„Do ostatniej kości” Luki Guadagnino

1 gru 2022

„Mroczna baśń o pokonywaniu własnych ograniczeń i odnajdywaniu miłości” – podsumował swoje najnowsze dzieło Luca Guadagnino w rozmowie z A.V. Club. Film z Taylor Russell i Timothée Chalametem w rolach głównych trafił właśnie polskich kin.

W „Do ostatniej kości” Guadagnino przenosi widzów do Stanów Zjednoczonych lat osiemdziesiątych. Jedną z głównych bohaterek historii jest osiemnastoletnia Maren (w tej roli Taylor Russell), która mieszka ze swoim ojcem (André Holland) w spartańskich warunkach. Z pozoru zwykła nastolatka, od dzieciństwa przejawia skłonności kanibalistyczne, przez co regularnie musi zmieniać miejsce zamieszkania. 

Po ataku na koleżankę ze szkoły zostaje porzucona przez ojca, który w pożegnalnym nagraniu dźwiękowym tłumaczy, że nie mógł już znieść życia z nią pod jednym dachem, i od teraz musi radzić sobie sama. Zrozpaczona Maren rozpoczyna tułaczkę po kolejnych stanach Ameryki. Kiedy spotka na swojej drodze młodego kanibala, włóczęgę Lee (Timothée Chalamet), połączy ich fascynacja i poczucie zrozumienia.

Jak zaznaczył, nie jest to również obraz, który miałby szokować widzów brutalnością. Swoich bohaterów ukazał z empatią. Najważniejsza dla niego była wewnętrzna walka z naturą, która się w nich toczy, oraz poczucie bycia outsiderem, z którym wiele osób może się utożsamić. 

Choć „Do ostatniej kości” jest pierwszym obrazem Włocha zrealizowanym w Stanach Zjednoczonych, reżyser nie ma poczucia, że otwiera nowy rozdział w swojej karierze. Każdy film traktuje jako pierwszy. Ta historia wzięła się z fascynacji kinematografią amerykańską i latami osiemdziesiątymi. Łączy w sobie elementy romansu, kina drogi i horroru, bo – jak podkreśla twórca – „kino może być więcej niż jedną rzeczą na raz”.

W „Do ostatniej kości” Guadagnino po raz kolejny udowodnił, że ma wyjątkowe oko do młodych talentów. Kariera Chalameta poszybowała po tym, jak w 2017 r. w „Tamtych dniach, tamtych nocach” obsadził go w roli nastoletniego Elia zakochanego w starszym mężczyźnie. Tym razem zachwyt wzbudziła Russell, którą wypatrzył w „Waves” Treya Edwarda Shultsa. Za kreację Maren uhonorowano ją statuetką za najlepszy debiut podczas festiwalu w Wenecji, gdzie odbyła się światowa premiera obrazu.

pau/pap

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...