Nowa epidemia
Problem rasizmu to problem kultury. Rasistą jest człowiek bezmyślny. Agresywny sekciarz. Cham.
Ludziom, którzy uważają się za coś wyższego, niż są i niż na to zasługują, rasizm jest potrzebny jako mechanizm dominacji i samowyniesienia. Jako trampolina, która wyrzuci ich w górę. Ciemny poszukuje jeszcze ciemniejszego, by dowieść, że sam nie jest najciemniejszy. Szuka gorszego, ponieważ chce się pokazać lepszym. Musi kimś gardzić, gdyż to daje mu poczucie wyższości, pozwala zapomnieć, że on sam jest marnością.
Ryszard Kapuściński
Zachorowaliśmy na nienawiść, strach i pogardę. Zostaliśmy zainfekowani przez polityków i media prawicowe, które z tej infekcji zrobiły sobie paliwo polityczne. Im bardziej się boimy wędrówki ludów, tym chętniej głosujemy na polityków głoszących rasistowskie poglądy.
Są jak mafia. Najpierw straszą, a potem oferują ochronę.
Oczywiście Afrykanin czy Muzułmanin płacący kartą American Express są wciąż mile widziani. Nie chcemy tu tylko biednych cudzoziemców. Muzułmańskie dudki góralom nie śmierdzą.
Ludzie migrują głównie za chlebem. Najpierw wyjeżdża mężczyzna. Łapie jakąś robotę i wysyła do domu pieniądze. Kiedy się już jako tako urządzi, sprowadza rodzinę. Tak robili Polacy migrując do Wielkiej Brytanii. Tak robią uchodźcy z krajów globalnego Południa.
Tylko z tego, że postępują tak jak my, robi im się zarzut. Młodych mężczyzn, którzy podejmują ryzykowną przeprawę przez Morze Śródziemne, wyzywa się od „młodych byczków”. A to przecież ludzie tacy jak my, nie bydło.
Proces straszenia rozpoczął sam prezes Kaczyński, twierdząc, że uchodźcy przenoszą choroby. Tymczasem nigdzie w Europie nie stwierdzono żadnej epidemii, masowych zachorowań, które można by przypisać imigracji.
Zarzuca się przybyszom większą skłonność do przemocy i przestępczości. Liczby tego nie potwierdzają. Statystyki policyjne wykazują, że statystyczny cudzoziemiec popełnia w Polsce mniej przestępstw niż Polak. Rośnie za to liczba napaści na obcokrajowców na tle rasowym.
Czy to znaczy, że powinniśmy się otworzyć jak Niemcy na masową imigrację? Oczywiście, że nie. Nie jesteśmy na to przygotowani. A nastroje są takie, że żadnemu cudzoziemcowi bym Polski nie polecał. Bo zamiast tradycyjnej polskiej gościnności łatwo mu będzie się nadziać na biegające z przysłowiowymi widłami/bejsbolami „patrole obywatelskie”.
Napływ nielegalnych imigrantów został znacząco zahamowany. Nie powoduje on dużego wzrostu liczby przybyszów. Jednak zaplecze biznesowe zarówno PO, jak i PiS-u sprowadza ludzi jako „tanią siłę roboczą” kanałami oficjalnymi.
Na Filipinach polska wiza wciąż kosztuje 2 000 zł, a pracodawcy bardzo sobie chwalą Filipińczyków jako lojalnych i gorliwych pracowników. Inaczej mówiąc – skłonnych pracować za dużo mniej niż Polacy, nie żądających niczego poza pryczą w zbiorowej sali do spania. Więc – jak mówił klasyk – pracują „za miskę ryżu”.
Biznes chwali też Kolumbijczyków, których jest już u nas ok. 100 000, jako zdyscyplinowaną siłę roboczą.
Słowem – stosunkowo masowa imigracja zarobkowa ma się dobrze. Bo firmy świetnie na ich wyzysku zarabiają.
Gdybyśmy spełnili oczekiwania Unii Europejskiej i wprowadzili zasadę, że każdy cudzoziemiec pracujący w Polsce powinien mieć umowę o pracę, czyli zarabiać co najmniej 1000 euro brutto, nie byłoby już obawy, że godząc się na niższą płacę zabiera pracę Polakom. Ale to wymagałoby likwidacji patologicznych form zatrudnienia dla Polaków. A tego rząd nie chce.
Imigrantom zarzuca się więc, że są rezerwową armią pracy, która osłabia pozycję na rynku naszych pracowników. I jest w tym dużo racji. Gdyby nie fakt, że jednocześnie oskarża się ich o to, iż przyjeżdżają nie do pracy, tylko po zasiłki.
Oba zarzuty jednocześnie słuszne być nie mogą. Nie mówiąc o tym, że Polska to nie Dania. Tu zasiłki są niezwykle skromne.
Pozostaje jeszcze kwestia, czy w ogóle Polska potrzebuje tej dodatkowej siły roboczej. Aleksander Kwaśniewski oświadczył niedawno, że bez imigracji europejska gospodarka skona. Ale on zawsze trzymał z biznesem, który nie tak łatwo zrezygnuje ze sprowadzania niewolników.
Debata na temat ilu i jakich pracowników z zewnątrz polska gospodarka potrzebuje, jest więc otwarta.
Jednak kampania przeciw „obcym” okalecza psychikę narodu. Po dziesięcioleciach otwartości na innych stajemy się ksenofobami, okrutnikami, rasistami.
I to szkodzi nam samym. Bo stajemy się coraz gorsi.
Jako patriota uważam, że powinna nas łączyć miłość do Ojczyzny, a nie nienawiść do Nie-Polaków.
Rzeczpospolita była wielka, kiedy była wielonarodowa i wielokulturowa. Polska narodowo-katolicka się skurczyła. A i ta nasza religijność staje się swym zaprzeczeniem, kiedy klechy grzmią z ambon, że miłosierdzie, o którym mówią święte księgi, nie stosuje się do obcych.










