Czasem rzeczywistość polityczna zaczyna przypominać scenariusz serialu. W głośnej produkcji politycznej House of Cards jedną z centralnych postaci jest Claire Underwood – żona prezydenta, która z czasem przestaje być jedynie symboliczną pierwszą damą. W kolejnych sezonach zaczyna prowadzić własną dyplomację, reprezentuje Stany Zjednoczone na arenie międzynarodowej, a nawet zostaje ambasadorką USA przy ONZ. Serial pokazywał w ten sposób, jak osoba formalnie pozostająca poza strukturami państwa może nagle zacząć funkcjonować jako realny aktor polityczny. Poniedziałkowa scena w Nowym Jorku, gdy pierwsza dama USA Melania Trump przewodniczyła posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ, sprawiła, że wielu obserwatorów mogło przypomnieć sobie właśnie ten motyw z znanego amerykańskiego serialu.
W poniedziałek 2 marca pierwsza dama Stanów Zjednoczonych Melania Trump przewodniczyła posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ poświęconemu sprawom dzieci, technologii i edukacji w warunkach konfliktów zbrojnych. Stało się to w momencie eskalacji napięć na Bliskim Wschodzie oraz trwających operacji militarnych prowadzonych przez USA i Izrael przeciwko Iranowi.
Według informacji ONZ był to pierwszy przypadek w historii, gdy małżonek urzędującej głowy państwa przewodniczył obradom Rady Bezpieczeństwa. Stało się to w czasie, gdy Stany Zjednoczone sprawują w marcu rotacyjne przewodnictwo w Radzie – funkcję obejmowaną kolejno przez każdego z piętnastu jej członków.
Biuro pierwszej damy zapowiadało wcześniej, że wydarzenie „zapisze się w historii”. Posiedzenie poświęcono ochronie dzieci w konfliktach zbrojnych oraz znaczeniu edukacji i nowych technologii. Dla 55-letniej byłej modelki jest to temat szczególnie ważny – jesienią ubiegłego roku angażowała się w działania na rzecz uwolnienia ukraińskich dzieci wywiezionych do Rosji.
Podczas dziesięciominutowego wystąpienia Melania Trump mówiła o losie nieletnich ofiar wojen.
„Stany Zjednoczone wspierają dzieci na całym świecie. Mam nadzieję, że pokój wkrótce nadejdzie” – powiedziała do zgromadzonych dyplomatów.
Pierwsza dama podkreślała również znaczenie edukacji jako „fundamentalnego prawa człowieka”, wskazując, że miliony dzieci na świecie są dziś jej pozbawione z powodu konfliktów.
W swoim wystąpieniu odniosła się także do ostatnich wydarzeń w regionie. Jak mówiła, w ostatnich dniach szkoły w Izraelu, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze, Bahrajnie i Omanie zostały zamknięte lub przeszły na nauczanie zdalne w związku z trwającymi operacjami wojskowymi. Złożyła również kondolencje rodzinom amerykańskich żołnierzy, którzy zginęli w ostatnich dniach, nie odnosząc się jednak bezpośrednio do konkretnych działań militarnych.
Obecność Melanii Trump została przez część uczestników przyjęta życzliwie. Podsekretarz generalna ONZ Rosemary DiCarlo złożyła jej „hołd” za „osobiste zaangażowanie” w sprawy dzieci. Francuski ambasador przy ONZ Jérôme Bonnafont porównał jej rolę do historycznego wkładu Eleanor Roosevelt w powstanie Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka.
Jednocześnie wydarzenie wywołało ostrą krytykę i spory międzynarodowe. Według doniesień irańskich mediów w sobotę doszło do ataku na szkołę podstawową dla dziewcząt Shajarah Tayyebeh w południowym Iranie, w mieście Minab. W wyniku uderzenia miało zginąć co najmniej 165 osób, w większości prawdopodobnie dzieci. Irańskie władze twierdzą, że był to jeden z najkrwawszych epizodów trwającej amerykańsko-izraelskiej kampanii bombardowań.
Ambasador Iranu przy ONZ Amir Saeid Iravani jeszcze przed rozpoczęciem posiedzenia określił spotkanie jako „głęboko haniebne i hipokrytyczne”. Jak powiedział dziennikarzom, Stany Zjednoczone zwołują debatę o ochronie dzieci w czasie konfliktów, jednocześnie prowadząc naloty na irańskie miasta.
„Dla Stanów Zjednoczonych pojęcia ochrony dzieci oraz utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa najwyraźniej znaczą coś zupełnie innego niż to, co przewiduje Karta Narodów Zjednoczonych” – stwierdził irański dyplomata.
Do sprawy odniósł się również stały przedstawiciel Chin przy ONZ Fu Cong. Podczas obrad podkreślił, że Pekin zdecydowanie potępia ataki wymierzone w dzieci i szkoły. Wezwał strony konfliktu do przestrzegania międzynarodowego prawa humanitarnego oraz do ochrony dzieci przed skutkami wojny. Zaznaczył również, że ataki na szkoły należą do sześciu najpoważniejszych naruszeń praw dzieci wskazanych przez ONZ i powinny spotykać się ze zdecydowanym potępieniem oraz międzynarodowymi dochodzeniami.
Wystąpienie Melanii Trump wywołało także falę komentarzy w międzynarodowych mediach. BBC, The Guardian, France 24 czy CBS zwracały uwagę na kontrast między apelem pierwszej damy o ochronę dzieci a informacjami o bombardowaniu szkoły w Iranie oraz szerszym kontekstem działań militarnych USA i Izraela.
The Guardian przypomniał również napięcia między administracją Donalda Trumpa a instytucjami systemu Narodów Zjednoczonych. Stany Zjednoczone wycofały się z kilku organizacji międzynarodowych, w tym ze Światowej Organizacji Zdrowia i UNESCO, a także zalegają z miliardami dolarów obowiązkowych składek.
Podobny ton przyjął New York Times, który zauważył, że pierwsza dama apelowała o większą empatię i inwestycje w edukację w czasie, gdy administracja jej męża prowadzi działania wojskowe na Bliskim Wschodzie, a jednocześnie proponuje ograniczenie finansowania edukacji w samych Stanach Zjednoczonych.
W mediach społecznościowych pojawiło się wiele krytycznych komentarzy. Część użytkowników określała wystąpienie jako przykład hipokryzji, inni wskazywali, że powierzenie pierwszej damie prowadzenia posiedzenia Rady Bezpieczeństwa sprawia wrażenie zamiany dyplomacji w polityczny spektakl.
Na zakończenie wystąpienia Melania Trump życzyła członkom Rady „siły i determinacji w zachowaniu pokoju na świecie”. Tymczasem operacje wojskowe USA i Izraela przeciwko Iranowi nadal trwają.
Na koniec jeszcze jedna dygresja dla tych, którzy House of Cards nie oglądali, a ciekawi są, jak potoczyła się kariera Claire Underwood. Uwaga – spoiler. Serialowa pierwsza dama nie poprzestaje na dyplomatycznych epizodach i występach na arenie międzynarodowej. Najpierw zostaje ambasadorką USA przy ONZ, później wiceprezydentką, a w końcu – po politycznych zwrotach akcji godnych scenarzystów – sama obejmuje urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Na szczęście to tylko telewizyjna fikcja. W prawdziwej polityce warto mieć nadzieję, że scenarzyści z Waszyngtonu nie będą aż tak kreatywni i że Donald okaże się ostatnim Trumpem, który zasiada w Białym Domu.












