Deprecated: Creation of dynamic property GoldAddons\Plugin::$version is deprecated in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/gold-addons-for-elementor/gold-addons-for-elementor.php on line 108

Notice: Function _load_textdomain_just_in_time was called incorrectly. Translation loading for the owm-weather domain was triggered too early. This is usually an indicator for some code in the plugin or theme running too early. Translations should be loaded at the init action or later. Please see Debugging in WordPress for more information. (This message was added in version 6.7.0.) in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-includes/functions.php on line 6131

Deprecated: Creation of dynamic property Yoast\WP\SEO\Premium\Generated\Cached_Container::$normalizedIds is deprecated in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/wordpress-seo-premium/src/generated/container.php on line 27

Deprecated: ltrim(): Passing null to parameter #1 ($string) of type string is deprecated in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/wordpress-seo-premium/classes/redirect/redirect-util.php on line 114

Deprecated: Return type of WPSEO_Redirect::offsetExists($offset) should either be compatible with ArrayAccess::offsetExists(mixed $offset): bool, or the #[\ReturnTypeWillChange] attribute should be used to temporarily suppress the notice in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/wordpress-seo-premium/classes/redirect/redirect.php on line 122

Deprecated: Return type of WPSEO_Redirect::offsetGet($offset) should either be compatible with ArrayAccess::offsetGet(mixed $offset): mixed, or the #[\ReturnTypeWillChange] attribute should be used to temporarily suppress the notice in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/wordpress-seo-premium/classes/redirect/redirect.php on line 135

Deprecated: Return type of WPSEO_Redirect::offsetSet($offset, $value) should either be compatible with ArrayAccess::offsetSet(mixed $offset, mixed $value): void, or the #[\ReturnTypeWillChange] attribute should be used to temporarily suppress the notice in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/wordpress-seo-premium/classes/redirect/redirect.php on line 160

Deprecated: Return type of WPSEO_Redirect::offsetUnset($offset) should either be compatible with ArrayAccess::offsetUnset(mixed $offset): void, or the #[\ReturnTypeWillChange] attribute should be used to temporarily suppress the notice in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/wordpress-seo-premium/classes/redirect/redirect.php on line 182

Deprecated: version_compare(): Passing null to parameter #2 ($version2) of type string is deprecated in /var/www/vhosts/trybuna.info/devo.trybuna.info/wp-content/plugins/elementor/core/experiments/manager.php on line 131
Leniwy cynik w Warszawskim Powstaniu - Dziennik Trybuna
# Tags

Leniwy cynik w Warszawskim Powstaniu

Jak zwykle przed rocznicami Powstania Warszawskiego kilkoro znajomych obarczonych bardziej patriotyczną pamięcią zadaje mi różne, czasem „krępujące” pytania, dotyczące tego okresu.

W kilkunastu okolicznościowych artykułach, publikowanych w różnych czasopismach, próbowałem już opowiadać o harcerskiej konspiracji, o moim braku bohaterstwa w samym Powstaniu, o pobycie w niemieckich obozach jenieckich po jego kapitulacji i o powrocie do kraju. Już kilka razy myślałem, że dociekliwość pytających się skończyła, ale się myliłem. Teraz znowu zaprzyjaźnieni goście, wyrwani z wirusowej kwarantanny, wszczepili mi dwa nowe pytania – Pierwsze – czy ja się spodziewałem Powstania i co dzisiaj o nim sądzę? I drugie – dlaczego nie brałem i nie biorę udziału w rocznicowych i nierocznicowych, „patriotycznych uroczystościach” organizowanych przez stowarzyszenia kombatantów i „władze”?

Wydaje mi się, że „między wierszami” opowiadałem i o tych sprawach, ale może ginęły one w wiodących tematach. Spróbuję więc na nie odpowiedzieć bardziej precyzyjnie, zastrzegając się – jak zwykle, – że pamięć mam osłabioną przez kilkugodzinne niedotlenienie pod gruzami – żeby było śmieszniej – niemieckiego domu, w niemieckim mieście Munchen Gladbach, zbombardowanym dywanowo przez amerykańskich przyjaciół. Byłem tam, jako jeniec wojenny po Powstaniu. I ze wstydem przyznaję, że nie uzupełniam pamięci z tego okresu czytaniem odpowiedniej literatury.

Kuźnia kadr, czyli Szare Szeregi

Przejdźmy do tematu. Jak wybuchła wojna i jak po dwóch latach okupacji – w końcu 1941 roku – otworzył mi się kontakt z Szarymi Szeregami, harcerskim, konspiracyjnym ruchem oporu, byłem nieco dziecinnym gimnazjalistą. Wszystko, co organizowano przeciwko Niemcom przyjmowałem z entuzjazmem i niemal bezkrytycznie. Pasjonowałem się tym, co robiła moja drużyna – malowaniem kotwic PW na murach, liczeniem pociągów i wagonów z wojskiem, czołgami i artylerią przejeżdżających przez Wisłę, szkoleniem łączniczym, czyli dokładnym poznawaniem centralnych dzielnic miasta i ukrytych przejść między domami. Imponowało nam zapoznawanie się z budową i obsługą podstawowych rodzajów broni osobistej i organizowanie w okolicznych lasach ćwiczeń strzeleckich z wykorzystaniem wiatrówek. Robiliśmy to głównie w czasie pozaszkolnym, nie zaniedbując kontynuowania harcerskich zwyczajów i zdobywania „sprawności”.

W tym najmłodszym środowisku niepodległościowej warszawskiej konspiracji i w rodzinno – towarzyskich kontaktach dużo rozmawiano i plotkowano o udanych akcjach zbrojnych przeciwko niemieckiej armii i administracji, wykonanych wyrokach za współprace z okupantem, kontaktach z „leśną” partyzantką AK, AL, Batalionów Chłopskich i NSZ. W miarę zbliżania się wschodniego frontu, w końcu 1943 i na początku 1944 roku pojawiała się plotka o możliwości „większego zrywu zbrojnego” w Warszawie. Wyobrażano go sobie jednak, jako akcję zsynchronizowaną z armią „radziecką”, nieobejmującą całego miasta, tylko skierowaną na opanowanie dróg, kolei, mostów i radiostacji. Alternatywą były możliwości wielkiego, wspierającego desantu zachodnich aliantów. Wszyscy z mego środowiska zdawali sobie jednak sprawę, że przy ograniczonych zasobach broni ręcznej i całkowitym braku ciężkiego sprzętu, możliwości przeprowadzenie wielkiej akcji są ograniczone. Mnie utwierdzały w tym rozmowy mego ojca z jego przyjaciółmi na cyklicznie przygotowywanych w naszym domu wspólnych obiadach.. Wszyscy, tak jak ojciec, byli w końcu I wojny oficerami I lub II Brygady Legionów. Byłem przekonany, że teraz wszyscy coś robili w AK.

Przygotowania

W lipcu 1944 roku był próbny alarm harcerskich jednostek Śródmieścia Warszawy i – jak sądzę – także innych dzielnic i organizacji. Tego nie jestem pewien, bo w konspiracji takie informacje nie docierały do najniższych ogniw. W ramach tego ćwiczenia kazano mi zgrupować część drużyny i nawiązać kontakt z nieznanym mi oddziałem Szarych Szeregów na bliskim Mokotowie. Udało się – dostaliśmy adres, imię, hasło, odzew. Trudnością był dojazd przetłoczonym tramwajem (chyba „4”) kursującym ulicą Marszałkowską. Było nas trzech i musieliśmy jechać „na cyckach”, jak wówczas nazywano zderzaki wagonów.

Rozkaz sygnalizujący wielką akcję i zgrupowania moich druhów w wyznaczonych miejscach, czyli głównie w mieszkaniach kolegów pełniących funkcje „zastępowych”, dotarł do mnie popołudniu 31 lipca. Było w nim wyraźne wskazanie, że grupowanie mamy zakończyć przed godziną 17.00 następnego dnia, – czyli 1 sierpnia – i czekać na łączników z dalszymi rozkazami. Miałem wątpliwości, czy to znowu nie są ćwiczenia i podzieliłem się nimi z ojcem. Powiedział, że on też rano wyjdzie z domu i rozkazy są do wykonywania, a nie do dyskutowania.

Co dzisiaj sądzę o Powstaniu?

Moje dalsze „przygody” w czasie Powstania i po jego zakończeniu opisywałem wielokrotnie. Odpowiedź na zadane ostatnio pytanie, – co wtedy czułem, co myślałem i jaka jest obecnie moja opinia o Powstaniu, nie jest łatwa. Z jednej strony na początku „zrywu” udzielał mi się powszechny entuzjazm i radość z odzyskiwanej niepodległości. Entuzjazm ten stopniowo zakłócało racjonalne spojrzenie wywoływane głównie informacjami o tragediach na Woli, później własnymi obserwacjami z upadającej Starówki i – co najważniejsze – brakiem informacji o natarciu wojsk radzieckich, albo wielkim, spadochronowym desancie z zachodu. W ramach moich łączniczych wędrówek raz pokazywano mi na Powiślu (z daleka) podobno radzieckiego radiotelegrafistę. Miałem też szczątkowe informacje o próbach forsowania Wisły przez oddziały Berlinga. Nie było jednak działań, pozwalających na „zwycięskie” zakończenie Powstania.
„Wolna Warszawa” stopniowo skurczyła się do Śródmieścia i części Powiśla. Moje codzienne bieganie, czołganie i przeskakiwanie ogrodzeń powodowało, że stykałem się z mieszkańcami koczującymi w piwnicach, lub w skleconych z dykty i desek szałasach, na podwórkach częściowo zburzonych domów. Nie byłem już tak radośnie witany jak na początku Powstania. Czasem traktowano mnie i kolegów, jako współodpowiedzialnych za nieszczęścia, jakie ich spotykały. Dostrzegałem też narastające zniechęcenie niektórych uczestników Powstania, „pochodzących” nie z konspiracyjnych oddziałów, tylko z naboru „cywili” prowadzonego już w czasie akcji.

Podsumujmy. Dzisiaj mogę powiedzieć, że Powstanie pozostało w mojej pamięci, jako dwumiesięczny okres dumy i euforii, satysfakcji z chwil odzyskanej wolności, podziwu dla wielu prawdziwych bohaterów – w tym także kilku moich kolegów. Z drugiej strony skłonność do racjonalnej oceny faktów zmusza mnie do przekonania, że popełniono rażący błąd strategiczny, dając rozkaz rozpoczęcia akcji bez zapewnienia wsparcia i bez sprecyzowania odpowiedzi na pytanie, „co dalej?”. Uzyskane efekty podniesienia morale Narodu i pokazania wschodnim i zachodnim aliantom, że jest w Polsce polska władza i armia, były ważne. Ale chyba nie tak ważne, aby zapłacić za nie niezwykle wysoką cenę w ofiarach ludzkich i niemal całkowitym zniszczeniem największego polskiego miasta, zwanego czasem przed wojną „Paryżem wschodu”.

Lenistwo kombatanta

Drugie zadane mi w tym roku pytanie jest właściwie prywatne. Odpowiadam na nie, bo dotyczy nie tylko mnie, ale pewnej liczby uczestników Powstania (a także innych kombatantów wojennych), nieuczestniczących aktywnie w „życiu kombatanckim, różnego rodzaju uroczystościach, spotkaniach czy imprezach wspomnieniowo – rozrywkowych.

Są dwie przyczyny tej absencji. Pierwsza wynika z brzydkich cech mego charakteru. Nie mam skłonności do rozwijania międzyludzkich kontaktów. Nie znoszę występowania w roli eksponatu, nie lubię brać udziału w publicznych i na ogół sterowanych dyskusjach. Od zawsze i coraz bardziej (lata płyną!) męczy mnie bezczynne siedzenie nawet na najbardziej patriotycznych uroczystościach. Z zażenowaniem przyznaję, że mam chyba antyspołeczny charakter. Nakłada się na to niechęć do nadmiernego sentymentalizmu. Nie żyję wspomnieniami z konspiracji, Powstania, niewoli i wyzwolenia. Są dla mnie ważnymi epizodami mego nieprzyzwoicie długiego życia, ale za równie ważne uważam wiele innych. Za syntezę tej przyczyny mojej absencji można więc uznać zwykłe lenistwo, połączone z brakiem tendencji do uzyskania pozycji celebryty.

Druga przyczyna jest poważniejsza. W pierwszych latach po powrocie z niewoli zapisałem się do (chyba?) jedynego wówczas stowarzyszenia kombatanckiego – Związku Uczestników Walki Zbrojnej. Też się nadmiernie nie „udzielałem”, ale chodziłem na zebrania i z satysfakcją wyczuwałem atmosferę przyjaźni i współpracy ludzi, którzy byli „od Berlinga”, „od Andersa i Maczka” w zróżnicowanej partyzantce, w Powstaniu i w innych miejscach, w których walczono z III Rzeszą. Ten związek potem „automatycznie” dodano do ZBWiDu, czyli Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Atmosfera była może nieco gorsza, ale nadal pozostawałem jego członkiem, aż do lat dwutysięcznych, kiedy koło, w którym aktualnie byłem uległo rozwiązaniu „z przyczyn naturalnych”. Mówiąc prościej – zostało kilka osób o ograniczonej sprawności fizycznej.

Niektórzy, żyjący jeszcze wówczas koledzy z Powstania i niewoli sugerowali, abym zapisał się do któregoś z nowych związków, np. do Światowego Związku Żołnierzy AK, albo do Związku Powstańców Warszawskich. Nie zrobiłem tego, bo z wypowiedzi i decyzji ich działaczy wynikało, że zaczęły one za bardzo skręcać na prawo. Najpierw mnie dziwiły a potem zaczęły drażnić liczne wypowiedzi, dotyczące likwidacji pomników związanych z bitwami i ofiarami armii byłego ZSRR w czasie II wojny, nawet takich, jak rozebrany pod pretekstem robót przy budowie metra, pomnik „braci śpiących” na warszawskiej Pradze. Denerwujące były lekceważące opinie o AL i udziale jej członków w Powstaniu, oraz coraz bardziej wyraźne sprzyjanie poglądom skrajnej prawicy na najnowszą historię. Szanuję i takie poglądy, ale uznałem, że nie powinienem uczestniczyć w ich utrwalaniu. Urząd ds. Kombatantów zapewnił mnie, że żaden kombatant nie musi być członkiem jakiegoś stowarzyszenia i że jest wielu podobnych do mnie „wolnych strzelców”. Utrzymuję sporadyczny, ale sympatyczny kontakt z Muzeum Powstania Warszawskiego, korzystam z pewnych przywilejów dla uczestników Powstania, wprowadzonych przez Prezydenta Warszawy. I to wystarczy.

Opuściłem Powstanie, jako kapral i „harcerz orli”. Jeszcze ZBOWiD załatwił mi w nieproszonym prezencie dyplom podporucznika, ale go nie „uaktywniłem” w odpowiedniej jednostce wojskowej. Wiem, że wielu kombatantów (nie tylko z AK) przywiązuje wagę do takich spóźnionych awansów tym bardziej, jeśli pozwalają one na podwyższenie emerytury. Ale osobiście – pokornie proszę o wybaczenie – uważam honorowanie emerytów coraz wyższymi stopniami wojskowymi, za pewną przesadę. Część żyjących kombatantów wojennych w Polsce potrzebuje bowiem nie tylko symbolicznego uznania. Marzą po cichu o opiekującym się stale i serdecznie lekarzu ze szpitalnym zapleczem, o dobrym sanatorium z dowozem i powrotnym przywozem, czasem też o realnej pomocy finansowej, poprawie warunków mieszkaniowych, lub chociaż o naprawdę darmowych lekach. Zaspakajanie potrzeb wyższego rzędu nie zaspakaja – niestety – przyziemnych potrzeb codziennego życia. To wiedzieli już „starożytni Rzymianie” wołając – „chleba i igrzysk!!”.

Warszawa – Marki, 18.07.2020r.

Leave a comment