Cła, chipy i groźby. Trump atakuje Europę za cyfrowe regulacje
Donald Trump otworzył kolejny rozdział swojej wojny handlowej, grożąc nowymi represjami wobec krajów, które – jak twierdzi – dyskryminują amerykańskie firmy technologiczne. „Podatki cyfrowe, przepisy dotyczące usług cyfrowych i regulacje rynków cyfrowych zostały stworzone po to, by krzywdzić albo dyskryminować amerykańską technologię” – napisał na swojej platformie Truth Social. „To musi się skończyć, i to skończyć TERAZ!” – grzmi Trump.
Prezydent USA zapowiedział, że jeśli te „środki dyskryminacyjne” nie zostaną zniesione, jego administracja nałoży „znaczne dodatkowe cła” na towary eksportowane do USA i wprowadzi restrykcje w sprzedaży amerykańskich technologii i chipów. „Tym postem stawiam wszystkie kraje stosujące podatki i regulacje cyfrowe w stan gotowości – jeśli nie zostaną usunięte, jako prezydent USA nałożę odwetowe cła i ograniczę eksport naszej wysoko chronionej technologii” – ostrzegł Trump. „Ameryka i amerykańskie firmy technologiczne nie są już ani skarbonką, ani wycieraczką świata. Okażcie szacunek Ameryce i naszym niesamowitym firmom technologicznym albo liczcie się z konsekwencjami!” – dodał.
Choć nie padła nazwa Unii Europejskiej, słowa Trumpa były wymierzone przede wszystkim w Europę. Sama UE przyjęła Rozporządzenie o usługach cyfrowych (DSA) i Akt o rynkach cyfrowych (DMA), regulujące konkurencję i zasady moderacji treści w sieci. Kilka państw członkowskich – w tym Francja, Hiszpania, Włochy, Austria, Węgry i Czechy – zdecydowało się dodatkowo na własne podatki cyfrowe. Podobne rozwiązanie wprowadziła także Wielka Brytania, gdzie od 2020 roku obowiązuje Digital Services Tax.
Komisja Europejska odpowiedziała Trumpowi, że Unia ma „suwerenne prawo do regulowania technologii w zgodzie ze swoimi demokratycznymi wartościami” i „zdecydowanie odrzuciła” zarzut, jakoby przepisy były celowo wymierzone w amerykańskie koncerny.
To nie pierwszy raz, kiedy Trump grozi cłami w tej sprawie. W czerwcu zawiesił negocjacje handlowe z Kanadą w odwecie za planowaną tamtejszą daninę cyfrową, uderzającą w takie firmy jak Alphabet, Amazon czy Meta. Ottawa ostatecznie się ugięła i ogłosiła wycofanie ustawy.
Dyskusja o podatku cyfrowym toczy się również w Polsce. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski poinformował, że w jego resorcie trwają prace nad wprowadzeniem tej daniny. „Wiemy, do kogo idziemy po pieniądze i nie są to polskie firmy” – zaznaczył w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”. Jego zdaniem to kwestia suwerenności gospodarczej. „Podatek cyfrowy to odpowiedź na pytanie, czy zgadzamy się na cyfrowy kolonializm, czy nie” – stwierdził. Resort szacuje, że w pierwszym roku podatek mógłby przynieść 1,7 miliarda złotych przy stawce 3 proc., 2,6 miliarda złotych przy 4,5 proc. i 3,4 miliarda złotych przy 6 proc. „Dla mnie te 3 proc. to dobre pole wyjściowe” – dodał minister, podkreślając, że polskie firmy płacące CIT – takie jak Allegro – zostaną objęte ulgami i odliczeniami, aby uniknąć podwójnego opodatkowania.
Jednak Polska nie mówi jednym głosem. Przeciwko podatkowi jest prezydent Karol Nawrocki, który od początku swojej kadencji sygnalizuje chęć zacieśnienia relacji z Waszyngtonem. „Na nowy podatek Amerykanie się pogniewają” – ostrzegała osoba z jego otoczenia cytowana przez money.pl. Na początku września Nawrocki uda się z wizytą do Stanów Zjednoczonych, gdzie spotka się m.in. z Donaldem Trumpem. Niewykluczone, że jednym z głównych tematów rozmów będzie właśnie planowana danina cyfrowa.










