radykalnego ograniczenia współpracy gospodarczej z Chinami.
A jeśli bombardowanie amerykańskimi cłami nie skutkuje, to Waszyngton nie cofa się nawet przed politycznym szantażem. Groźbami wojen nie tylko celnych, ale też politycznych.
Takie ostrzeżenia dostał już rząd Hiszpanii deklarujący wolę zwiększenia handlu i wspólnych inwestycji z Chinami. Podobne pogróżki popłynęły też do Hanoi.
Rząd chiński nie podjął negocjacji z administracją Trumpa. Zwłaszcza kiedy brutalny, czasem wręcz obraźliwy język waszyngtońskich „negocjatorów”, zrujnował warunki niezbędne do takich rozmów.
Chiny skupiły się na rozmowach z ofiarami amerykańskiej agresji celnej. Przewodniczący Xi odwiedził już Wietnam, Malezję, Kambodżę. Wszędzie próbowano znaleźć lekarstwo na amerykańskie wojny celne. Podpisano nowe umowy o współpracy.
W tym czasie administracja prezydenta Trumpa łaskawie przyjęła jedynie delegację premiera Japonii Ishiby postulującą zniesienie ceł. Po czym odprawiła ją z przysłowiowym kwitkiem. Bez rezultatów.
W lipcu tego roku planowany jest szczyt gospodarczy Unia Europejska – Chiny. Do tego czasu politycy Unii powinni przygotować propozycje nowych form współpracy oraz odświeżenia dawnych.
Państwa Unii Europejskiej też są na celowniku celnego ostrzału prezydenta Trumpa. Na razie Komisja Europejska rozważa nałożenie ceł sięgających nawet 25 procent na szeroką gamę towarów eksportowych ze Stanów Zjednoczonych. W odpowiedzi na już nałożone cła amerykańskie.
Ich realizacja zależy od rozsądku administracji waszyngtońskiej.
Długofalowym efektem amerykańskich wojen celnych może być nowy sojusz światowych gospodarek. Respektujących podstawowe zasady wolnego handlu. Izolujący protekcjonistę wojującego już z światem całym.










