Kłopoty Mentzena
Grzegorz Braun, który dotychczas z sukcesem rozpychał się łokciami w Konfederacji, wyleciał za burtę, pociągając za sobą swoją partię. Sławomir Mentzen miota się więc w bratobójczej naparzance, a na horyzoncie majaczy jeszcze jeden gracz, być może gotów pogrzebać jego marzenia o podium. Niech idą na dno!
Lider Konfederacji Korony Polskiej komentując swoją decyzję, stwierdził: „Będę kandydował w tych wyborach z Bożą i ludzką pomocą. To jest dobry projekt i dzięki temu będziemy mogli zwiększyć szanse […] na to, by w następnym parlamencie znalazła się reprezentacja polskich katolików” – jakby było ich mało. Zapewnił również, że jego ruch ma na celu „walkę o wartości, które są dzisiaj zagrożone”. Tymczasem dla jego byłych partyjnych kolegów była to raczej próba sabotażu kampanii – jak ujął to Krzysztof Tuduj: „Zapowiedź nieuzgodnionego startu w takiej sytuacji jest zamachem na jedność kampanii i działaniem na szkodę partii”.
Sławomir Mentzen w swoim oświadczeniu napisał: „Z zaskoczeniem przyjąłem wiadomość, że Grzegorz Braun podjął decyzję o rozstaniu z Konfederacją. […] W wielu sprawach mieliśmy inne opinie. Możliwe więc nawet, że to rozstanie nam obu wyjdzie na dobre, natomiast lepiej byłoby, gdyby to się nie wydarzyło”. Dodał również: „Według mnie popełnił błąd, ale jak zwykle, osądzi to dopiero historia”.
Zaskoczony był też Krzysztof Bosak. – Jeszcze wczoraj rano podczas rozmowy telefonicznej Grzegorz Braun zapewniał mnie, że żadnej decyzji nie będzie. Ubolewam, że zostałem wprowadzony w błąd – mówił w czwartek wicemarszałek Sejmu. – Traktuję to w kategoriach błędu politycznego. Natomiast za błędy ponosi się konsekwencje – dodał.
Warto zapytać, czy liderzy Konfederacji faktycznie są tak głupi, czy po prostu dobrze udają. Naiwnością byłoby wierzyć, że solista taki jak Braun wytrzyma i podporządkuje się zespołowym zasadom, zwłaszcza w obozie, który od zawsze zmaga się z konfliktami między liderami (A już w szczególności, gdy idzie o przysłowiowe pieniądze i stołki).
Przemysław Wipler, komentując sytuację ujawnił, że Braun domagał się więcej pieniędzy, wyższych miejsc na listach wyborczych i większych wpływów w Konfederacji. Gdy tych oczekiwań nie spełniono, podjął próbę zmiany status quo. Przypomniał również, że takie ruchy w przeszłości prowadziły do „odpalenia protokołu 1 proc.” – nawiązując do czasów, gdy Janusz Korwin-Mikke swoimi kontrowersyjnymi wypowiedziami systematycznie obniżał poparcie własnych ugrupowań. Tym razem Korwin, choć wcześniej wyrzucony z Konfederacji, znów udowodnił, że nawet na politycznym marginesie potrafi skutecznie destabilizować. Przez cztery miesiące namawiał Brauna do startu, jakby chcąc pokazać, że jego ulubioną dyscypliną polityczną jest rozbijanie jedności prawicy. Mentzen i Bosak, którzy liczyli na spokój po pozbyciu się Korwina, najwyraźniej nie docenili starego wygi. Korwin znów dopiął swego.
Braun, choć już usunięty na wniosek Bosaka z koalicji, nie zamierza się wycofać. Liczy na wsparcie najbardziej radykalnych katolików i ich głosy, co może nie tylko podważyć pozycję Mentzena, ale i znacząco osłabić Konfederację jako całość.
Sytuację tę trzeźwo ocenił prof. Rafał Chwedoruk cytowany przez portal Gazeta.pl: „Sławomir Mentzen może stracić przez Grzegorza Brauna nawet 1/3 wyborców. W konsekwencji może to oznaczać, że Mentzen nie uzyska dwucyfrowego wyniku i nie zajmie trzeciego miejsca. To z dużym prawdopodobieństwem doprowadzi do wstrząsu w Konfederacji”.
Na domiar złego dla Mentzena, pojawia się jeszcze jedno, dużo poważniejsze zagrożenie. Krzysztof Stanowski, znany dziennikarz i właściciel Kanału Zero, opublikował zdjęcie karty do zbierania podpisów na jego rzecz z komentarzem: „Jakieś dziwne dokumenty przyniesiono mi na biurko”. Nie wiadomo, czy Stanowski rzeczywiście wystartuje, czy to kolejna prowokacja w jego stylu, ale jeśli zdecyduje się wejść do gry, Mentzen dostanie kolejny bardzo mocny cios.
Cios ten może być szczególnie bolesny, ponieważ Stanowski, w odróżnieniu od Brauna, nie atakuje Mentzena z flanki radykalnej, lecz uderza w samo serce jego elektoratu. Obydwaj odwołują się do młodszych, bardziej luzackich wyborców szukających antysystemowej alternatywy, jednak to Stanowski, dzięki swojemu charyzmatycznemu stylowi i medialnemu wyczuciu, ma większą szansę ich porwać. Jest barwną postacią, której wizerunek „swobodnego chłopaka z sąsiedztwa” kontrastuje z bardziej formalnym i „księgowym” profilem Mentzena. W tym starciu o osobistą charyzmę i zdolność do emocjonalnego przyciągania elektoratu Stanowski ma zdecydowaną przewagę. Dlatego to właśnie jego ewentualna kampania może wyssać z Mentzena sporą część młodego elektoratu, jeszcze bardziej osłabiając jego pozycję – co nas, jako „zawistnych” socjaldemokratów, lewaków, marksistów, złych komuchów, progresywistów, a przede wszystkim jako ludzi przyzwoitych, pragnących odebrać Sławkowi resztki jego marzeń o podium w wyścigu prezydenckim, powinno cieszyć.










