Zygmunt Hübner i jego świat

23 lut 2023

„Był Hübner – jak Bogusławski – aktorem, reżyserem, dyrektorem scen, autorem sztuk i adaptacji scenicznych, krótko mówiąc, łączył w sobie talenty wszystkich niemal teatralnych specjalności” – napisał we wstępie Grzegorz Kozak, autor znakomitej biografii wybitnego człowieka teatru. 

Był także publicystą piszącym o teatrze, choć niektóre z jego tekstów miały także walor naukowy, wykładowcą, był recenzentem, felietonistą i popularyzatorem sztuki Klio. Te walory owej biografii (mam na myśli jej tekst) wypada podkreślić tym mocniej, że jej autor, dziennikarz telewizyjny i radiowy, nie jest w końcu teatrologiem, historykiem teatru czy choćby krytykiem i zawodowo nigdy teatrem się nie zajmował. A mimo to jego praca ma wszelakie walory naprawdę świetnej biografii: kompetencję, kompletność, erudycję kulturową, wyczucie specyfiki sztuki teatralnej, jak również walory czytelnicze: klarowny, precyzyjny, wyważony styl. Sam Zygmunt Hübner (1930-1989) nieprzypadkowo był, o czym wspomina autor biografii, autorem biografii Wojciecha Bogusławskiego zatytułowanej „Człowiek teatru”. 

Taki bowiem model sceny, jaki realizował ojciec polskiej sceny narodowej, był bliski także Hübnerowi. Był to model służby społecznej, poważnego dialogu społecznego i politycznego, model poważnego traktowania sztuki, która jeszcze w XVIII i XIX wieku traktowana była, na ogół, użytkowo, jako maszynka do dostarczania pospolitej rozrywki. Można by rzec, że poważna, nawet surowa i nieco kostyczna fizjonomia Zygmunta Hübnera, której rzadko towarzyszył uśmiech, była zewnętrznym emblematem owej powagi w traktowaniu roli teatru jako formy narodowej służby. Trudno wręcz wyobrazić sobie Hübnera jako teatralnego enterprenera gorączkowo rozglądającego się za lekkimi tekstami, które rozbawiłyby czy wciągnęły jak najszerszą publiczność, tak by teatr jak najwięcej zarobił na sprzedaży biletów. Wydaje się, że taka postawa była na wskroś nie tylko mentalnie, ale wręcz fizjologicznie obca Hübnerowi. Traktował teatr jako służbę publiczną. Był żywym przeciwieństwem takiej postawy, od której w końcu nie byli wolni (co skądinąd trudno mieć im za złe) najwybitniejsi nawet ludzie teatru, by wymienić choćby Leona Schillera czy znacznie późniejszego Adama Hanuszkiewicza. Wydaje się, że w panującym ustroju i w obecnych warunkach spieniężenia wszelkich wartości, ktoś taki jak Zygmunt Hübner nie miałby szansy nawet na krótko zaistnieć we współczesnym teatrze polskim, nie mówiąc już o utrzymaniu się w tej roli przez dłuższy czas. 

Obszerne, liczące sobie ponad sześćset stron dzieło Grzegorza Kozaka odznacza się tym atrybutami, które nadają mu szlachetnie klasyczny charakter. Kozak nie eksperymentował z technikami interpretacyjnymi, nie stosował modnych we współczesnej biografistyce tricków i inwersji, nie próbował witać zmarłego 34 lata temu artysty z naszym czasem. Pokazał go na tle tamtej epoki, tamtych czasów, tych w których Hübner żył i tworzył. Uniknął w ten sposób autor biografii modnych aktualizacji, prezentyzmów, niejednokrotnie skutkujących deformacją obrazu postaci i jej tła. Podał czytelnikom życie i dzieło Zygmunta Hübnera w sposób, w najlepszym tego słowa znaczeniu, tradycyjny, rozpoczynając od rodzinnego rodowodu artysty, jego drogę do teatru, jego kolejne dyrekcje i reżyserie, od gdańskiej począwszy, gdzie przyswajał polskiej kulturze, nie tylko teatralnej, nowe trendy kultury zachodniej, poprzez krakowską, w Starym Teatrze, która była czasem jego najintensywniejszego romansu z wielką teatralną klasyką, a skończywszy na warszawskim Teatrze Powszechnym, w którym dominowała problematyka współczesna. Hübner był bowiem twórcą komplementarnym, holistycznym. Daleko mu było do tematycznych monoobsesji, właściwych także niektórym twórcom wybitnym, lecz korzystał z literatury teatralnej w całym jej zróżnicowaniu i bogactwie, od Ajschylosa poprzez Szekspira i Moliera, po Dürrenmatta i Iredyńskiego. 

Biografię Kozaka wzbogacają liczne głosy aktorów, którzy szczególnie blisko współpracowali z Hübnerem, takich jak Anna Seniuk, Ewa Dałkowska, Wojciech Pszoniak czy Kazimierz Kaczor, bogaty rejestr dokonań dyrektorskich, reżyserskich i aktorskich ról artysty. Lektura obowiązkowa dla wszystkich, dla których ważna jest tradycja teatralna.

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...