Sukces Magdaleny Biejat
Wynik kandydatki Nowej Lewicy na chłodno można ocenić jako pozytywne zaskoczenie. Poprzednie próby tej partii w wyborach prezydenckich kończyły się klęskami. Zarówno Magdalena Ogórek, jak i Robert Biedroń, nawet razem wzięci, nie otrzymali takiego poparcia, jak wicemarszałek Senatu. Jej poparcie dla Rafała Trzaskowskiego było zgodne z przewidywaniami.
Jej start był jednak niespodzianką. Faworytką w tym wyborczym wyścigu była dobrze oceniana i rozpoznawalna minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która była naturalną kandydatką, z największymi szansami. Wybory prezydenckie są jednak specyficzne, niezwykle indywidualistyczne, musiałaby zatem ministra pracy zawiesić swoją działalność w resorcie. Mając w pamięci katastrofalne wyniki Lewicy z 2015 i 2020 roku, nikt w partii nie chciał brać na siebie takiej odpowiedzialności. Zdecydowała się podjąć rękawicę, wystartowała w brutalnej kampanii, mając przeciwko sobie nie tylko dwie główne partie i ich kandydatów, ale również Adriana Zandberga, który po raz kolejny zdecydował się grać razem przeciwko wszystkim.
Wynik 4,23% i ponad 800 tysięcy głosów to dobra perspektywa na przyszłość. Magdalena Biejat udowodniła, że jest w tej chwili jedną z liderek swojej partii. Po raz drugi bowiem wzięła na swoje barki olbrzymią odpowiedzialność i wystartowała w wyborach prezydenckich — tym razem na urząd Prezydenta RP. W 2024 roku kandydowała w wyborach na prezydenta Warszawy, otrzymując niemal 13% głosów i zajmując trzecie miejsce, co było sporym zaskoczeniem. W 2025 roku było o wiele trudniej, gdyż kontrkandydatów było kilkunastu, a mimo to w Warszawie otrzymała podobną liczbę głosów. W 2024: 99 442, w 2025: 81 291. Jej wynik w 2025 roku przejdzie do historii, bowiem to najlepszy wynik w historii III RP dla kobiety ubiegającej się o urząd prezydenta kraju.
W kampanii prezydenckiej miała niezwykle trudną sytuację, gdyż jako reprezentantka partii współrządzącej, nie mogła sobie pozwolić na luksus notorycznej krytyki, jak Adrian Zandberg, a starała się podkreślać sukcesy lewicy w rządowej układance, takie jak renta wdowia, uruchomienie programu „Aktywny Rodzic” i wprowadzenie 1000 zł dopłaty dla opiekunów osób z niepełnosprawnościami — to przykłady konkretnych działań na rzecz rodzin i osób z niepełnosprawnościami, 30-procentowa podwyżka dla nauczycieli, refundacja in vitro. Jak na najsłabszy podmiot w rządzie, są to konkretne osiągnięcia, a bez obecności Lewicy, nikt tych tematów nie wniósłby nawet do dyskusji.
W demokracji nie wystarczy mieć racji, należy mieć jeszcze większość. I z takiego założenia wyszła Magdalena Biejat, biorąc współodpowiedzialność za państwo. Adrian Zandberg wybrał sobie rolę wygodnego recenzenta, który będzie punktował rząd, który składa się z kilku odrębnych podmiotów, jest najtrudniejszym rządem koalicyjnym po 1989 roku. Obniżenie składki zdrowotnej, którą ciągle krytykował kandydat Razem, nie było dziełem Lewicy, ta głosowała przeciwko, wyrażając głośno swoją dezaprobatę dla niszczenia publicznej służby zdrowia.
W polityce nie warto być jednak pamiętliwym, należy starać się wprowadzić jak najwięcej swoich postulatów, co Lewicy w miarę wychodzi, mając najmniejszy klub z partii rządzących. Adrian Zandberg chyba zapomniał, a co udowodniły wybory 18 maja, że dziś jedyną realną alternatywą dla tego rządu, jest rząd PiS-u i Konfederacji, który z Grzegorzem Braunem będzie spychał Polskę poza Unię Europejską.
Rafał Trzaskowski nie jest dla lewicowego wyborcy wymarzonym kandydatem. Jednak polityka to nie bazar, na którym możemy wybrać sobie to, co chcemy. Zobowiązania prezydenta Warszawy wobec Magdaleny Biejat i jej wyborców, takie jak budowa mieszkań na wynajem, ochrona publicznej służby zdrowia, czy związki partnerskie, należy traktować poważnie. Lewicowy elektorat należy do najbardziej anty-PiS, zatem lewicowa polityczka nie mogła postąpić inaczej.










