Oni
Coraz częściej łapię się na bardzo brzydkiej czynności. Podsłuchuję! Podsłuchuję domowników, klientów odwiedzanych „galerii” i sklepików, chorych współobywateli czekających w kolejce do lekarza. Zaostrzam słabnący, sklerotyczny słuch, jak słyszę słowo „oni”. Bo „oni” za czasów mojej młodości, to byli wrogowie. Ale dzisiaj obejmuje się tym skrótem kandydatów do fotela i zaszczytnej funkcji prezydenta kraju.
Finaliści
Po pierwszej turze wyborów sympatie Narodu zostały systemowo ograniczone do dwóch kandydatów. Jest trochę śmiesznie, bo myśląca część narodu stale krytykuje utrwalanie jego politycznych podziałów, a jednocześnie wzmacnia je przez wyborcze ordynacje. W drugiej turze prezydenckich wyborów polski patriota nie ma innego wyjścia. Jeśli idzie na wybory (a powinien!) to musi opowiedzieć się za jednym z dwóch kandydatów reprezentujących jedną z „połówek” Polski podzielonej na prawicę, coraz wyraźniej tańczącą na linie niezapomnianego „narodowego socjalizmu” i na europejski liberalizm, coraz bardziej lewicujący.
Piwo z podsłuchem
Uległem tej pokusie wzmocnionej faktem, że firma uwierzyła już w nadejście wiosny i wystawiła kilka stolików na oświetlony słońcem taras. Zaczynając konsumpcję, rozejrzałem się po otoczeniu i zauważyłem siedzącą w pobliżu, dość głośną grupę kilku panów. Było w niej dwóch znajomych, wykonujących czasem prace naprawcze na zlecenie mojej gospodarnej żony. Kiwnąłem więc głową, uśmiechając się serdecznie, i odebrałem podobne sygnały sympatii.
Grzejąc się w słońcu, spokojnie popijałem piwko, wsłuchując się jednocześnie w ożywioną dyskusję przy wspomnianym stoliku. Oczywiście dotyczyła „ich”, czyli „onych”, nadal walczących kandydatów w prezydenckich wyborach. Nie było głosów uwielbienia. Wczorajszą debatę uznawano za znośną, ale za płytką. W dyskutującym gronie obaj kandydaci mieli sympatyków, ale wydawało mi się, że nie były to sympatie skłonne do poświęceń.
Głos rozsądku
Kiedy piwo już mi się kończyło, głos zabrał chyba najstarszy w tym gronie facet, cieszący się wyraźnie szacunkiem pozostałych. Moje doświadczone oczy podpowiedziały, że jest to już sklerotyk, pasujący wiekiem do coraz szczuplejszej Rady Sklerotyków.
– Panowie – powiedział – my mamy wybrać prezydenta, a nie podobającą się nam panienkę. On nie musi być nawet specjalnie sympatyczny, ale ma być rozsądny i skuteczny, dobrze współpracować z rządem, mieć wielu znajomych i być pozytywnie ocenianym zagranicą, w końcu mieć doświadczenie w zarządzaniu wielkimi grupami społecznymi. Takie warunki spełnia tylko jeden kandydat – Rafał Trzaskowski. Jeśli Naród wybierze inaczej, to kolejny raz popełni historyczny błąd.
Opuściłem to chwilowe miejsce postoju, kiwając głową na znak pożegnania.
Podsumowanie podsłuchanej dyskusji sprawiło mi satysfakcję, bo niemal to samo mówię moim znajomym. Ale nie wszystkich udaje mi się przekonać. Są wśród nich nawet tacy, którzy chodzą namiętnie na wiece i skandują trochę dziwny okrzyk – „Tu jest Polska!”. Tu – to znaczy gdzie? Na tej sali, na tej ulicy czy placu, w tym mieście? Wszyscy wiedzą, że to Polska, a nie np. Pakistan. A tworzenie patriotycznej atmosfery takimi okrzykami nie jest ani miłe dla ucha, ani logiczne. Patriotyzm nie powstaje z pokrzykiwania, tylko z ciężkiej pracy dla kraju i – wtedy, gdy trzeba go bronić – z precyzyjnego myślenia i umiejętności posługiwania się karabinem.










