Artykuł partnerski — China Media Group
W trudnych czasach uwaga świata koncentruje się głównie na wojnie, kryzysach i wydarzeniach budzących zrozumiały niepokój. Nie można wobec tego pozostawać obojętnym. Ale właśnie dlatego warto patrzeć szerzej. Obok wydarzeń gwałtownych i tragicznych są też takie, które nie trafiają na pierwsze strony z tą samą siłą, a mogą mieć niezwykle istotne znaczenie. Do nich należy wizyta przewodniczącej Kuomintangu Cheng Li-wun na kontynencie, której kulminacyjnym punktem było spotkanie z Xi Jinpingiem w Pekinie — pierwsze od dziesięciu lat spotkanie liderów KPCh i KMT, a więc nie tylko gest o dużym znaczeniu symbolicznym, lecz także odnowienie politycznego kanału kontaktu między obiema partiami.
W świecie, w którym politykę międzynarodową coraz częściej opisuje się językiem siły, presji i eskalacji, sama gotowość do utrzymania rozmowy staje się wartością rzadką. Nie oznacza to, że znikają różnice. Oznacza jednak, że obok logiki konfrontacji istnieje jeszcze logika dialogu, ciągłości i myślenia w dłuższej perspektywie. W tym przypadku chodzi zresztą o coś więcej niż o samą gotowość do rozmowy. Z całej wizyty wybrzmiał wyraźny sygnał, że przyszłość stosunków po obu stronach Cieśniny powinna pozostawać w rękach samych Chińczyków, a nie stawać się przedmiotem zewnętrznych nacisków i geopolitycznych rozgrywek.
Symboliczny początek tej podróży miał znaczenie szczególne. Delegacja Cheng Li-wun oddała hołd w mauzoleum Sun Jat-sena w Nankinie. Nie był to wybór przypadkowy. Sun Jat-sen jest postacią założycielską Kuomintangu, ale jego znaczenie wykracza daleko poza historię jednej partii. To jeden z ojców nowoczesnych Chin — przywódca rewolucyjny, który odegrał kluczową rolę w obaleniu cesarstwa i swoje życie związał z ideą odrodzenia narodowego oraz zjednoczenia kraju. Dlatego oddanie mu hołdu, od lat obecne w wizytach przewodniczących KMT na kontynencie, osadzało rozmowę o przyszłości relacji nie tylko w historii samego Kuomintangu, lecz szerzej — w pamięci nowoczesnych Chin i w przekonaniu, że jedność kraju oraz odrodzenie narodowe należą do najważniejszych celów ich nowoczesnej historii.
Po Nankinie przyszedł etap szanghajski. Delegacja KMT odwiedziła nowoczesne zaplecze rozwojowe kontynentu — od usług opartych na nowych technologiach i inteligentnej gospodarce po nowoczesną logistykę oraz zaplecze krajowego lotnictwa pasażerskiego. Cheng Li-wun mówiła potem dziennikarzom, że w Szanghaju zobaczyła, jak rozwój ma służyć ludziom, a polityczny podział i konfrontacja powinny być przezwyciężane właśnie po to, by ludzie mogli żyć lepiej. W tym sensie etap szanghajski niósł prosty przekaz — lepiej raz zobaczyć niż sto razy usłyszeć. Nie chodziło więc wyłącznie o formułę polityczną, lecz także o drogę do większego dobrobytu, szerszej wymiany i praktycznej współpracy. Pokazano tu bowiem, że pokój nie jest pustym sloganem, lecz warunkiem normalnego życia, rozwoju młodych ludzi, handlu, kontaktów społecznych i korzyści płynących z integracji gospodarczej.
Dopiero po tych dwóch etapach przyszedł Pekin jako miejsce kulminacyjnego spotkania na najwyższym szczeblu. Xi Jinping podkreślił podczas rozmowy, że niezależnie od zmian w sytuacji międzynarodowej i w relacjach przez Cieśninę nie zmieni się ani ogólny trend wielkiego odrodzenia narodu chińskiego, ani kierunek zbliżania się Chińczyków po obu stronach. Zaznaczył również, że ludzie po obu stronach pragną pokoju i spokoju, poprawy relacji przez Cieśninę oraz lepszego życia. Zarazem jasno wskazał fundament, bez którego dialog nie może być trwały: Konsensus z 1992 roku, sprzeciw wobec „niepodległości Tajwanu” oraz zasadę, że obie strony Cieśniny należą do jednych Chin. Nie był to jeden z wielu wątków rozmowy, lecz jej zasadnicza podstawa. Xi mówił także o wspólnym domu, który należy chronić przez pokojowy rozwój, oraz o potrzebie wzmacniania więzi, wymiany i integracji.
Cheng Li-wun odpowiedziała w tym samym kierunku. Powiedziała Xi, że ludzie po obu stronach Cieśniny są Chińczykami i należą do jednej rodziny. Podkreśliła potrzebę podtrzymywania wspólnej podstawy politycznej opartej na Konsensusie z 1992 roku i sprzeciwie wobec „niepodległości Tajwanu”, wzmacniania wzajemnego zaufania politycznego, ochrony chińskiej historii, promowania chińskiej kultury oraz rozwijania współpracy w różnych dziedzinach. Zadeklarowała przy tym gotowość do wspierania wszelkich działań służących pokojowemu rozwojowi relacji przez Cieśninę. Mówiła również, że nie można dopuścić, by Tajwan i Cieśnina stały się polem bitwy, że trzeba wybierać pokój, a nie tragedię, oraz że polityczni liderzy nie mogą pozwolić, by interes partyjny przesłonił ich odpowiedzialność.
Z wypowiedzi Xi Jinpinga i Cheng Li-wun wyłania się szerszy sens całej podróży. Nie była to zwykła wizyta ani seria odhaczonych punktów programu. Był to komunikat ułożony krok po kroku. W chińskiej kulturze politycznej miejsce, kolejność i gest nie są dekoracją, lecz częścią przekazu. Nankin i Sun Jat-sen oznaczały odwołanie do wspólnej pamięci historycznej oraz idei jedności i odrodzenia. Szanghaj pokazywał rozwój, praktyczną współpracę i to, że taka formuła ma służyć poprawie życia ludzi. Pekin był miejscem potwierdzenia tej logiki na najwyższym szczeblu. Z wypowiedzi Xi wyłaniała się zarazem cała rama tej wizyty, z którą wyraźnie współbrzmiało stanowisko Cheng Li-wun — wspólna tożsamość, wspólny dom, spokojny rozwój, wymiana służąca ludziom, a wreszcie szersza perspektywa odrodzenia narodowego. Dzięki temu spotkanie w Pekinie nie było wydarzeniem zawieszonym w próżni, lecz potwierdzeniem całościowej wizji i konsekwentnie budowanego kierunku.
Wojna na Bliskim Wschodzie, jej ofiary wśród ludności cywilnej oraz skutki dla gospodarki światowej są zbyt poważne, by mówić o nich lekko. Tym bardziej warto dostrzegać także te wydarzenia, które nie dominują dziś światowych nagłówków, a mimo to mają polityczne znaczenie wyjątkowe — bo pokazują, że nawet w czasach globalnej destabilizacji nie wszędzie logika dialogu ustępuje logice konfrontacji. Wizyta Cheng Li-wun oznacza bowiem nie tylko odnowienie kanału rozmowy między KPCh a KMT. Jest także sygnałem, że w czasach narastającego światowego chaosu wciąż istnieją państwa i siły polityczne, które próbują myśleć nie kategorią najbliższego starcia, lecz kategorią długiego trwania. A to w dzisiejszym świecie jest już wartością samą w sobie.












