Uruchamiając dyplomację na wszystkich kierunkach i budując szczególne relacje zarówno z Teheranem, jak i z Waszyngtonem, Pakistan pomógł doprowadzić do kruchego zawieszenia broni między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Dziś w Islamabadzie ruszają rozmowy pokojowe, które mają pokazać, czy rozejm okaże się czymś więcej niż tylko krótką przerwą w wojnie.
Do Islamabadu przybył wiceprezydent USA J.D. Vance. Pakistańska stolica została objęta nadzwyczajnymi środkami bezpieczeństwa i w praktyce zamieniona w miasto widmo, by przyjąć negocjacje. Irańscy dyplomaci byli już na miejscu. Po sześciu tygodniach konfliktu na Bliskim Wschodzie Teheran i Waszyngton wysłały swoje delegacje, by spróbować zatrzymać wojnę.
Porozumienie o zawieszeniu broni, zawarte w nocy z 7 na 8 kwietnia, pozostaje na razie rozejmem kruchym i wyraźnie tymczasowym. Dla Pakistanu jest to jednak duży sukces dyplomatyczny. W Islamabadzie ulgę odczuwa się równie mocno, jak dumę z tego, że udało się nie tylko doprowadzić do zawieszenia broni, ale też ściągnąć obie strony do pakistańskiej stolicy.
Wtorkowy wieczór był dla pakistańskich władz momentem najwyższego napięcia. Szczególny niepokój wywołały słowa Donalda Trumpa o zapowiadanym końcu cywilizacji w Iranie. Taki scenariusz oznaczałby katastrofalne skutki nie tylko dla samego Iranu, ale też dla ludności cywilnej i gospodarki całego regionu.
Nocny komunikat Trumpa, w którym zaakceptował propozycję rozejmu, obniżył napięcie na Bliskim Wschodzie. Z pakistańskiej perspektywy szczególnie ważne było to, że amerykański prezydent zgodził się na plan dziesięciopunktowy. Na stole znalazło się irańskie dziesięć punktów, a nie piętnaście propozycji przedstawionych wcześniej przez Amerykanów w marcu. Doprowadzenie do kompromisu, który byłby do przyjęcia dla możliwie szerokiego grona uczestników, wymagało skoordynowania sprzecznych interesów i poruszania się po wyjątkowo wąskiej ścieżce. Pakistan wszedł w tę rolę przy wsparciu Iranu, Chin, części państw Zatoki i samych Stanów Zjednoczonych.
Jeszcze w piątek wieczorem pakistańska dyplomacja pracowała nad tym, by zabezpieczyć samo spotkanie irańsko-amerykańskie w Islamabadzie, nad którym do końca wisiały wątpliwości. Islamabad prowadził intensywne rozmowy z Irańczykami, którzy podbijali stawkę, domagając się zawieszenia broni w Libanie i odblokowania irańskich aktywów, a równolegle utrzymywał kontakt z Amerykanami. Przed wylotem do Pakistanu J.D. Vance ostrzegał Teheran, by nie próbował ograć Waszyngtonu, ale jednocześnie zapowiadał próbę przeprowadzenia pozytywnych negocjacji.
Na czele amerykańskiej delegacji stoi Vance. Towarzyszą mu specjalny wysłannik Steve Witkoff oraz Jared Kushner, zięć Donalda Trumpa. Po stronie irańskiej rozmowy prowadzi przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf, który dotarł do Islamabadu w piątek wieczorem wraz z delegacją liczącą ponad 70 osób.
Atmosfera pozostaje jednak wyjątkowo nerwowa. W czwartek wieczorem Pakistan musiał interweniować w Teheranie, by odwieść Irańczyków od odpowiedzi na naruszenie zawieszenia broni. Mimo to premier Shehbaz Sharif zapewniał w orędziu do narodu, że rozmowy odbędą się zgodnie z planem i mają służyć przywróceniu pokoju. Jest on jednym z trzech kluczowych pakistańskich mediatorów obok wpływowego marszałka i szefa armii Asima Munira oraz ministra spraw zagranicznych Mohammada Ishaqa Dara.
Jeszcze rok temu Pakistan był na arenie międzynarodowej państwem niemal zepchniętym na margines. Dziś wyrósł na głównego mediatora w konflikcie między Iranem a USA. Pakistańscy dyplomaci przekazywali wiadomości do Teheranu, prowadzili rozmowy z administracją Trumpa, ale też z państwami Zatoki, Turcją i Chinami. To Islamabad pod koniec marca przekazał Iranowi piętnastopunktowy plan zaproponowany przez Waszyngton. Teheran ostatecznie go odrzucił, ale wcześniej konsultował go z pakistańskimi mediatorami.
W odróżnieniu od monarchii naftowych regionu Pakistan ma z punktu widzenia Iranu jedną zasadniczą przewagę — nie ma na swoim terytorium amerykańskich baz wojskowych. Daje mu to wiarygodność, której inni regionalni gracze nie mają. Znaczenie ma też pamięć historyczna. Iran był jednym z pierwszych państw, które uznały Pakistan po podziale Indii w 1947 roku. Z kolei Islamabad należał do pierwszych stolic, które nawiązały relacje z Islamską Republiką po rewolucji Chomeiniego w 1979 roku. Te więzi przetrwały mimo dawnych napięć granicznych związanych z baludżyjskimi ruchami separatystycznymi.
Oba kraje łączy 900 kilometrów granicy oraz sieć zależności energetycznych i handlowych. Pakistan obawia się destabilizacji Iranu także z bardzo praktycznych powodów — otrzymuje stamtąd część potrzebnej sobie ropy. Równie ważna jest obawa przed rozlaniem się kryzysu na własne terytorium, zwłaszcza w kraju, gdzie około 20 proc. ludności stanowią szyici.
7 kwietnia cały Bliski Wschód stanął wobec realnego ryzyka rozszerzenia wojny, szczególnie po irańskim uderzeniu na kompleks petrochemiczny w saudyjskim Jubail na wschodzie kraju. Pakistan mógł znaleźć się wtedy w wyjątkowo trudnym położeniu. We wrześniu Islamabad podpisał z Rijadem pakt o wzajemnej obronie, co w razie dalszej eskalacji mogło zmusić go do porzucenia roli mediatora między Teheranem a Waszyngtonem i wejścia do konfliktu po stronie Arabii Saudyjskiej. Rozejm został zawarty w ostatnim możliwym momencie i pozwolił uniknąć takiego scenariusza.
Dzięki temu Pakistan mógł kontynuować mediację, która w ostatnich dwóch tygodniach wyraźnie przyspieszyła. Szła ona dwoma uzupełniającymi się torami. Pierwszym był regionalny miniszczyt z udziałem Turcji, Egiptu, Arabii Saudyjskiej i Pakistanu, zorganizowany 29 i 30 marca w Islamabadzie. Ta nietypowa koalicja pokazała, że państwa regionu chcą budować własny kanał dyplomatyczny, a nie jedynie reagować na ruchy wielkich mocarstw.
Drugim torem były działania wobec Chin. Już następnego dnia po spotkaniu regionalnym pakistański minister spraw zagranicznych udał się do Pekinu. Nie było w tym przypadku. Chiny odegrały kluczową rolę w 2023 roku, gdy pośredniczyły w odnowieniu relacji między Iranem a Arabią Saudyjską po siedmiu latach zerwania. Pekin ma w Teheranie kanały wpływu, które w regionie są traktowane poważnie. Działa dyskretnie, ale pozostaje w obiegu negocjacyjnym.
Na początku marca Chiny wysłały na Bliski Wschód swojego specjalnego przedstawiciela Zhaia Juna, bardzo doświadczonego dyplomatę i byłego ambasadora we Francji, który wcześniej pracował także w Arabii Saudyjskiej, Jemenie i Libii. Następnie 31 marca Chiny i Pakistan ogłosiły ogólny plan pięciopunktowy. Część jego zapisów znalazła później odbicie w porozumieniu o zawieszeniu broni, które dziś stanowi podstawę rozmów.
Na początku kwietnia, gdy sytuacja zaczęła gwałtownie się pogarszać, Islamabad okazał się dość sprawny, by poszerzyć horyzont rozmów i utrzymywać kontakt jednocześnie z państwami Zatoki, Waszyngtonem, Moskwą, Pekinem, częścią państw europejskich i samymi Amerykanami. Ta wielokierunkowość stała się jednym z głównych źródeł jego skuteczności.
Drugim filarem pakistańskiego sukcesu okazały się relacje z administracją Trumpa. Waszyngton i Islamabad odbudowały w ostatnim czasie zaufanie, które przez kilkanaście lat było mocno nadwyrężone. Przełomem była pomoc udzielona przez Pakistan w marcu 2025 roku przy ujęciu podejrzanego związanego z zamachem na lotnisko w Kabulu z 2021 roku, w którym zginęło 170 Afgańczyków i 13 amerykańskich żołnierzy. Trump publicznie podziękował wtedy Pakistanowi, a współpraca wywiadowcza między oboma krajami znów nabrała tempa.
Znaczenie miały też starcia w Kaszmirze między Indiami a Pakistanem w maju ubiegłego roku. Donald Trump twierdzi, że to właśnie on doprowadził do ich wygaszenia. Ten epizod pomógł obu stolicom zacieśnić relacje. Duet Asim Munir — Shehbaz Sharif zdecydował się też wejść do „Rady Pokoju”, inicjatywy amerykańskiego miliardera, która miała dodatkowo osłabić rolę ONZ, licząc na większą widoczność i międzynarodową legitymizację.
Pakistańczycy ustawili się więc w pozycji, która dobrze odpowiada politycznemu stylowi Donalda Trumpa. W Waszyngtonie pojawiło się przekonanie, że Pakistan może być pośrednikiem nawet w najtrudniejszych momentach. Marszałek Asim Munir utrzymuje bezpośredni kontakt z Amerykanami, a nawet został przyjęty przez Trumpa na prywatnym lunchu. To daje Islamabadowi pozycję wyjątkową, ale zarazem nakłada na niego ogromną presję. Jeśli rozmowy pokojowe nie przyniosą postępu, dyplomatyczny sukces Pakistanu może się okazać krótkotrwały.












