Bilans otwarcia

17 maj 2018

Obchodzona w poniedziałek, 14 maja, 70. rocznica proklamowania niepodległości Izraela, obfitowała w symboliczne i tragiczne wydarzenia. Podczas gdy w Jerozolimie świętowano otwarcie ambasady Stanów Zjednoczonych, w Strefie Gazy zginęło co najmniej 58 Palestyńczyków.

„W imieniu 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki, oficjalnie i po raz pierwszy witamy was w ambasadzie Stanów Zjednoczonych tutaj w Jerozolimie, stolicy Izraela” – rozpoczęła ceremonię otwarcia Ivanka Trump, córka prezydenta Donalda Trumpa i jego doradczyni.
Około 800 osób wzięło udział w tej transmitowanej na cały świat uroczystości. Obok Ivanki Trump, rząd Stanów Zjednoczonych reprezentował jej mąż i starszy doradca prezydenta Jared Kushner. W skład amerykańskiej delegacji weszli ponadto zastępca sekretarza stanu John J. Sullivan, sekretarz skarbu Steven Mnuchin, a także liczni członkowie Kongresu i przedstawiciele władz stanowych.
„Podczas gdy jego poprzednicy, jak tylko objęli urząd, wycofywali się ze swojej obietnicy przeniesienia amerykańskiej ambasady, ten prezydent dotrzymał słowa” – powiedział Kushner podczas ceremonii otwarcia placówki. W swoim przemówieniu nawiązał także do zeszłotygodniowego wycofania się USA z porozumienia z Iranem, określając podpisany w 2015 r. dokument jako „wadliwy” i „jednostronny”. Słowa o „irańskiej agresji, która zagraża wielu miłującym pokój mieszkańcom regionu i całego świata” wywołały wśród zgromadzonych owację na stojąco.
Bez oklasków natomiast przywitano jego słowa o zachowaniu otwartego statusu Jerozolimy. „Wierzymy, że wciąż jest możliwe, aby obie strony zyskały więcej niż dają – tak, aby ludzie mogli żyć w pokoju – wolni od zagrożenia, wolni od strachu i zdolni do spełniania swoich marzeń. Jerozolima musi pozostać miastem, które jednoczy ludzi wszystkich wyzwań” – powiedział na zakończenie Kushner, wskazując, że kwestia ostatecznej przynależności państwowej Palestyny wciąż pozostaje otwarta.
O ile słowa Kushnera dawały pole do interpretacji, o tyle przemawiający chwilę po nim Benjamin Netanjahu wypowiedział się jednoznacznie: „Wierzę, że jest to wielki dzień dla pokoju. Prawda i pokój są od siebie zależne. Pokój oparty na kłamstwie rozbije się na skałach bliskowschodniej rzeczywistości. A prawda niezmiennie pozostaje ta sama, że Jerozolima zawsze była, jest i będzie stolicą państwa żydowskiego”.
„Dzisiaj, ambasada najpotężniejszego państwa na świecie, naszego przyjaciela i sojusznika, Stanów Zjednoczonych Ameryki, została otwarta w Jerozolimie” – z dumą ogłosił izraelski premier.
W cieniu świętowania 70. rocznicy powstania Izraela, kolejny już dzień odbywały się protesty w Strefie Gazy. „Masz Powrotu”, który ma przypomnieć światu o Nakbie, czyli wypędzeniu ponad 700 tys. Palestyńczyków w 1948 r., trwa od końca marca, a w miniony poniedziałek zgromadził rekordową liczbę kilkudziesięciu tysięcy osób. Do 14 maja w demonstracjach przy granicy z Izraelem zginęło 48 osób, zaś 8,5 tys. zostało rannych. Jednak w czasie, gdy w Jerozolimie trwała ceremonia otwarcia amerykańskiej ambasady, izraelscy żołnierze zastrzelili kolejnych 58 Palestyńczyków. Jak podało palestyńskie Ministerstwo Zdrowia, najmłodsza ofiara miała 14 lat, najstarsza 39. Był to najkrwawszy dzień od lipca-sierpnia 2014 r., kiedy to w ciągu półtora miesiąca w przygranicznych starciach zginęło ponad 2,1 tys. Palestyńczyków i 72 obywateli Izraela, w tym 66 żołnierzy.
„Izrael musi respektować prawo do pokojowego protestu i zasadę ograniczonego stosowania broni. Hamas i ci, którzy kierują demonstracjami w Strefie Gazy muszą zrobić wszystko, aby zachować ich pokojowy charakter i nie wykorzystywać ich do innych celów” – skomentowała informacje o masakrze Palestyńczyków Federica Mogherini, wysoka komisarz UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa.
Sprawa wydarzeń w Strefie Gazy trafiła pod obrady ONZ. Jednak zaproponowane przez Radę Bezpieczeństwa oświadczenie w sprawie przeprowadzenia „niezależnego i przejrzystego” śledztwa natychmiast zostało zablokowane przez Stany Zjednoczone.
Decyzję o przeniesieniu amerykańskiej ambasady z Tel Awiwu do Jerozolimy prezydent Trump ogłosił pod koniec ubiegłego roku. Niemal natychmiast spotkała się ona z dezaprobatą ze strony społeczności międzynarodowej. W grudniu 2017 r., przy 128 głosach „za”, 9 „przeciw” i 35 wstrzymujących się (w tym Polski), Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję potępiającą decyzję Waszyngtonu.
Nic zatem dziwnego, że w poniedziałkowej uroczystości otwarcia ambasady USA zabrakło przedstawicieli większości państw europejskich, w tym Polski, Niemiec i Rosji. Swoją dezaprobatę dla amerykańskiej decyzji wyraziła także Unia Europejska. Pośród państw członkowski UE, swoich reprezentantów na ceremonię wydelegowały jedynie Austria, Rumunia, Węgry i Republika Czeska. Do tej pory zamiar przeniesienia własnej ambasady do Jerozolimy ogłosiły Gwatemala, Paragwaj i Honduras.
„Uznanie przez Trumpa Jerozolimy jako stolicy Izraela pogorszy los Palestyńczyków w mieście i poza nim. Więcej rodzin palestyńskich zostanie wyrzuconych ze swoich domów, więcej palestyńskich mieszkańców Jerozolimy straci prawo pobytu, nielegalne osiedla, przeznaczone wyłącznie dla żydowskich mieszkańców, będą nadal budowane na palestyńskiej ziemi, a większość Palestyńczyków wciąż będzie pozbawiona prawa wjazdu do Jerozolimy, która przecież odgrywa kluczową rolę w palestyńskiej kulturze, historii i tradycji” – napisał na łamach amerykańskiego pisma „The Nation” Mustafa Barghouti, przewodniczący Palestyńskiej Narodowej Inicjatywy.

 

Oświadczenie Biura Prasowego Ambasady Państwa Palestyny w Warszawie

15 maja 2018r. Naród Palestyński obchodzi 70. rocznice Al-Nakby, katastrofy.
70 lat temu wojsko i militarne bojówki izraelskie dopuściły się czystek etnicznych Narodu Palestyńskiego i masowych wysiedleń ponad 750 000 Palestyńczyków, którzy stali się uchodźcami w innych rejonach Palestyny i krajach sąsiadujących: Jordanii, Libanie i Syrii. Uchodźcy ci zostali pozbawieni swoich domów, a co ważniejsze odmawia się im prawa do powrotu na ich ziemie do dnia dzisiejszego, łamiąc prawo międzynarodowe i nie przestrzegając rezolucji Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Polityka izraelska od 70 lat to ciągłe łamanie praw człowieka względem Palestyńczyków, stosowanie nadmiernych środków przymusu i agresji, codzienne upokorzenia ludności cywilnej, odzieranie z godności.
Palestyńczycy pragną tego, co mają już inne narody – wolności, niepodległości i prawa do samostanowienia. Od 70 lat świat pokazuje Palestyńczykom, że ich pragnienia to za dużo.
Społeczność międzynarodowa może odzyskać wiarygodność i zaufanie Palestyńczyków nie poprzez wydawanie oświadczeń, ale przez konkretne kroki w kierunku rozwiązania dwupaństwowego, wsparcia dla ustanowienia niepodległej Palestyny ze stolicą we Wschodniej Jerozolimie, powrotu palestyńskich uchodźców, czyli nie mniej nie więcej jak przestrzeganie prawa międzynarodowego.

Najnowsze

Sprawdź również

Iran stawia Trumpowi warunki. Najpierw Ormuz, później atom

Iran stawia Trumpowi warunki. Najpierw Ormuz, później atom

Iran chce zakończenia wojny i odblokowania Ormuzu przed rozmowami o atomie. Trump nie przyjmuje tej kolejności. Rachunek konfliktu idzie już w dziesiątki miliardów dolarów. Irańska propozycja pojawiła się po weekendowych rozmowach ministra spraw zagranicznych Abbasa...

Kolejny zamach na Trumpa? Strzały w hotelu w Waszyngtonie

Kolejny zamach na Trumpa? Strzały w hotelu w Waszyngtonie

Donald Trump, Melania Trump, J.D. Vance i członkowie administracji USA zostali ewakuowani z dorocznej gali korespondentów Białego Domu po tym, jak uzbrojony mężczyzna próbował wedrzeć się przez punkt kontroli bezpieczeństwa w hotelu Washington Hilton. Według władz...