„Założenia tej reformy są dobre i one są cały czas kontynuowane. Natomiast nie ukrywam, że cały czas my notorycznie w Polsce zapominamy, że ona musi być obudowana pieniędzmi. To jest jeden poważny mankament tej reformy. Poza tym, co rząd, to zmiana koncepcji. I to jest drugi błąd. Jeżeli my polskiej oświaty nie potraktujemy jako takiego priorytetu, że prace mają być kontynuowane, bez względu na to, czy ktoś jest z jednej czy drugiej strony sceny politycznej, to nigdy nie osiągniemy sukcesu. Na przykładzie Finlandii. Tam siedem lat przygotowywano się do reformy i zainwestowano w edukację ogromne pieniądze. W tej chwili mają najlepsze wyniki jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju badania europejskie”.
O jakiej reformie mowa?
O reformie szkolnictwa rządu premiera Buzka zwanej reformą Handkego (ówczesny minister edukacji) z 1999 roku, wprowadzającej gimnazja.
A czyje to słowa?
Wypowiedziała je w 2009 roku w wywiadzie dla internetowej telewizji Doba.pl Anna Zalewska, posłanka na Sejm RP z ramienia PiS, walcząca w parlamencie o dobro polskiej oświaty.
Dziś, Anna Zalewska, minister edukacji w rządzie PiS, podpisuje się pod reformą edukacji likwidującą gimnazja. Reformą ogłoszoną zaraz po zmianie rządu, przygotowaną na chybcika, niedopracowaną merytorycznie i formalnie. Reformą, która ma być wdrożona w życie w ciągu niespełna roku, a nie 7 lat, jak w przywoływanym przez posłankę Annę Zalewską przykładzie Finlandii. Reformą, która nie jest „obudowana pieniędzmi”, bo w budżecie na rok 2017, kiedy ma ona wejść w życie, nie tylko nie przeznaczono na tę reformę żadnych dodatkowych funduszy, ale subwencja oświatowa jest niższa niż w tegorocznym.
Dla polityka nie ma nic gorszego, jak to, gdy raz mówi, że czarne jest czarne, a drugi raz, że białe, a publika go na tym krętactwie złapie. Pani Zalewskiej to się właśnie przydarzyło. Z tym, że nie wiadomo, czy to jest to najgorsze, co mogło ją spotkać, bo jest to pani, która notorycznie wpada na ścianę idiotyzmów.
Wtedy popierała powstanie gimnazjów, bo reforma Handkego burzyła post-peerelowski ład w oświacie. Polska Ludowa zostawiła po sobie bardzo dobry, spójny system oświatowy, który miał wybitne osiągnięcia, przez co cieszył się międzynarodowym uznaniem. Ale wystarczyła łatka PRL, żeby z tym skończyć. Cała więc solidarnościowa rodzina z zapałem rozwaliła to, co zostawili poprzednicy zamiast to doskonalić na miarę postępu, który był także udziałem Polski. Z czasem gimnazja wrosły w szkolny krajobraz, stały się z kolei one dobrym ogniwem tego nowego systemu oświatowego i też zaczęły zaliczać międzynarodowe sukcesy. Ale przyszła „dobra zmiana” i ludzie tacy, jak pani Zalewska, rozwalają z kolei gimnazja, wracając na powrót do dawnego post-peerelowskiego modelu szkoły. Tylko, że po drodze minęło 27 lat! Jest inny świat i to, co było dobre wtedy, dziś jest anachroniczne!
Tak, tak – to jest kompromitacja na całego, tylko jej skutki ponoszą dzieci. Owszem pani Zalewska zapobiegła przymusowi posyłania sześciolatków do szkół spełniając postulat wielu rodziców, tylko dziś – nawet ci ogłupieni wówczas rodzice widzą, że dla ich dzieci zabrakło klas zerowych w przedszkolach i zostały one na chybcika zorganizowane w szkołach. Maluchy więc i tak idą do szkoły, gdzie muszą korzystać nie tylko z sal wygospodarowywanych dla nich naprędce, ale też na przykład z za dużych dla nich toalet. Nie mówiąc już o tym, że muszą uważać, żeby nie stratował je tłum starszych dzieci, które niczym tabun młodych źrebaków na każdej przerwie opanowuje korytarze i schody. Niejedna mama i niejeden tata już choćby z tego powodu żałuje głosu oddanego na PiS, ale jest za późno. Gdy jeszcze pani Zalewska wprowadzi tę swoją, pożal się Boże, reformę do końca, gdy ostatecznie rozplenią się szkolne konkursy wiedzy o życiu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, to dopiero będzie co odkręcać… Założę się jednak, że niejedna mama i niejeden tata nawet wówczas nie dostrzeże związku między tym, co pani Zalewska wyprawia z ich dziećmi, a głosem, który oddali w wyborach.
A i ona sama będzie z siebie bardzo zadowolona.













