Od Indii, Vera Cruz, przez busz polski, po podróż z Herodotem

15 lis 2022

Studium Krystyny Strączek, wydane nakładem „Czytelnika”, w odróżnieniu od opublikowanego ponad dekadę temu „Kapuścińskiego non-fiction” Artura Domosławskiego nie jest biografią Ryszarda Kapuścińskiego. Jest monografią analityczną jego twórczości i meandrów, którymi ta twórczość wędrowała.

Jednak zdecydowanie przeważająca większość jej zawartości poświęcona jest niedrobiazgowej analizie morfofologii poszczególnych jego utworów, lecz rozbudowanej odpowiedzi na pytanie, które przez całe jego twórcze życie nurtowało zarówno jego samego, jak i analityków i krytyków jego dokonań: czy Kapuściński był pisarzem, beletrystą, autorem prozy literackiej czy też reporterem? Kwestia pogranicza tych dwóch gatunków, a raczej dróg pisania w przypadku tego pisarza nie była bynajmniej zagadnieniem czysto teoretycznym, materiałem do chłodnej analizy, lecz autentycznym zagadnieniem twórczym, intelektualnym, które nie na niby nurtowało pisarza myślowo i emocjonalnie, można by nawet rzec, egzystencjalnie. Jest może nawet nieco zaskakujące, że autor tej miary, który pod koniec życia zdobył światową renomę do tego stopnia, że pisali o nim John Updike, Susan Sontag czy Salman Rushdie, tak bardzo koncentrował swoją uwagę i emocje na gatunkowym samookreślaniu się. Mimo swej pozycji nie potrafił zdobyć się w tej kwestii na wewnętrzny luz i nieco nonszalancji. Nie dawało mu spokoju, że ciągle sam widział się i tak też był odbierany, jako autor z „pogranicza” literatury i reportażu. Sam właściwie cierpiał z tego powodu, że nie został z poetą, jako że od poezji zaczynał drogę twórczą. Słaby odzew jego tomiku poezji, który wydał już w latach swojej dojrzałej sławy reporterskiej był źródłem jego frustracji, a wyrażone marzenie, by na nagrobku mieć wypisane słowo „poeta”, świadczy skądinąd o „romantycznym”, marzycielskim rysie jego osobowości. Kto wie, może w tle tych jego ambicji był Joseph Conrad, także – poniekąd – polski podróżnik w randze kapitana, ale też wielki pisarz i moralista, którym Kapuściński także chciał być i był.

Pomimo tego, że, jako się rzekło, praca Krystyny Strączek nie jest biografią Kapuścińskiego, rozpoczęła ona ją od skrótowego przytoczenia jego życiowej genealogii, z uwypukleniem początków jego twórczej drogi w okresie stalinowskim. Chociaż Kapuściński, od reportaży ze swoich pierwszych podróży zagranicznych do Indii i Afganistanu powszechnie kojarzony jest jako reporter-podróżnik po świecie, to nigdy nie stał się on standardowym „podróżnikiem-przygodowcem”, dla którego najważniejsza jest „baśniowa egzotyka ciepłych krajów”, lecz pisarzem z krwi i kości konsekwentnie dążącego do osiągnięcia wysokiej pozycji na polu literatury, a jednocześnie myślicielem, antropologiem, socjologiem i psychologiem w jednym, wprawdzie nie z formalnej kwalifikacji, lecz za to z prawdziwego powołania. Świadczy o tym choćby fakt, że pośród kilkuletniego okresu pierwszych podróży afrykańsko-azjatycko-południowoamerykańskich, zatrzymał się przy sprawach krajowych poświęcając czas na napisanie „Buszu po polsku” (1962), od którego zaczęła się jego uświadomiona droga do literatury. Po raz drugi podobny ruch, choć w zupełnie innych okolicznościach i innej przestrzeni tematycznej, wykonał Kapuściński w 1980 roku, podczas historycznego strajku w Stoczni Gdańskiej imienia Lenina, publikując w warszawskim tygodniku „Kultura” klasyczny dziś tekst „Notatki z Wybrzeża”, ze słynnymi frazami o „Święcie Wyprostowanych Ramion i Podniesionych Głów”. Jednak i wcześniej i później pisał swoje „rzeczy zagraniczne” publikując swoje najważniejsze dzieła, takie jak „Chrystus z karabinem na ramieniu”, „Wojna futbolowa”, „Cesarz”, „Szachinszach”, „Imperium”, „Heban”, czy „Podróże z Herodotem” i ugruntowując swoją pozycję w literaturze.

Krystyna Strączek towarzyszy drodze twórczej Kapuścińskiego, kontrapunktując ją towarzyszącym jej recenzjom i analizom krytyków, dziennikarzy, literaturoznawców. Konsekwentnie dążąc do „ustalenia” statusu twórczego Kapuścińskiego, autorka nie miała łatwego zadania z uwagi na polifoniczny charakter opinii poszczególnych, licznych, polskich i zachodnich komentatorów jego pisarstwa. Nie pomija też wątku związanego z wątpliwościami, na ile proza Kapuścińskiego jest „rzetelnym” reportażem w klasycznym, rudymentarnym znaczeniu tego słowa, a na ile owocem litentia poetica, zmyślenia, kreacji, wyobraźni. Jednak konsekwencja autorki się opłaca, bo znajduje kogoś, kto twórczość autora potrafił trafnie zdefiniować. Tym kimś jest krakowski literaturoznawca i krytyk Jerzy Jarzębski. „Reportaże Kapuścińskiego były (…) od początku tekstami przemyślanymi od strony literackiej formy, kunsztownie i celowo skonstruowanymi, grającymi wielością stylistycznych środków” – napisał Jarzębski.

Za utwór, w którym dokonała się najpełniejsza krystalizacja literackiego artyzmu Kapuścińskiego uznał krytyk „Wojnę futbolową”, „w której materiał organizowany był raczej przez zamysł pisarski niż przez historię osobistych przeżyć reportera”.
Drogę twórczą Kapuścińskiego zdefiniował Jarzębski następująco: „Jego droga do mistrzostwa prowadziła nie od reportażu do literatury, ale od reportażu klasycznego do reportażu-literatury, to znaczy iż nie opuszczał on ram wybranego gatunku, ale podnosił go do na wyżyny, nadając mu cechy właśnie literackiej doskonałości”. Studium Krystyny Strączek, pięknie i klarownie napisane, wolne od modnej dziś analityczno-literackiej nowomowy zwanej czasem „ibeelowską”, nie jest, jako się rzekło, biografią pisarza, nie zawiera więc opisu mrożących krew w żyłach „przygód literackiego polskiego Ryszarda Lwie Serce”. Mimo to jest w lekturze pasjonujące.

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...