W sobotę ogromną niespodziankę sprawili Marokańczycy, pokonując Portugalię 1:0. Tym samym reprezentacja Maroka została pierwszą w historii drużyną z Afryki, która awansowała do półfinału mistrzostw świata.
Kiedy trzy miesiące przed rozpoczęciem mundialu 2022 doszło do zmiany trenera „Lwów Atlasu”, chyba niewielu spodziewało się, że piłkarze z tego kraju zrobią taką furorę w Katarze.
Tymczasem Hoalid (Walid) Regragui, który w sierpniu zastąpił krytykowanego za decyzje taktyczne i personalne Bośniaka Vahida Halilhodzica, błyskawicznie znalazł wspólny język z nowymi podopiecznymi.
Maroko wygrało silną grupę F, w której zremisowało z Chorwacją 0:0, pokonało Belgię 2:0 i zwyciężyło Kanadę 2:1. W 1/8 finału stanęło naprzeciw faworyzowanych Hiszpanów, wygrywając z nimi w rzutach karnych 3-0. Po 90 minutach i dogrywce było 0:0.
Przed spotkaniem z Portugalią trener Marokańczyków wspominał o kłopotach zdrowotnych w ekipie i związanych z tym kilku wątpliwościach dotyczących składu. Ostatecznie został zmuszony do przetasowania obrony, ponieważ Noussair Mazraoui z Bayernu Monachium i Nayef Aguerd z West Ham United zostali wykluczeni z powodu kontuzji.
Natomiast selekcjoner Portugalczyków Fernando Santos, podobnie jak w meczu 1/8 finału ze Szwajcarią (6:1), nie wystawił w pierwszym składzie Cristiano Ronaldo. Dał od początku szansę bohaterowi tamtego spotkania – Goncalo Ramosowi.
Przez większość pierwszej połowy nie było zbyt ciekawie, obie drużyny rzadko strzelały na bramkę rywali. Blisko powodzenia byli w 31. minucie Portugalczycy, ale po uderzeniu Joao Felixa i rykoszecie piłka przeleciała minimalnie obok bramki.
W 42. minucie licznie zgromadzeni na trybunach kibice marokańscy oszaleli z radości. Po dośrodkowaniu na pole karne skutecznym strzałem głową popisał się napastnik Sevilli Youssef En-Nesyri.
Portugalczycy zobaczyli już, że to nie żarty i trzeba wziąć się do pracy. W 45. minucie Bruno Fernandes trafił w trudnej sytuacji w poprzeczkę.
Od początku drugiej połowy podopieczni Santosa, co zrozumiałe, mieli coraz większą przewagę. W 51. minucie na boisko wprowadzony został Ronaldo, dla którego był to 196. mecz w kadrze narodowej (wyrównał światowy rekord pod względem występów w reprezentacji należący do Badera al-Mutawy z Kuwejtu). Natomiast na mundialu słynny piłkarz zagrał po raz 22.
W 58. minucie dogodną okazję miał Goncalo Ramos, ale jego strzał głową okazał się niecelny.
Marokańczycy kilka razy w drugiej połowie wyprowadzili kontrataki, jednak głównie koncentrowali się na defensywie – w końcówce meczu już desperackiej. Najważniejsze dla nich, że za każdym razem na posterunku był Yassine Bounou, zwany Bono.
W 82. minucie golkiper Sevilli znakomicie obronił strzał Joao Felixa, a na początku doliczonego czasu gry – uderzenie Ronaldo.
W 90+6. minucie Marokańczycy, którzy od kilku chwili grali w dziesiątkę (druga żółta kartka dla Walid Cheddiry), mogli postawić kropkę nad i. W sytuacji sam na sam z bramkarzem Diogo Costą znalazł się Zakaria Aboukal, ale nie wykorzystał tej sytuacji.
W odpowiedzi bliski wyrównania był Pepe, lecz źle trafił głową w piłkę, a okazja była naprawdę znakomita.
Wynik już nie uległ zmianie, co oznacza, że Marokańczycy przeszli do historii światowego futbolu. Najwięcej uwagi operatorów kamer skupił jednak Ronaldo, który – schodząc do szatni – płakał…
W dziewięciu ostatnich meczach Maroko straciło tylko jednego gola, na dodatek samobójczego – Aguerd w spotkaniu z Kanadą.
Piłkarze Maroka i ich trener Walid Regragui odbierali gratulacje z całej Afryki. „To jest to, zrobili to!!!! Gratulacje dla Maroka za to osiągnięcie. Niech żyje Afryka! Walid Regragui, bracie, cieszę się twoim szczęściem” – napisał na Twitterze były napastnik kadry Wybrzeża Kości Słoniowej Didier Drogba.
„HISTORIA KONTYNENTU! Maroko pierwszym afrykańskim krajem, który awansował do półfinału mistrzostw świata! Co za osiągnięcie Lwów Atlasu” – napisano na Twitterze Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej.
„Wow, sensacyjne zwycięstwo Maroka. Odważny, ognisty, zorganizowany, spokojny i zasłużony awans. Pierwsza afrykańska drużyna, która zagra w półfinale mistrzostw świata. Dobrze to rozegrali” – napisał na Twitterze były napastnik reprezentacji Anglii Gary Lineker.
W odwrotnym tonie wynik meczu komentowały portugalskie media.Część dziennikarzy spodziewa się po sensacyjnym odpadnięciu z mundialu poważnych roszad w piłkarskiej reprezentacji Portugalii. Odnotowują, że po porażce z Marokiem pracę może stracić selekcjoner Fernando Santos.
Tymczasem komentatorzy telewizji Sport TV uważają, że sobotnia porażka była wypadkową wielu niekorzystnych dla Portugalczyków zdarzeń: niewłaściwego ustawienia drużyny, zbyt nieśmiałej i bojaźliwej gry podopiecznych Santosa, nieuwagi w defensywie w ostatnich minutach pierwszej połowy, a także złego sędziowania argentyńskiego arbitra Facundo Tello.
Francja – Anglia
Drugi sobotni ćwierćfinał był wspaniałym widowiskiem, pełnym dramaturgii, być może najlepszym z dotychczasowych w Katarze. W 17. minucie znakomitym strzałem z dystansu popisał się Aurelien Tchouameni, dając prowadzenie „Trójkolorowym”. W następnych minutach w głównej roli wystąpił Kane – najpierw przedarł się z piłką w pole karne, a odbił ją bramkarz Hugo Lloris, rozgrywający 143. mecz w reprezentacji Francji (pobił rekord Liliana Thurama). Chwilę później doszło do kontrowersyjnej sytuacji – Kane upadł na granicy pola karnego, lecz sędzia Wilton Sampaio z Brazylii po konsultacji z VAR nie zdecydował się na podyktowanie „jedenastki”.
W drugiej połowie tempo meczu jeszcze wzrosło. Z impetem zaatakowali Anglicy, a Lloris miał wiele okazji do wykazania się kunsztem, m.in. odbił piłkę zmierzającą tuż pod poprzeczką po uderzeniu Jude’a Bellinghama. W 52. minucie Tchouameni sfaulował Bukayo Sakę i sędzia wskazał na 11 metrów. Kane nie pomylił się, zdobywając swoją 53. bramkę w reprezentacji, czym wyrównał rekord Wayne’a Rooneya.
Następne minuty to wymiana ciosów i szanse bramkowe dla obu drużyn. W 78. minucie Olivier Giroud, który chwilę wcześniej zmarnował świetną okazję, strzelił głową zwycięskiego gola, 53. gola w narodowych barwach (poprawił własny rekord).
Sześć minut później po raz drugi do rzutu karnego podszedł Kane. Tym razem król strzelców poprzedniego mundialu w Rosji nie wytrzymał presji – posłał piłkę nad poprzeczką. Z Anglików jakby zeszło powietrze, ale w ostatnich minutach mieli jeszcze jedną szansę. Z rzutu wolnego przymierzył Marcus Rashford… tuż nad poprzeczką.
Brytyjskie media zwracają uwagę na łatwą drabinkę i przynajmniej kolejne 4 lata oczekiwań na upragnione trofeum.
„Wszystko było na szali – półfinał mistrzostw świata przeciwko Maroku, szansa na zdetronizowanie mistrzowskiej Francji i strzelecki rekord wszech czasów w reprezentacji Anglii” – opisuje „The Sun”.
„Pełne męki oczekiwanie na chwałę na arenie międzynarodowej będzie trwało nadal, po tym jak Harry Kane nie wykorzystał decydującego karnego, przez co Trzy Lwy odpadły z mistrzostw świata, przegrywając 1:2 z broniącą tytułu Francją” relacjonował”Daily Mail.
We Francji po pokonaniu sąsiadów z północy, nastroje są iście szampańskie.
Półfinał Francja – Maroko w środę o godzinie 20:00.
PAU















