Od 1 września 2026 roku edukacja zdrowotna ma być w szkołach przedmiotem obowiązkowym. Taką decyzję ogłosiła dziś w TVN24 ministra edukacji Barbara Nowacka. Zastrzegła, że nieobowiązkowa pozostanie część dotycząca zdrowia seksualnego. Później ten kierunek potwierdziło także Ministerstwo Edukacji Narodowej w mediach społecznościowych.
Jak zapowiedziała szefowa MEN, przedmiot ma zostać podzielony na dwie części. Obowiązkowa będzie edukacja zdrowotna obejmująca m.in. higienę, aktywność fizyczną, zdrowie psychiczne i odżywianie. Osobno funkcjonować ma moduł poświęcony zdrowiu seksualnemu. O udziale dziecka w tej części będą decydować rodzice, a w przypadku pełnoletnich uczniów – oni sami. Według Barbary Nowackiej ma to być jedna lub dwie lekcje w ciągu roku.
To zmiana wobec dotychczasowych zasad. Edukacja zdrowotna, która zastąpiła wychowanie do życia w rodzinie, została wprowadzona do szkół jako przedmiot nieobowiązkowy. Zajęcia są realizowane w klasach IV–VIII szkół podstawowych oraz w szkołach ponadpodstawowych, a rodzice lub pełnoletni uczniowie mogą zrezygnować z udziału. W podstawie programowej znalazło się 11 działów tematycznych, w tym również zdrowie seksualne.
Resort edukacji już wcześniej sygnalizował, że docelowo chciałby nadać temu przedmiotowi status obowiązkowy. W listopadzie 2025 roku MEN poinformowało, że edukacja zdrowotna powinna stać się obowiązkowa, podając jednocześnie dane z pierwszego roku funkcjonowania zajęć. Uczestniczyło w nich 920 925 uczniów, czyli około 30 proc. wszystkich uprawnionych. Najwyższy odsetek odnotowano w szkołach podstawowych, gdzie na zajęcia uczęszczało 40,36 proc. uprawnionych uczniów.
Dzisiejsza decyzja oznacza powrót do koncepcji obowiązkowej edukacji zdrowotnej, ale z wyłączeniem tej części programu, która od miesięcy wywoływała największe spory polityczne i światopoglądowe. To właśnie wokół zdrowia seksualnego prawica rozpętała kampanię strachu, przedstawiając zwykły element nowoczesnej edukacji zdrowotnej jako rzekomą „deprawację” i „ideologię”. Środowiska związane z Ordo Iuris organizowały protesty pod hasłem „Tak dla edukacji, nie dla deprawacji”, Episkopat apelował do rodziców o sprzeciw wobec zajęć, a Karol Nawrocki twierdził, że pod nazwą edukacji zdrowotnej próbuje się przemycać do szkół „ideologię i politykę”.
W praktyce rząd wraca więc do rozwiązania, które od początku było racjonalne i potrzebne, ale robi to już po ustępstwie wobec prawicowej histerii. Szczegóły nowego modelu mają zostać opracowane przez zespół ekspercki powołany w ministerstwie.












