Były prezydent Brazylii oskarżony o próbę zamachu stanu
Jair Bolsonaro znalazł się w centrum poważnych zarzutów dotyczących próby zamachu stanu w 2022 roku. We wtorek brazylijska prokuratura postawiła mu oficjalne zarzuty, oskarżając go o „próbę obalenia porządku demokratycznego” oraz kierowanie „zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze zbrojnym”. W świetle zebranych dowodów były prezydent może stanąć przed sądem, a w przypadku skazania grozi mu od 12 do nawet 40 lat więzienia. Decyzję o rozpoczęciu procesu podejmie teraz brazylijski Sąd Najwyższy.
Prokuratura nie ma wątpliwości: celem Bolsonaro i jego zwolenników była zmiana wyniku wyborów prezydenckich w 2022 roku. Według śledczych, w spisku uczestniczył również były kandydat na wiceprezydenta, Walter Braga Netto, a także kilkudziesięciu wojskowych i cywilnych doradców.
„Śledztwo wykazało, że plan zamachu stanu zakładał nawet zamordowanie prezydenta-elekta Luiza Inácio Luli da Silvy oraz jego wiceprezydenta, a także sędziego Sądu Najwyższego”, ujawnili prokuratorzy.
Plan nosił kryptonim „Operacja Zielono-Żółty Sztylet” – nazwa nawiązuje do barw brazylijskiej flagi. Według dokumentów śledczych, zamach miał zostać przeprowadzony przez brazylijskie jednostki specjalne, a jego realizacja była zaplanowana na okres pomiędzy zwycięstwem Luli w wyborach w październiku 2022 roku a jego zaprzysiężeniem 1 stycznia 2023 roku.
Prokuratura opiera swoje oskarżenie na 800-stronicowym raporcie policyjnym, który szczegółowo opisuje rolę Bolsonaro w planowaniu i koordynowaniu przewrotu.
„Były prezydent Brazylii nie tylko wiedział o planie, ale też osobiście uczestniczył w jego opracowywaniu”, ujawnili śledczy.
Choć spisek nie doszedł do skutku, było to efektem niechęci głównych dowódców wojskowych do przejęcia władzy, a nie braku prób jego realizacji.
Raport wskazuje także na inne działania Bolsonaro mające na celu unieważnienie wyników wyborów. Były prezydent miał osobiście pracować nad projektem dekretu, który wprowadzałby stan wyjątkowy i unieważniał wybory, w których przegrał z Lulą. Dokument ten miał również umożliwić aresztowanie sędziego Alexandre de Moraesa, przewodniczącego Trybunału Wyborczego, który był jednym z najostrzejszych krytyków Bolsonaro.
Choć „Operacja Zielono-Żółty Sztylet” nigdy nie została wdrożona, prokuratura uważa, że Bolsonaro nie porzucił swoich planów przejęcia władzy. Jego zwolennicy podjęli „ostatnią próbę” przewrotu 8 stycznia 2023 roku, kiedy tysiące bolsonarystów zaatakowało budynki rządowe w Brasilii, tydzień po inauguracji Luli.
„Atak na siedziby władz w Brasilii był kolejną próbą zamachu stanu, inspirowaną i wspieraną przez Bolsonaro oraz jego konspiratorów” – zaznacza prokuratura.
Na ulicach stolicy doszło do szturmu na Kongres, Pałac Prezydencki i Sąd Najwyższy, co przypominało zamieszki na Kapitolu w USA z 6 stycznia 2021 roku.
Obrona Bolsonaro: „To polityczna zemsta”
Po ogłoszeniu aktu oskarżenia, obóz Bolsonaro szybko zareagował, odrzucając wszystkie zarzuty jako „polityczny atak”.
„Ta sprawa to wydmuszka, nie ma żadnych dowodów przeciwko mojemu ojcu”, napisał na platformie X (dawniej Twitter) senator Flavio Bolsonaro, najstarszy syn byłego prezydenta.
Sam Bolsonaro, zapytany o sprawę podczas spotkania z liderami opozycji w Brasilii, przyjął postawę wyzywającą.
„Nie mam się czego obawiać. Te oskarżenia są absurdalne”, powiedział dziennikarzom.
Jego prawnicy określili decyzję prokuratury jako „szokującą” i „skandaliczną”, zapewniając, że ich klient „nigdy nie dążył do demontażu państwa prawa”.
„Nie ma żadnych dowodów na to, że Bolsonaro kiedykolwiek organizował przewrót”, napisano w oficjalnym oświadczeniu obrony.
Plany Bolsonaro
Od lutego 2024 roku Bolsonaro ma zakaz opuszczania Brazylii, co uniemożliwia mu poszukiwanie politycznego azylu w innym kraju.
Dodatkowo były prezydent został już wcześniej uznany za niezdolnego do sprawowania urzędu publicznego do 2030 roku, po tym jak Trybunał Wyborczy skazał go za szerzenie dezinformacji o systemie elektronicznych urn wyborczych.
Mimo tych przeciwności Bolsonaro liczy na powrót do polityki. Planuje odwołanie się od zakazu kandydowania, by w 2026 roku ponownie stanąć w wyborcze szranki z Lulą.
Sondaże sugerują jednak, że obecny prezydent traci poparcie, a społeczne niezadowolenie z jego rządów rośnie. Według ostatniego badania Datafolha, poparcie dla Luli spadło poniżej 40%.
Co dalej?
Decyzja o rozpoczęciu procesu należy teraz do brazylijskiego Sądu Najwyższego, który w najbliższych tygodniach przeanalizuje zgromadzony materiał dowodowy.
Jeśli sprawa trafi na wokandę, może stać się największym procesem politycznym w historii współczesnej Brazylii. Potencjalna kara – nawet 40 lat więzienia – oznaczałaby koniec politycznej kariery Bolsonaro.
W tle całej sprawy pozostaje jednak kluczowe pytanie: czy Brazylia jest gotowa na rozliczenie byłego prezydenta, czy też jego zwolennicy ponownie będą próbowali podważyć demokratyczne instytucje?










