Deprecated: Creation of dynamic property GoldAddons\Plugin::$version is deprecated in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/gold-addons-for-elementor/gold-addons-for-elementor.php on line 108

Notice: Function _load_textdomain_just_in_time was called incorrectly. Translation loading for the owm-weather domain was triggered too early. This is usually an indicator for some code in the plugin or theme running too early. Translations should be loaded at the init action or later. Please see Debugging in WordPress for more information. (This message was added in version 6.7.0.) in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-includes/functions.php on line 6131

Deprecated: Creation of dynamic property Yoast\WP\SEO\Premium\Generated\Cached_Container::$normalizedIds is deprecated in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/wordpress-seo-premium/src/generated/container.php on line 27

Deprecated: ltrim(): Passing null to parameter #1 ($string) of type string is deprecated in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/wordpress-seo-premium/classes/redirect/redirect-util.php on line 114

Deprecated: Return type of WPSEO_Redirect::offsetExists($offset) should either be compatible with ArrayAccess::offsetExists(mixed $offset): bool, or the #[\ReturnTypeWillChange] attribute should be used to temporarily suppress the notice in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/wordpress-seo-premium/classes/redirect/redirect.php on line 122

Deprecated: Return type of WPSEO_Redirect::offsetGet($offset) should either be compatible with ArrayAccess::offsetGet(mixed $offset): mixed, or the #[\ReturnTypeWillChange] attribute should be used to temporarily suppress the notice in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/wordpress-seo-premium/classes/redirect/redirect.php on line 135

Deprecated: Return type of WPSEO_Redirect::offsetSet($offset, $value) should either be compatible with ArrayAccess::offsetSet(mixed $offset, mixed $value): void, or the #[\ReturnTypeWillChange] attribute should be used to temporarily suppress the notice in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/wordpress-seo-premium/classes/redirect/redirect.php on line 160

Deprecated: Return type of WPSEO_Redirect::offsetUnset($offset) should either be compatible with ArrayAccess::offsetUnset(mixed $offset): void, or the #[\ReturnTypeWillChange] attribute should be used to temporarily suppress the notice in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/wordpress-seo-premium/classes/redirect/redirect.php on line 182

Deprecated: version_compare(): Passing null to parameter #2 ($version2) of type string is deprecated in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/elementor/core/experiments/manager.php on line 131
Życie i wędrówka - Dziennik Trybuna
# Tags

Życie i wędrówka

– Dziadek był w stu procentach przekonany, że bratnie kraje wkroczą z pomocą do Polski w 1981 roku. Dziadek zresztą uważał, że nie ma jakichkolwiek szans na zmiany systemu politycznego u nas, a bał się niepotrzebnych ofiar związanych z interwencją, stąd poparcie dla stanu wojennego. Zresztą do końca chyba był przekonany o swojej racji – z Maciejem Wilczkiem, dziennikarzem i autorem książek „Na chmurze ujrzeć cień wędrowca” i „Za chmurą cień, za cieniem słońce” rozmawiała Barbara Jagas.

– Porozmawiajmy najpierw o pańskim dziadku, Henryku Panasie, który był pisarzem, niegdyś wyklętym przez własne środowisko, ze względów politycznych, a dziś przywróconym do łask; dopiero, co odsłonięto z okazji 110 jego urodzin tablicę w Olsztynie, gdzie mieszkał, a ufundował ją ZLP i SDRP. Kim był dla pana?
– Oprócz mamy, to była najważniejsza osoba w moim życiu! Może dlatego, że urodziłem się w Olsztynie, gdzie mieszkał, i pisał, a ja byłem tam przez mamę wyprawiany na wakacje do 14-15 roku życia, czasem już nawet od końca maja, bo dobrze się uczyłem. Może uczuciowo byłem bardziej związany z babcią, która okazywała serce, natomiast dziadek – dawał mi poczucie bezpieczeństwa i wprowadzał w świat chłopięcych zabaw i sportów, jak choćby pływanie kajakiem, a gdy byłem starszy zapewniał niezwykłą przygodę intelektualną, nie tylko podsuwając wspaniałe lektury, ale i rozmawiając ze mną.

– Można panu pozazdrościć, że miał pan w ogóle dziadka, bo ja nie, i że w tamtych czasach mógł pan wysłuchać jego barwnych opowieści, także o wojnie.
– Miał szczęście, że nie został wywieziony z innymi oficerami do Katynia, tylko przesiedział w więzieniu we Lwowie, biorąc wcześniej udział w jego obronie. Potem wysłali go do Starobielska i Workuty, skąd trafił do Armii Andersa, a raczej uciekł wraz z dwoma kolegami – w beczkach po szambie… Chociaż nie wiem, czy to była do końca prawda, bo wtedy już tworzył literaturę.

– Nie mówił prawdy?
– Nie, dziadek brzydził się kłamstwem, ale jednocześnie oddawał się przecież fantazji literackiej, w tym czasie pisał książkę „Jak mi było u Andersa”.

– A jak mu było?
– Różnie. Początki wolności w Armii Andersa były trudne. W Związku Radzieckim wyniszczający klimat i głód. Potem choroby tropikalne zbierały obfite żniwo. A kiedy armia okrzepła i była lepiej finansowana, zaczęła się prawdziwa wojna…

– Był ranny pod Monte Cassino.
– Tak… Ale też opowiadał o tym, jak poznał Władysława Broniewskiego, przy rozdziale wina. Bo dziadek zajmował się m.in. aprowizacją w kompanii administracyjnej.

– Potem wrócił do Polski.
– Przyjechał w 1947 do Wrocławia, gdzie został od razu dyrektorem szkoły, bo wtedy potrzebowano ludzi wykształconych, a gdzie już czekała na niego rodzina, która przybyła ze Lwowa. Przedtem mama z babcią szukały go przez Czerwony Krzyż, nie wiedziały, że w ogóle żyje.

– Proszę mi opowiedzieć o rodzinie dziadka, bo jak wiemy, sam Henryk Panas urodził się we Lwowie.
– Był synem bogatego rzeźnika, mój pradziadek wprawdzie zaczynał jako czeladnik, ale już przed wojną był właścicielem potężnych zakładów mięsnych. W duchu katolickim wychowywał trzech synów, dbając też o ich wykształcenie, zależało mu, aby byli samodzielni. Dlatego mój dziadek skończył historię, miał bowiem zostać nauczycielem, jego brat – medycynę, a trzeci – miał objąć masarnię po swoim ojcu, ale nie zdążył nic skończyć, bo zginął w 1939. Natomiast proszę sobie wyobrazić, że mojemu pradziadkowi udało się po wojnie przewieźć część maszyn do Krakowa, gdzie się osiedlił, i jakoś „źli Rosjanie” mu w tym nie przeszkodzili, okazuje się bowiem, że nie wszystko rabowali. Inna rzecz, że ten majątek się nie przydał, trzeba było go sprzedać, ale to już inna historia.

– A jakie były dalsze losy dziadka?
– Zaraz po przyjeździe do Wrocławia wstąpił do PZPR. A później nagle zaczął być prześladowany przez swoich, za Andersa, o mało go nie wsadzili do więzienia. Co było robić? Szukano takiego miejsca, gdzie można by się jakoś ukryć i znaleziono, tzn. dziadek znalazł wieś Kamionki, pod Giżyckiem na Mazurach. Zamieszkali z żoną i córką, czyli moją mamą w chałupie, która nie miała prądu. A potem wkrótce dziadek został kierownikiem szkoły podstawowej, siedmioklasówki wówczas, do której chodzili, jak opowiadał, uczniowie będący w jego wieku.

– Czy jest coś, poza pisarstwem oraz intelektem, za co pan szczególnie cenił swego dziadka?
– Dziadek mi imponował, swoją odwagą, uczciwością. A poza tym był moim mistrzem i to pod każdym względem.

– Wiemy, że poparł stan wojenny, czym nie zaskarbił sobie wtedy sympatii środowiska pisarzy.
– Tak, środowisko się izolowało od niego, nawet wrzucano mu do ogródka jego książki.

– Jak pan myśli, dlaczego opowiedział się za wprowadzeniem stanu wojennego?
– On po prostu przeżył obóz radziecki, a wcześniej więzienie, i się ich obawiał, był w stu procentach przekonany, że bratnie kraje wkroczą z pomocą do Polski w 1981 roku. Dziadek zresztą uważał, że nie ma jakichkolwiek szans na zmiany systemu politycznego u nas, a bał się niepotrzebnych ofiar związanych z interwencją, stąd poparcie dla stanu wojennego. Zresztą do końca chyba był przekonany o swojej racji. Natomiast ja podczas naszych nocnych, wielogodzinnych rozmów uważałem, że źle postąpił. Nawet kłóciliśmy się o to, ale on mówił, że jestem młody, przez co lekkomyślny. Za wystąpienie w dzienniku telewizyjnym spotkało go wiele przykrości.

– Jak to znosił?
– To był twardy człowiek, który nie ulegał presji z zewnątrz.

– Jaką książkę Henryka Panasa ceni pan najbardziej?
– Zdecydowanie „Według Judasza”, na drugim miejscu jest „Powrót z krainy Tzemil”, czyli krainy zawału, na trzecim – „Judasza dziennik intymny”. Natomiast w dzieciństwie czytałem jego książki dla młodzieży, jak „Chłopiec z karabinem”, „Brat leśnego diabła”.

– Pamiętam „Chłopca z karabinem”, ale już słabo. Jeśli zaś chodzi o „Według Judasza”, to wiem, że zdejmuje się tam winę z Judasza, że był zdrajcą, z powodu czego pana dziadek miał znowu jakieś kłopoty, tym razem ze strony Kościoła katolickiego. Wcale się nie dziwię, choć dla mnie zawsze Judasz był ok, przecież działał zgodnie z Planem Boskim. Zresztą zostało to powiedziane w ujawnionej w 2006 Ewangelii Judasza, którą nie wiadomo kto napisał.
– Dziadek próbował szukać prawdy na temat Judasza. Zresztą przygotowywał się do napisania apokryfu przez wiele lat, zbierając materiały jeszcze w Palestynie, będąc u Andersa, w tamtejszych bibliotekach. Ale tak naprawdę, nie była to książka historyczna, a raczej beletrystyczna, choć niewątpliwie napisana przez znawcę tematu i wielkiego erudytę. Została doceniona, w dużej mierze dzięki Jarosławowi Iwaszkiewiczowi, który pochlebnie się o niej wyraził jako prezes ZLP, a potem została przetłumaczona na kilka języków, w tym – japoński. Odniosła sukces.

– Dziadek nie był wierzący.
– Pochodził z rodziny katolickiej, ale już w młodości zaczął się odsuwać od Boga. Zapytany pod koniec życia w filmie dokumentalnym „Według Panasa” zrobionym przez gdańską telewizję, czy wierzy, powiedział, że odpowiedź nie jest prosta, bo każdy w coś wierzy, a on też ma wątpliwości, czy wierzy, czy nie wierzy. Sporo wyjaśnił też w książce „Rozstania”, która traktuje o jego domu rodzinnym i ewolucji stosunku do religii.

– Czy dom, na którym powieszono tablicę pamiątkową, a gdzie mieszkał i tworzył pisarz, jest panu znany?
– Tam się przecież wychowywałem!, a potem byłem z nim związany do końca lat 80., bo jeszcze po śmierci dziadków mieszkał w nim mój wujek. Ostatnio tam byliśmy chyba w 2012 roku, razem z mamą, jak jeszcze żyła, to była taka nasza, a może jej bardziej podróż sentymentalna.

– Mama była polonistką.
– I moją przewodniczką po literaturze. A także, czy przede wszystkim, kochaną mamą. Napisała też zbiór opowiadań, takich romantyczno-edukacyjnych. Dziadek twierdził, że każdy inteligentny człowiek jest w stanie napisać w życiu jedną dobrą książkę. Byli do siebie bardzo podobni. Uwielbiałem jak grywali razem na pianinie. Pamiętam ten klimat, za którym tęsknię. Opary dymu tytoniowego, czasem wódka, i długie nocne rozmowy.

– Mamie poświęcił pan swoją pierwszą książkę „Na chmurze ujrzeć cień wędrowca”, drugą – „Za chmurą cień, za cieniem słońce” zadedykował dziadkowi. Obie przeczytałam, to dobra lektura, choć niełatwa, mroczna, opowiadająca o różnych krajach, jakie pan zobaczył, pełna informacji, refleksji i filozoficznych pytań. Czym jest dla pana podróż?
– Ja wolę pisać o podróżowaniu niż mówić. Ale dobrze… można podróżować przez życie, można też wędrować, nie ruszając się z miejsca. Ale jak każdy młody człowiek w latach 70. marzyłem o tym, by zobaczyć Amerykę Południową, zwłaszcza po fascynacji literaturą iberoamerykańską.

– Ja podobnie, ale w przeciwieństwie do pana, tego marzenia nie zrealizowałam, a teraz już mi się odechciało, tzn. chciałabym wyjechać, ale gdzie indziej.
– Mnie się w ogóle nie chce nigdzie jechać przez tę pandemię… Ale wracając do tematu, w 1981 roku kolega zainteresował mnie książką Malcolma Lowry’ ego „Pod wulkanem” i wtedy zapragnąłem zobaczyć Meksyk, a ściślej – przejść się śladami głównego bohatera.

– Powiem szczerze, nie czytałam powieści Lowry’ego, ale oglądałam film Johna Huston, który nie wywarł na mnie dobrego wrażenia; jeszcze sobie go przypomniałam przed rozmową z panem, bo zauważyłam, że w obydwu książkach pan się do niej ciągle odnosi.
– Film rzeczywiście nie jest najlepszy, obraca się wokół alkoholizmu głównego bohatera, natomiast książka to jedna z najlepszych pozycji literackich, jakie znam, to rzecz intelektualna, natomiast alkohol był tylko pretekstem do pokazania pewnych zjawisk.

– Pokazuje schyłek pewnej epoki i malarskie sceny z Meksyku, bo teraz przyznam się panu, że właśnie ją sobie kupiłam i już przeczytałam 70 stron. Rzeczywiście, świetna literatura. Czy Konsul był poetą?
– Nie, tylko na zasadzie, jak powiedział Stachura, że „wszystko jest poezją”.

– No więc musiał być (śmiech). Ale skończyliśmy na 1981 roku. Co się wtedy dalej z panem działo?
– Wtedy z podróżami było krucho, kłopoty z paszportem, pieniędzmi itd., więc nie wyjechałem nigdzie. A tak w ogóle pierwszy raz wyruszyłem z plecakiem do Szwecji, po pierwszym roku studiów, w 1979. Natomiast do Meksyku trafiłem dopiero w 2006 roku, po śmierci bliskiej osoby, co było przełomowym momentem w moim życiu.

– Czyli to wszystko prawda, co pan pisze na kartach „Na chmurze ujrzeć cień wędrowca”, a więc jest to książka reporterska.
– No tak, choć nie do końca. Prawdziwe są miejsca, niektóre wydarzenia, spotkani ludzie. Nie jest to ani reportaż, ani też książka podróżnicza.

– Tam się nieco prawda z fikcją przeplata, jak u pańskiego dziadka. Chociaż te wspomnienia z przeszłości sprawiają wrażenie autentycznych.
– To jest tak, jak w literaturze, myśli są przetworzone, a także jedne nakręcają drugie, prawda miesza się z fikcją, a ja staję się uczestnikiem zdarzeń, jednym z bohaterów opowieści. Tylko nie mam pewności czy to jestem ja…

– I wszystko podlane emocjami.
– Tak, to prawda. Natomiast teraz jak już piszę trzecią część, to nie wiem, czy ja piszę, czy żyję w tej książce. Ale kiedy siedzę przy biurku, to odczuwam wielką przyjemność, bo niby jestem na miejscu, a tymczasem nie jestem. Bo znajduję się w tej swojej podróży, ciągłej i nieustannej.

– A wracając do 2006 roku?
– Wyruszyliśmy wtedy z przyjacielem do Pekinu, ale polecieliśmy tam tylko w jedną stronę, powrotna droga już prowadziła przez Nepal i Delhi.

– Zauważyłam podczas lektury pana książek, że często pan jeździ w ogóle bez określonego celu, wsiada w jednym miejscu w samolot, by stamtąd wyruszyć w całkiem przypadkowym kierunku…
– Ruszaliśmy z kolegą nieraz prosto przed siebie, takie mieliśmy założenie, nie interesowały nas „skorupy”, tj. zabytki, choć były i miejsca wyjątkowe, które chcieliśmy zwiedzić.

– No właśnie, jest w pana książkach jednak sporo wiedzy o miejscach, które pan obejrzał.
– Zawsze przed wyjazdem przygotowuję się do podróży, aby więcej mimo wszystko zobaczyć, bo niektóre miejsca na świecie naprawdę warto poznać. Na przykład założyliśmy z kumplem, że musimy dotrzeć do Angkor Wat. Tak też się stało, a to co tam się działo, przeszło nasze oczekiwania, wchodziliśmy w te ruiny dzień-noc-dzień-noc…, nie mając dosyć. To truizm, ale oglądanie świata rozwija naszą wrażliwość i emocje, wszystko.

– A ja czasem jadę gdzieś całkiem nieprzygotowana. To wtedy właśnie więcej widzę… A podczas tamtej, powiedzmy, że pekińskiej podróży, pamiętam, że wziął pan ze sobą zdjęcia zmarłej żony.
– Zostawiałem je potem w różnych miejscach na trasie, jedno z nich popłynęło w butelce po wódce rzeką Jangcy, inne położyłem na ghatach wzdłuż Gangesu, gdzie są palone zwłoki. Część znalazła się pod kamieniami w Tybecie. Odwiedzaliśmy wtedy rejony bardzo metafizyczne, zgodne z tym, co nam w duszy grało.

– Zupełnie inna była kolejna pana podróż, która zaczęła się w Rio de Janeiro.
– Zaczęliśmy ją z Madrytu, skąd mieliśmy bezpośredni samolot, ale wróciliśmy do Polski przez Meksyk.

– Kim jest tajemnicza Gabriela, która pojawiła się w drugiej książce?
– Dopiero w trzeciej zostanie to wyjaśnione… Chociaż nie wiem. Czytelnik musi sam sobie odpowiedzieć na pewne pytania. Wie pani, każda z książek posiada swój klucz. Pierwsza ma go w tytule, gdzie jest odniesienie do dzieła Nietzsche’go, ale również widma Brockenu, gdzie człowiek widzi swój cień na chmurze.

– Dobrze, że pan to wyjaśnia.

– Przesąd mówi, że jak się widzi mamidło górskie, człowiek szybko umrze, ale jak je zobaczy już po raz trzeci – to właściwie jest niezniszczalny.

– ?
– I ten nietzscheański „Wędrowiec i jego cień” przewija się przez pierwszą pozycję. A druga książka miała być o miłości… ale jej czytelnicy jakoś nie dostrzegają (śmiech).

– Moim zdaniem, trochę jest, ale nie tylko… Jakaś puenta?
– Za Stachurą: wędrówką jedną życie jest człowieka… Jak zjawa senna życie jest człowieka… Jak chmura zwiewna życie jest człowieka…