Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uznał za nielegalną znaczną część ceł wprowadzonych przez Donalda Trumpa. Orzeczenie zapadło w piątek po południu stosunkiem głosów sześć do trzech i dotyczy tzw. ceł „wzajemnych”, które prezydent uzasadniał nadzwyczajną sytuacją gospodarczą. Trump odpowiedział ostrym atakiem na sędziów i zapowiedział wprowadzenie nowej, globalnej stawki celnej w wysokości 10 proc.
Najwyższa instancja sądownicza w USA stwierdziła, że prezydent nie mógł oprzeć wprowadzonych ceł na przesłance nagłej konieczności ekonomicznej. Wyrok obejmuje taryfy określane przez administrację jako „reciprocal”, nie dotyczy natomiast ceł sektorowych, m.in. na samochody, stal i aluminium.
Reakcja Białego Domu była natychmiastowa. Donald Trump oskarżył Sąd Najwyższy o uleganie „zagranicznym wpływom” i mówił o „demokratach w Sądzie Najwyższym”, którzy – jak stwierdził – są „hańbą dla naszego narodu”. – Kraje, które okradają nas od lat, są zachwycone, tańczą na ulicach. Ale nie będą tańczyć długo – powiedział podczas konferencji prasowej w Waszyngtonie.
Prezydent zapowiedział, że jeszcze tego samego dnia podpisze rozporządzenie wprowadzające „globalne cło w wysokości 10 proc., które zostanie dodane do już obowiązujących stawek”. Jak podkreślił, administracja wykorzysta „inne, doskonałe alternatywy”, które mają przynieść „jeszcze więcej pieniędzy” do budżetu federalnego.
Spór dotyczy ceł ogłoszonych w kwietniu 2025 roku. Administracja przedstawiła wówczas tabelę z różnymi stawkami w zależności od kraju pochodzenia towaru. Oficjalnie miały one ograniczyć deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych oraz zwiększyć wpływy budżetowe, co – według zapowiedzi Trumpa – miało umożliwić obniżenie podatków.
Prezydent oparł decyzję na ustawie International Emergency Economic Powers Act (IEEPA), która pozwala głowie państwa regulować handel w sytuacji nadzwyczajnej. Był pierwszym prezydentem, który wykorzystał IEEPA do wprowadzenia ceł, choć konstytucja przyznaje kompetencje podatkowe Kongresowi. Część stanów rządzonych przez Demokratów oraz liczne małe przedsiębiorstwa zarzucały Trumpowi przekroczenie uprawnień i brak podstaw w zakresie bezpieczeństwa narodowego.
Wbrew zapewnieniom prezydenta, że koszty ceł ponoszą głównie zagraniczne firmy, badanie Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku z 12 lutego wykazało, że „blisko 90 proc. ciężaru ekonomicznego ceł w 2025 roku spadło na amerykańskie przedsiębiorstwa i konsumentów”. Według raportu eksporterzy nie obniżyli cen, by zrekompensować nowe stawki, lecz przerzucili koszty na odbiorców w USA.
Decyzję Sądu Najwyższego analizuje również Unia Europejska. Rzecznik Komisji Europejskiej podkreślił, że przedsiębiorstwa po obu stronach Atlantyku potrzebują stabilności i przewidywalności w relacjach handlowych, a UE nadal opowiada się za niskimi cłami i ich redukcją.
Rynki finansowe zareagowały dynamicznie. Indeks CAC 40 w Paryżu po raz pierwszy w historii przekroczył poziom 8 500 punktów, osiągając 8 529 punktów. Wzrost napędzały spółki silnie uzależnione od eksportu do USA, zwłaszcza koncerny luksusowe i producenci alkoholi. Akcje LVMH zyskały 4,61 proc., Hermès 3,68 proc., Kering 1,60 proc., a Pernod Ricard ponad 4 proc.
Administracja Trumpa nie opublikowała danych dotyczących wpływów z ceł od 14 grudnia, jednak ekonomiści z Penn-Wharton Budget Model oszacowali je na ponad 175 mld dolarów. Po wyroku Sądu Najwyższego środki te mogą podlegać zwrotowi.











