Mają nas w nosie
Lokatorzy stali się ważnym argumentem w debacie politycznej. Zacznijmy od pani Joanny Senyszyn, która ma sześć mieszkań, ale ich nie wynajmuje, bo to jest lokata kapitału. Teraz każdy kandydat, urzędnik wyższego szczebla czy poseł musi się spowiadać z ilości posiadanych mieszkań. Dlaczego? Bo większości ludzi w Polsce nie stać na kupno czy wynajem mieszkania.
Większość polityków to ludzie zamożni. Dla nich pokusa inwestowania w mieszkania jest nieodparta, bo ich ceny stale rosną, a Parlament nie robi nic, aby staniały. Dlaczego? Bo elita finansowa nadreprezentowana w Sejmie nie chce, by ich mieszkania/lokaty staniały. Chcą wciąż zarabiać, a nie tracić.
W samej stolicy jest 207 000 pustych mieszkań. Kiedy patrzymy na dźwigi, place budów, musimy sobie uświadomić, że duża część budowanych lokali to nie miejsca, gdzie ktoś zamieszka, tylko lokaty.
Celem gospodarki socjalistycznej było zaspokajanie rosnących potrzeb społecznych. Celem gospodarki rynkowej jest zysk. W budownictwie i deweloperce nie chodzi więc o zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych, bo na mieszkania ludzi nie stać. Kiedy się mury pną do góry, inwestorzy zacierają ręce, bo powstają kolejne puste mieszkania, na których będzie można zarobić. Nawet reklamy deweloperskie coraz częściej reklamują nowe osiedla jako miejsce korzystnych inwestycji, a nie miejsce, gdzie ktoś zamieszka.
Po aferze ze staruszkiem, któremu kandydat na prezydenta tak intensywnie pomagał, że gość trafił do domu opieki, a jego mieszkanie w ręce pomagającego, neoliberalny establishment zaczął wykazywać nieumiarkowaną i nietypową dla niego troskę o los ludzi starszych i niezamożnych. Pytają mnie co i rusz, jak zapobiec, by cwaniacy korzystając z biedy starszych ludzi, nie pozbawiali ich mieszkań.
Odpowiedź jest prosta, ale dla liberałów nie do przyjęcia. Trzeba tak zreformować system pomocy społecznej, system emerytalny i rentowy, aby nie było staruszków, którym brakuje na życie. Trzeba by na przykład zlikwidować umowy śmieciowe, tak aby ludzie po ciężko przepracowanym życiu nie kończyli z zasiłkiem stałym w kwocie niewiele większej niż 1000 zł. Trzeba podwyższyć kryteria dochodowe do zasiłków z pomocy społecznej, tak żeby starszy człowiek mógł opędzić niezaspokojone potrzeby zasiłkiem, a nie chwilówką, czyli pożyczką na lichwiarski procent.
W sytuacji, kiedy człowiek rezygnujący z wykupu leków z braku środków posiada mieszkanie warte np. pół miliona złotych, pojawia się pokusa, aby tym swoim „olbrzymim majątkiem” zahandlować. A ludziom posiadającym nieruchomość „dobrodzieje” chętnie pożyczają, bo dłużnik ma zabezpieczenie w postaci domu czy mieszkania.
Żeby takie złote interesy przestały kwitnąć, wystarczy wprowadzić przepis, że jedynego dachu nad głową, skromnego domu czy mieszkania, nie wolno licytować czy w inny sposób przejmować za długi. I kiedy jedynym sposobem odzyskania pożyczonych pieniędzy będzie ściągnięcie przez komornika jednej czwartej emerytury czy renty, skończy się czas „dobrodziejów”.
Wreszcie równie ważne jest sprowadzenie cen mieszkań do normalnego poziomu. To będzie możliwe tylko, jeśli dla drogich deweloperskich mieszkań powstanie alternatywa w postaci mieszkań na każdą kieszeń. Mieszkań społecznych z regulowanym czynszem.
Ale przecież ta sama neoliberalna elita, która zatroszczyła się o pana Jerzego i wszystkich biednych staruszków i staruszki, blokuje środki na budownictwo. Skąpiąc środków na pomoc społeczną, toruje drogę lichwiarzom do kieszeni biedaków.
Nie ma takiej konstrukcji prawnej, która uchroni biedaków przed lichwą ze strony tzw. inwestorów. Żeby zlikwidować proceder pozbawiania biednych, starych ludzi dachu nad głową, ci na górze muszą zacząć dzielić się częścią swego bogactwa z tymi na dole.
Polska, według badań zespołu Thomasa Piketty’ego, to najbardziej rozwarstwiony kraj UE. Rynek mieszkaniowy, nakręcający spiralę spekulacyjną, te nierówności jeszcze powiększa.
Krokodyle łzy wylewane nad losem jednego staruszka nie mogą nam przesłonić faktu, że chodzi o wygraną w wyborach prezydenckich, a nie ulżenie losowi biednych ludzi. Wiadomo, że w pewnym wieku większość z nas nie może już pracować, ale wciąż musi jeść. Dlatego konieczne jest wprowadzenie emerytury obywatelskiej na poziomie pozwalającym na godne życie.
Ale na taką reformę muszą się zrzucić ci, którzy tak nagle i tak koniunkturalnie pokochali biedaków. Potencjalne ofiary jakiegoś następnego dobrodzieja Nawrockiego.
W świecie, w którym ustawy uchwalają ci, którzy najbardziej korzystają na niesprawiedliwym podziale dochodu narodowego, starsi ludzie o niskich dochodach pozostaną bezbronni.
Każda reforma, która choć trochę ograniczyłaby zyski deweloperów i właścicieli pustych mieszkań, napotka na zaciekły opór partii politycznych, których kampanie finansują deweloperzy. Politycy wysługują się bogaczom, którzy zrobili kasę na deweloperce. Służą nababom, a nie swoim wyborcom.
Dlatego trzeba się bacznie przyglądać tym, którzy udają, że się troszczą o nas. Mają nas w nosie i łaszą się do tych, którzy głośniej potrząsają sakiewką.
Pan Jerzy padł ofiarą systemu, który to, co mu zrobiono, czyni całkowicie legalnym. Aby takie rzeczy się nie zdarzały, trzeba ten system zmienić. Ale nie zrobi tego ani Karol Nawrocki, ani chwilowy obrońca staruszków Rafał Trzaskowski.
Źródło: Facebook – Piotr Ikonowicz










