Pierwszy milion Rymanowskiego
Dziś prawdziwe pieniądze robi się na nieprawdzie.
Czy naukowiec może publicznie kłamać? Czy dziennikarz ma obowiązek takie kłamstwa prostować? Taka debata rozgorzała po wywiadzie redaktora Bogdana Rymanowskiego z profesor Grażyną Cichosz opublikowanym na jego youtubowym kanale. Burza wybuchła niespodziewanie, bo Rymanowski to zawodowy i doświadczony dziennikarz, regularnie w licznych mediach wywiadujący.
A profesor Cichosz to emerytowany pracownik naukowy Uniwersytetu Warmińsko- Mazurskiego w Olsztynie. Specjalizująca się w technologii żywności oraz promocji wiedzy o zdrowym stylu życia. Ale tym razem nie skończyło się na promocji zdrowej żywności. Pani profesor Cichosz podjęła liczne medyczne tematy nie powiązane bezpośrednio ze zdrowym życiem i zasypywała słuchaczy Rymanowskiego kłamstwami.
O różnej wadze, aż po wyjątkowo szkodliwą i zabójczą tezę, że szczepionki powodują spektrum autyzmu. A ma to redaktor Rymanowski ani be, ani me, ani kukuryku.
Kłamstwa bezkarne
Polscy naukowcy szybko i zgodnie zareagowało na kłamstwa profesor Cichosz. Oburzali się i prostowali je w mediach. Zwykle w nieinternetowych. Czyli w innej bańce informacyjnej. Prostowali indywidualnie, bo żadna z instytucji reprezentujących polskie środowisko naukowe nie zabrała głosu. Bo okazało się, że nie ma formalnych podstaw do tego.
Przedstawiana w mediach jako profesor Grażyna Cichosz ma doktorat z technologii żywności. Niekwestionowany, bo pisząc pracę doktorską nie kłamała. Kiedyś pracowała na uniwersytecie na stanowisku profesora. Belwederskiego. Teraz jest emerytką. Jej była uczelnia nie ma nad nią już władzy ani kontroli.
Polskie media, zwłaszcza te internetowe, nie działają jak naukowe media. Tam żeby opublikować artykuł trzeba mieć pozytywne recenzje przynajmniej dwóch poważnych naukowców z tej dziedziny.
W internecie doktor Cichosz może mówić co zechce i kłamać ile zechce.
Bo ona tam uprawia jedynie „publicystykę” naukową.
W takich przypadkach ludzie nauki mogą jedynie informować, że to co mówi doktor Cichosz „jest niezgodne z aktualnym stanem wiedzy. Nic ponad to”, wzdycha bezradnie prof. Grzegorz Węgrzyn, wiceprzewodniczący Rady Doskonałości Naukowej.
Zatem każdy emerytowany profesor, doktor czy magister o przekonywującym tembrze głosu, może dziś w Internecie kłamać.
Chyba, że zacznie obrażać uczucia religijne Polaków albo plugawić prezydenta RP. Wtedy redaktor Rymanowski musiałby zareagować.
Mikrofon dla wszystkich
Nie reagował, choć obowiązujący nadal Kodeks Etyki Dziennikarskiej jest w takich przypadkach jednoznaczny. Dziennikarz ma obowiązek prostować nieprawdę. A popełnione przez niego „błędy i pomyłki wymagają jak najszybszego sprostowania, nawet jeśli nie były zawinione przez autora lub redakcję i bez względu na to, czy ktokolwiek wystąpi o sprostowanie”.
Ale Rymanowski oczywistych nieprawd prostować nie chciał. Może dlatego, że prawdy zwyczajnie nie znał ? Może nie miał pojęcia o tym co doktor Cichosz będzie jego słuchaczom mówiła.
Skrytykowany za bierność, uznał, że najlepsza obroną jest atak.
Na portalu X napisał: „Wolność słowa. Albo jest, albo jej nie ma. Tertium non datur. Każdy zasługuje na wysłuchanie. Żadni „policjanci myśli” nie mogą dyktować dziennikarzowi kogo może, a kogo nie może zapraszać. Wierzę w zdolność moich widzów do samodzielnego myślenia i wyciągania wniosków. Cieszę się, że Rymanowski Live ma już 450 tysięcy subskrypcji. Dopiero się rozkręcam”.
Ogłosił tym, że w przyszłości palcem nie ruszy kiedy jego goście będą okłamywać jego słuchaczy. Bo to jego słuchacz powinien wiedzieć co kłamstwem jest, a co tylko przypadkowym przejęzyczeniem. Słuchacz powinien studiować przed każdym wywiadem o działalności przyszłego gościa. Być czujnym w trakcie, by stale odpowiadać sobie. Prawda to czy fałsz.
Za swe lenistwo umysłowe dostał Rymanowski wsparcie od Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Tak za sprzedawanie w mediach kłamstw redaktor Rymanowski zyskał sławę, pieniądze i pomnikowy wymiar „Obrońcy wolności słowa”.
Niegdysiejsze sprostowania
Nie uwierzycie mi, ale jeszcze niedawno było w polskich mediach inaczej. Kiedy zaczynałem dziennikarską robotę w redakcji „itd”, uczono mnie, że robiący wywiad dziennikarz nie może być tylko bezmyślnym dyktafonem, radiowym mikrofonem. Nie może jedynie nagrywać wypowiedzi osoby wywiadowanej. By potem spisać ją jak leciało. I jedynie dla zachowania pozoru formy dziennikarskiego wywiadu spisany słowotok podzielić pytaniami w rodzaju: „ A to ciekawe co pani mówi !”, „Rzeczywiście tak było ?”, „Czy pani jest tego pewna ?”, aż po emocjonalne „O jej to niesamowite !”
Wtedy, w drugiej połowie XX wieku, zawodowy dziennikarz przed robieniem wywiadu najpierw czytał książki, publikacje kandydata na wywiad. Oglądał jego filmy, badał jego dorobek zawodowy. Przed rozmową z nim pisał sobie scenariusz wywiadu. Tak komponował kolejność zadawanych pytań aby wywiad miał swoją dramaturgię.
Bywały wtedy redakcje, które zatrudniały riserczerów pomagających zdobywać dokumentację potrzebną dziennikarzom. W dawnej „Trybunie” były korektorki, które potrafiły potrafiły poprawiać merytoryczne błędy popełnione przez dziennikarzy.
Wtedy też bywali sekretarze redakcji, którzy nie dopuszczali do lansowania medialnych hochsztaplerów, pseudonaukowców. Choć bywali oni popularni, budzili zaciekawienie i zwiększali sprzedaż egzemplarzy pism.
Była niegdyś w tygodniku „Przekrój” rubryka „W tym tygodniu nie piszemy o”. Informująca czytelników o jakich głośnych, ale drugorzędnych sensacjach jej dziennikarze pisać nie zamierzają.
I wreszcie wtedy oczywistym było, że opublikowane nieprawdy trzeba było prostować.
Kłamiemy, bo tego chcecie
Dziś redaktor Rymanowski zadowolony jest, że medialna burza wywołana kłamstwami doktor Cichosz i jego nieróbstwem umysłowym rozsławiła go w Internecie. Wywiad z doktor Cichosz ma już ponad 2 miliony wyświetleń. Bo sensacyjne kłamstwa napędzają czytelników. A rządzące w Internecie „algorytmy” dodatkowo potęgują popularność, zasięgi takich treści. Można rzec, że techniczne zasady działania mediów internetowych sprzyjają upowszechnianiu kłamstw.
Zauważył to już były amerykański komentator walk MMA, szołmen hardcorowego programu „Fear Factor”, a potem gospodarz programu „Joe Rogan question eveeything”. Tam Joe Rogan początkowo rzetelnie badał przeróżne popularne teorie spiskowe. Szukał Wielkiej Stopy, UFO. Potem zauważył, że prawdziwe pieniądze robi się na nieprawdzie. Zaczął do swego programu, w którym wcześniej rozmawiał z fachowcami, coraz częściej zapraszać promotorów teorii spiskowych, pseudonaukowców, antyszczepionkowców. Choć robił to w ostrożnej formie to zyskał wielkie zasięgi, no i zarobił na tym miliony.
Autor mądrych radiowych programów popularnonaukowych Tomasz Stawiszyński przestrzega, że przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się pseudonauki i teorii spiskowych nie może polegać jedynie na uciszaniu, piętnowaniu. Jeśli zamiast prezentowania racjonalnego punktu widzenia z szacunkiem dla każdego potencjalnego odbiorcy, popłyną tylko pouczania, inwektywy, krzyki i przekonywanie, że w każdej sprawie istnieje stuprocentowo pewne i niezmienne „naukowe” wyjaśnienie, a każdy kto ma wątpliwości jest „szurem”, to popularność najdziwaczniejszych poglądów i ekstremizmów będzie tylko rosnąć.
Na razie ich sprzedawcy rosnąc w siłę i materialny dostatek.
Kłamię więc jestem ?
Więcej w Tygodnik NIE










