Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel stowarzyszenia Endecja, gwiazdor Telewizji Republika.
Pokochał Chiny współczesne. Nie jakieś chińskie fantasty pełne duchów i smoków wodnych. Rafał Aleksander Ziemkiewicz, sumienie polskiej ideowej narodowo- katolickiej prawicy wyznał publicznie swe uczucia do komunistów chińskich w organie polskiej prawicy, czyli tygodniku „Do Rzeczy”.
我爱你, Ja kochać Ciebie
Swe miłosne wyznania Ziemkiewicz poprzedził wyrafinowaną grą wstępną. Pisze tam jak chiński Laoshe, czyli stary mistrz: „Kluczem do sukcesu Polski w nowym świecie jest umiejętne wyważenie interesów mocarstw, tak aby obie strony globalnej rywalizacji potrzebowały w Polsce gwarancji stabilności i zachowania swoich wpływów”.
Zauważa wzrost potęgi Chin. Wreszcie, rzec można. I zaraz potem, odruchowo jak pies Pawłowa, krytykuje znienawidzonych libków, warszawski salon i rząd Tuska, że oni tego nadal nie zauważają !
Jest pod wrażeniem nowego, pięcioletniego planu rozwoju ChRL przyjętego w marcu przez chiński parlament. Nachwalić się go nie może. Zauważa, że Chiny stawiają teraz przede wszystkim na nowe technologie.
Pisałem o tym już wielokrotnie na portalu devo.trybuna.info/. I inni lewicowi dziennikarze też. Pewnie to tam Ziemkiewicz o tym przeczytał.
Jak każdy świeżo zakochany, także Ziemkiewicz idealizuje obiekt swej nowej miłości, pisząc „To Chiny zdecydują kiedy skończy się wojna na Ukrainie”. Przesada młodszy kolego Rafale, tak wielkiej siły Chny jeszcze nie mają.
Ale rację ma pisząc: „Chiny mają w Polsce żywotne interesy, o których chcą rozmawiać, a na razie nie mają z kim. Z wielu źródeł znam wyrazy rozczarowania chińskich wysłanników, że Polacy zamiast zakrzątać się wokół polskich interesów, odsyłają ich do Brukseli”. Przypomniał też, że w ostatnim „expose” ministra Sikorskiego o polskiej polityce zagranicznej, Chinom poświęcono jedynie „pół minuty”.
Głos Ziemkiewicza nie jest samotny na polskiej prawicy. W kolejnym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy” wspiera go profesor Adam Wielomski pisząc: „Gdybyśmy w 2017 r. otworzyli przed Chińczykami możliwość puszczenia głównej nitki Nowego Jedwabnego Szlaku przez Polskę, to nasza sytuacja geopolityczna wyglądałaby zupełnie inaczej. Skoro dziś uważa się, że Xi Jinping mógłby wymusić na Putinie szybkie zakończenie wojny na Ukrainie, to tym bardziej mógłby wymusić na nim nieatakowanie państwa o strategicznym położeniu dla funkcjonowania tego projektu”.
Dodaje, że „kierujący nasza polityką zagraniczną prostaczkowie pojmują ją jako projekcję etyki. Czyli trzymanie z „dobrymi” przeciw „złym”. Trzymamy z demokracjami przeciwko państwom autorytarnym, z państwami judeochrześcijańskimi przeciwko prawosławiu i islamowi etc. Władzę nad polityka zagraniczną w Polsce ma ten, kto z pomocą mediów, wytworzy przekonanie o tym komu w świecie przypada rola dobrego, a komu – złego”.
I znów trzeba się z opinią prawicowego profesora zgodzić. Przez lata polskie media głównego nurtu lansowało duopol: „Dobre, demokratyczne USA – złe, komunistyczne Chiny”. Kiedy USA pokazały swą bandycką twarz, polskie, dyżurne autorytety moralne osłupiały. Nie mają już wzorca dobroci.
Pewnie dlatego profesor Wielomski publicznie pyta polskie elity polityczne: „Czy Polska powinna wykorzystać Chiny do równoważenia nadmiernego uzależnienia od Waszyngtonu i Berlino- Brukseli ?”.
I przypomina, że pro chińskie Węgry Orbana dostały od Pekinu więcej inwestycji niż od USA i Unii Europejskiej. Dla Budapesztu Chiny to drugi, po Niemczech partner handlowy.
Zaś głupi Polacy, biadoli prawicowy profesor, w 2017 roku zablokowali rozwój chińskiego Nowego Jedwabnego Szlaku.
I wymienia pana posła Antoniego Macierewicza jako sprawcę tego antypolskiego sabotażu !
Nie boi się przywalić w tak pomnikową na prawicy postać.
Po co im Polska
Tak naprawdę Chiny prowadzą pragmatyczną, nie ideologiczną, transakcyjną politykę gospodarczą i międzynarodową. Nie potrzebują polskiej antykomunistycznej nienawiści. Ani gejzerów prawicowej miłości pragnących uczepić się klamki nowego mocarstwa.
Polska jest cenną dla proeksportowej chińskiej gospodarki. Ze względu na swe geograficzne położenie. Jest dla całej Azji bramą do Europy i najszybszą drogą kolejową do zachodniej Europy. Zaczynającą się w Chengdu, stolicy prowincji Syczuan, biegnącą przez Azję Środkową, Rosję, Białoruś do Polski. I stamtąd do całej Europy. To fragment chińskiego projektu „Pasa i Szlaku”.
Dlatego Polska i jej zagraniczni partnerscy sąsiedzi powinni rozbudować, już istniejące w Małaszewiczach i przygranicznych miejscowościach, centrum tranzytu Europa – Azja. Stworzyć tam wielki kolejowy „Kanał sueski”. Chroniony przez wszystkich jego użytkowników i udziałowców. Warto zauważyć, że nawet wojna na Ukrainie nie zahamowały przewozów na linii kolejowej Chiny – Europa przez polskie przejścia graniczne. Pociągi jechały i jadą nadal tranzytem przez Rosję i Białoruś. A transport drogowy przez te państwa w tym czasie bywał blokowany.
Aby wzmocnić połączenia nowego Jedwabnego Szlaku polski LOT i Air China otworzyły też przed 2022 rokiem bezpośrednie połączenia lotnicze między Warszawą i Pekinem. Przez Rosję. Teraz LOT ma rosyjski zakaz lotów nad ich terytorium. To blokuje ekonomiczny sens lotniczego CPK.
Polska powinna zbudować w Małaszewiczach i okolicach nie tylko wielkie centrum tranzytu Europa – Azja. Hub przeładunkowy transportowanych towarów. Infrastrukturę magazynową i logistyczną wspierającą ich rozsyłkę po całej Euro Azji.
Powinno powstać tam też miejsce współpracy przeróżnych firm azjatyckich i europejskich. Start up -ów, projektowych, dizajnerskich, promocyjnych, logistycznych, kurierskich, handlowych. Miejsce wymiany zdobyczy nauki i kultury. Taki wielki XXI-wieczny Bazar wzorowany na tych ze starego Jedwabnego Szlaku.
Taka współpraca polsko- chińska nie może być projektowana przeciwko innym państwo. Jako granie na nosie brukselskim biurokratom, czy pokazanie „faka” waszyngtońskim autokratom.
Wtedy dla stworzenia tego międzynarodowego przedsięwzięcia można wykorzystać środki finansowe z polityk spójności Unii Europejskiej, chińskie fundusze z programu Nowego Jedwabnego Szlaku. Można, po zawarciu rozejmu między Rosją i Ukrainą, pozyskać dodatkowe wsparcie finansowe kooperując z firmami kazachskimi, japońskimi, brytyjskimi, niemieckimi, francuskimi, włoskimi, hiszpańskimi, a także ukraińskimi, rosyjskimi, białoruskimi, które już tworzą te sieci transportowe.
Taki kolejowy Kanał Małaszewicki byłby źródłem zysków, technologii, impulsów dla polskiej gospodarki. Także szansą na poprawę bezpieczeństwa polskiego państwa. Bo każdy zainteresowany międzynarodowy partner chroniłby bezpieczeństwo wspólnej, czyli też swojej, infrastruktury komunikacyjnej.
Warto przypomnieć, że polsko- chińska współpraca ma już wystarczającą infrastrukturę polityczną. Wystarczy tylko, aby polskie elity polityczne i medialny Komentariat przypomniały sobie, przeczytały, i zaczęły respektować porozumienie o „strategicznym partnerstwie” między Polską i Chinami. Podpisane w Pekinie w 2011 roku przez prezydenta Komorowskiego i podniesione potem przez prezydenta Dudę do rangi „pogłębionego partnerstwa”. Zakładające poszanowanie obu stron dla różnic ideologicznych, systemów politycznych, dróg rozwoju. Nieingerowanie w polityki wewnętrzne współpracujących państw. Poszukujące wspólnych celów, unikające konfrontacji.
Chiński styl uprawiania polityki, biznesu, myślenia jest inny niż zachodnioeuropejski. Dlatego relacje z Chinami wymagają inaczej prowadzonej polityki. Może w polskim rządzie powinien być sekretarz stanu odpowiedzialny za taką politykę.
Lewica czeka
Polska lewica wielce ostrożnie wchodzi w relacje z Chinami. Elity Partii Razem uznały Chiny za zło i starają się być osobno. To im się udaje. Nowa Lewica ma kontakty z Komunistyczną Partią Chiny. Podobnie też Platforma Obywatelska, PiS, PSL i Konfederacja.
Jakieś trzy lata temu ówczesny wiceprzewodniczący Nowej Lewicy poseł Andrzej Szejna publicznie pochwalił modernizacyjne programy prezydenta Xi. Potem polski medialny Komentariat i liderzy konkurencyjnych partii rozstrzelali go za pochlebne opinie planu chińskiego „komunisty”. W nagonce uczestniczyli też publicyści tygodnika „Do Rzeczy”. Dziś deklarującego miłość do chińskiej komuny ! Czy dziwi was, że po takim hejcie elity Nowej Lewicy nawet chińskie knajpy omijają z daleka?
Chiński komunizm nie brzydzi za to dziś antykomunistycznych elit PiS i Konfederacji. Prezydent Nawrocki ma już zaproszenie do złożenia wizyty w Chinach.
PS. Więcej w Tygodnik NIE













