Namaszczając Przemysława Czarnka na premiera, pan prezes Kaczyński zagrał na czas. Pan poseł Przemysław Czarnek ma w liberalnych mediach opinię twardogłowca, skrajnego prawicowca, katolickiego ultrasa, wroga wszystkiego, co lewicowe i liberalne. Oraz odrażającego typa i złodzieja publicznej kasy też.
Za to w PiS postrzegany jest jako swój chłop. Fajny koleś, szarmancki wobec niewiast, dusza towarzystwa. Wesołek sypiący kawałami jak z cekaemu.
Czarnek zna swoje miejsce w PiS i nie zawahał się tego ujawnić.
„Mam być maszynistą w tym pociągu, ale kierownikiem pociągu jest i będzie pan prezes Jarosław Kaczyński” – zadeklarował. Chce być jego wiernym żołnierzem.
I od tej pory każdą rękę podniesioną na prezesa jego wierny maszynista odrąbie, albo przynajmniej obsika. W mediach rzecz jasna.
Namaszczenie Czarnka zapobiegło rozłamowi wiszącemu już nad PiS-em. Bo namaszczenie ulubieńca partyjnych dołów, działacza potrafiącego dogadywać się z każdym po prawej stronie Polski, wytrąca prosecesyjne argumenty Morawieckiego i zmusza „maślarzy” do ograniczonego, konspiracyjnego knujstwa.
Czarnek to nadzieja szybkiego ożywienia politycznego PiS i powrotu partii Kaczyńskiego do koncertu krajowych politycznych mocarstw.
Namaszczony Czarnek ruszył na Lubelszczyznę. Zaczął „prekampanię” od spotkań z aktywem i sympatykami w terenie. Niebawem Czarnek i jego ekipa planują spotkanie ze sprzyjającymi im komentatorami z platform społecznościowych, a potem ruszają w długi objazd całego kraju.
Chcą wykorzystać doświadczenia z kampanii wyborczych Dudy i Nawrockiego. Ma być tam więcej radykalnych haseł i wywołujących emocje konfliktów skrojonych pod algorytmy platform społecznościowych.
Będzie też kontent programowy.
Za niego odpowiadać mają ekipy Piotra Glińskiego i Mateusza Morawieckiego. Dzień przed namaszczeniem Czarnka były premier Morawiecki zaprezentował wraz z Marcinem Horałą raport „Powered by Poland – Strategia dla nowoczesnej”. Prezes Kaczyński dał mu swój imprimatur.
Namaszczając dynamicznego, ale radykalnego Czarnka, prezes PiS rezygnuje teraz z walki o wyborców politycznego centrum. Chce zdominować prawą stronę Polski. PiS ma być tam liderem, któremu nie zagrożą już zmarginalizowane przez Czarnka Konfederacje i Konfederacja Korony Polskiej.
Bo Czarnek dowiódł, że potrafi być bardziej konfederacki niż konkurencyjne Konfederacje, a nawet Konfederacja Brauna.
Zapewne podczas objazdu Polski Czarnek będzie chciał konfederackich liderów skompromitować w oczach prawicowych wyborców. A potem zaoferować konfederackim wyborcom dobry, prawicowy, przewidywalny PiS.
Namaszczenie Czarnka na twarz PiS-u to jednak wielkie ryzyko.
Czarnek ma olbrzymi elektorat negatywny. Nierozliczoną aferę „Willa Plus”. To ściągnie na niego krytyczną uwagę popularnych, liberalnych mediów.
Wyrazistość Czarnka i jego cięty język pomnożą mu nowych wrogów i zmobilizują starych. Jednak tym razem wrogowie Czarnka będą też wrogami całego PiS. Wszystkie błędy Czarnka pójdą na konto partii prezesa Kaczyńskiego.
Na pewno aktywność polityczna Czarnka ożywi środowiska lewicowe. Nawet te zniechęcone do lewicy parlamentarnej. Postrzegające Nową Lewicę jako miękiszonów sprzedających się za „ministerialne stołki”, a Partię Razem jako nieefektywne „Smerfy Marudy”. Wyrażające swe niechęci do nich absencją wyborczą i nieaktywnością w czasie kampanii wyborczych.
Wizja powrotu PiS do władzy z Czarnkiem jako premierem zapewne zmobilizuje wszystkich lewicowych wyborców i skłoni ich do poparcia obecnej lewicy parlamentarnej. Choć czasem bez entuzjazmu, jako „mniejszego zła”.
Podobnie może być wśród wyborców o liberalnych gospodarczo i obyczajowo oraz proeuropejskich poglądach.
Im częściej i głośniej będzie „premier” Czarnek wspominać o Polexicie, aby przebić swą radykalnością Konfederatów, tym większe będzie poparcie dla KO wśród kapryśnego, inteligenckiego elektoratu. Zwłaszcza wyborców zniesmaczonych skrętem retoryki premiera Tuska na prawo.
Teraz, na tle retoryki „premiera” Czarnka, internetowe wpisy premiera Tuska mogą być postrzegane wręcz jako prawie „lewackie”.
Zwrot premiera Czarnka na prawo, uwikłanie w boje z Konfederatami, pozostawi polskie polityczne centrum dla tuskowego KO i szukających swego miejsca w polityce parlamentarzystów Polski 2050 Szymona Hołowni.
Już teraz niektórzy z nich stworzyli klub parlamentarny Centrum.
Jeśli nie zaistnieje on poza parlamentem, to będzie dobrym pomostem do koalicji wyborczej z KO jesienią 2027 roku.
Do wyborców centrum odwołają się w wyborach 2027 roku politycy PSL i środowiska określające się jako „Bezpartyjni samorządowcy”.
Im też sprzyjać będzie prawicowy zwrot PiS.
Wszystkie sondaże wskazują, że startujący samodzielnie PSL nie ma szans na przekroczenie progu wyborczego. Znów ludowcy szukać będą partnerów do odnowienia swych parlamentarnych mandatów, marząc, aby znów rządził „ich koalicjant”.
Radykalizm Czarnka, odpychający sympatyków umiarkowanej, spokojnej retorycznie prawicy, może pomóc im w skleceniu takiego wyborczego bloku.
Rok 2026 pokaże, czy premier Czarnek zwabi wyborców głosujących na Konfederację i wyborców, którzy ostatnio przestali popierać w sondażach kaczyński PiS.
Zapewne konfederackich wyborców do PiS nie przekona, bo pomimo talentów zawsze będzie on jedynie podróbką konfederaty.
Za to radykalizm i wigor premiera Czarnka pomoże PiS odzyskać grupę wyborców zniechęconych marazmem tej partii i walkami frakcyjnymi.
Podwyższy notowania przedwyborcze partii Kaczyńskiego.
Jednak nie na tyle, aby prezes Kaczyński miał szanse na samodzielne rządy.
W roku 2027 jedynie prawicowa koalicja, czyli PiS plus Konfederacje, będzie miała szansę na rządy. Zwłaszcza kiedy do gry wejdzie prezydent Nawrocki i otoczy ją swym patronatem.
Wtedy prezes Kaczyński będzie musiał zmienić maszynistę swego pociągu, bo Czarnek walczący z Konfederatami nie będzie mógł być twarzą koalicji z nimi.
W roku 2027 na prawej stronie sceny politycznej zostanie namaszczony nowy, już koalicyjny przyszły „premier”.
Uczyni to już nie prezes Kaczyński, lecz prezydent Nawrocki.
Bo to prezes Kaczyński jest podstawową przeszkodą dla przyszłej koalicji, dla powrotu prawicy i PiS do władzy.
Namaszczając Czarnka na przyszłego premiera, prezes Kaczyński dał sobie chwilę spokoju, ale też polityczny wiatyk.
PS. Więcej w „Tygodniku NIE”.











