Bayern Monachium łatwo pokonał PSV Eindhoven 4:1, a jedną z bramek dla mistrza Niemiec zdobył Robert Lewandowski. Bohaterem 3. kolejki Champiopns League był jednak Leo Messii, który popisał się hat-trickiem w meczu z Manchesterem City.
Przez prawie pięćset minut Robert Lewandowski nie potrafił strzelić gola w barwach Bayernu. Nie trafiał kolejno w meczach z Ingolstadt, Herthą Berlin, Hamburgerem SV, Atletico Madryt, FC Koeln i Eintrachtem Frankfurt. W spotkaniu z PSV Eindhoven wreszcie przerwał złą passę i zdobył bramkę, drugą w obecnej edycji Ligi Mistrzów, a 34. w tych rozgrywkach. W klasyfikacji wszech czasów nasz najlepszy piłkarz awansował na 16. miejsce, dzieląc je z legendarnym snajperem Bayernu z lat. 70. Gerdem Muellerem, który także ma na koncie 34 trafienia. Ale od ich obu lepszym osiągnięciem może się pochwalić obecny gwiazdor monachijskiej drużyny Thomas Mueller, który w spotkaniu z PSV strzelił swojego 38. gola w Lidze Mistrzów. „Lewemu” będzie trudno w tym sezonie dogonić kolegę z drużyny, ale na pewno ma szansę przegonić inną futbolową legendę, węgierskiego gwiazdora Realu Madryt z lat. 50. i 60 ub. wieku Ferenca Puskasa, który ma w dorobku 35 goli. Na czele klasyfikacji wszech czasów znajduje się Cristiano Ronaldo, który prowadzi z 95 bramkami na koncie i jest bliski osiągnięcia magicznej bariery stu goli w tych najważniejszych europejskich rozgrywkach pucharowych. Portugalczyk liczył, że dobije do setki już w spotkaniach z Legią Warszawa, ale nie pozwolili mu na to obrońcy mistrza Polski.
Tymczasem wielką formą błysnął as Barcelony Leo Messi, największy i tak naprawdę zarazem jedyny konkurent Cristiano Ronaldo w tym snajperskim wyścigu. Argentyńczyk w meczu z Manchesterem City zdobył trzy bramki i powiększył swój łączny dorobek w Lidze Mistrzów do 89 trafień. Stratę ma sporą, ale nie aż tak wielką, żeby nie myśleć realnie o odzyskaniu pierwszego miejsca w klasyfikacji wszech czasów, lecz na zapisanie sie w historii jako pierwszy gracz z dorobkiem stu goli raczej nie ma szans. Portugalskiemu asowi Realu Madryt musiałaby się przydarzyć jakaś dłuższa przerwa w grze, czego rzecz jasna nikt mu nie życzy. Tak czy owak Messi trochę Cristiano Ronaldo postraszył, co być może zapoczątkuje nowy rozdział w historii ich boiskowej rywalizacji.
Skoro już o rekordach w Lidze Mistrzów mowa, piłkarzom SSC Napoli przepadła w środę okazja na historyczny wyczyn Gdyby wygrali u siebie z Besiktasem Stambuł, a Benfica Lizbona zremisował w Kijowie z Dynamem, zespół z Neapolu już po trzech kolejkach zapewniłby sobie awans do 1/8 finału. Do tej pory żadnej drużynie w historii tych rozgrywek nie udało się coś takiego już na półmetku zmagań. Niestety, Napoli z Piotrem Zielińskim w wyjściowej jedenastce nieoczekiwanie przegrało z Besiktasem 2:3, a Benfica pokonała mistrza Ukrainy 2:0, więc w grupie B walka toczy się dalej.
Wszystko już jest natomiast przesądzone w grupie A, w której praktycznie pewny już awans zapewniły sobie zespoły Arsenalu Londyn i Paris St. Germain. „Kanonierzy” zrobili mały prezent Legii gromiąc bułgarski Łudogorec Razgrad 6:0, dzięki czemu już 0:6 legionistów z Borussią Dortmund nie będzie tak bardzo razić. Natomiast paryżanie, w barwach których jedynie epizod zaliczył krytykowany ostatnio we Francji Grzegorz Krychowiak, również bez większego trudu rozprawili się z FC Basel 3:0. Arsenal i PSG maja już sześć punktów przewagi nad konkurentami i zapewne już w następnej kolejce przyklepią awans do 1/8 finału. Dołączą tym samym do zespołów, które po trzech kolejkach spotkań prowadzą z kompletem punktów. Są to FC Barcelona w grupie C, Atletico Madryt w grupie D i Leicester City w grupie G. Ale o awans nie muszą już drżeć Real Madryt i Borussia Dortmund z Łukaszem Piszczkiem (grupa F) oraz rzecz jasna Bayern, ale już AS Monaco z Kamilem Glikiem pewne tego jeszcze być nie może.














