PRAWA PACJENTA. Sanepid oraz inspekcja handlowa, na wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich, przeprowadziły kontrolę dotyczącą żywienia pacjentów w szpitalach. Wynik kontroli potwierdził tzw. powszechne opinie na ten temat.
O tym, że posiłki serwowane w polskich szpitalach pozostawiają wiele do życzenia, pacjenci alarmowali od dawna. Uzasadnione zastrzeżenia budziła nie tylko ich, mówiąc eufemistycznie, niewielka objętość, ale również jakość i świeżość produktów, z których były przygotowywane. Wielu chorych jest zmuszonych dożywiać się we własnym zakresie, np. dzięki pomocy rodziny. Widok odwiedzających, przychodzących do szpitali obładowanych torbami wypełnionymi jedzeniem, przygotowanymi w domu normalnymi obiadami, już nikogo nie zaskakuje. Można mieć szczęście i trafić do takiego szpitala, gdzie chorym podaje się pełnowartościowe posiłki i ci nie mają powodów do narzekań. Takie sytuacje należą jednak do rzadkości.
Pacjenci narzekają
Problem jakości szpitalnego żywienia stał się tak powszechny, że wkurzeni pacjenci założyli nawet specjalny profil na jednym z portali społecznościowych, na którym umieszczali zdjęcia podawanych im posiłków, dzieląc się przy tym swoimi opiniami. Większość z nich nie zostawia suchej nitki na tym, co dostawali pod nazwą „śniadanie”, „obiad”, „czy „kolacja”. Z zamieszczanych zdjęć – a tych są już tysiące – można wywnioskować, że znaczna część dań w ogóle nie zasługuje na takie miano.
Szczególne oburzenie pacjentów budził fakt, że niepełnowartościowe oraz odpychające wyglądem posiłki były podawane również na oddziałach, gdzie leżały osoby, dla których właściwa dieta jest jednym z podstawowych warunków powrotu do zdrowia, takich jak np. pediatria, patologia ciąży czy oddziały, na których leczy się osoby przewlekle chore. Jeżeli nie mogły one z jakichś względów załatwić sobie dodatkowego wyżywienia, z pewnością miały problem z powrotem do zdrowia. W przypadku wielu placówek zwracano również uwagę na specyficzne godziny, w jakich są wydawane posiłki. Dotyczyło to przede wszystkim kolacji, które nierzadko serwowano już o godz. 17, co oznacza, że do wydania śniadania następnego dnia pacjenci przez kilkanaście godzin zmuszeni byli wręcz głodować. Zwłaszcza zważywszy, że taka kolacja zwykle składała się z kilku kromek chleba, kawałka masła i np. kawałka pomidora, albo odkrojonej, najtańszej pasztetowej, którą – jak wynika z opinii zamieszczanych w Internecie – raczej mało kto miał ochotę nawet powąchać.
Interwencja Rzecznika
Skargami zgłaszanymi przez pacjentów zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich, który jeszcze w sierpniu zwrócił się do ministra zdrowia z prośbą o uregulowanie kwestii dotyczących żywienia w szpitalach. Z informacji przekazywanych przez pacjentów wynikało bowiem, że w tej sprawie mamy do czynienia z istną „wolną amerykanką” – w publicznych szpitalach nie obowiązują żadne jednolite zasady, a jakość posiłków w poszczególnych placówkach dzieli niekiedy przepaść. „Żywienie pacjentów jest integralną częścią procesu leczniczego. Odpowiednia dieta stanowi element prawidłowo prowadzonego leczenia i rekonwalescencji oraz ma bezpośredni wpływ na prawdopodobieństwo wystąpienia powikłań po okresie pobytu w szpitalu w razie wystąpienia zatruć pokarmowych, niedożywienia czy zakażeń wewnątrzszpitalnych” – podkreślał Rzecznik w piśmie do szefa resortu zdrowia.
Sanepid oraz inspekcja handlowa, które w następnych miesiącach skontrolowały wyrywkowo 284 szpitali, które samodzielnie przygotowują pacjentom posiłki oraz 234 szpitale, gdzie są one dostarczane przez zewnętrzne firmy cateringowe (w sumie skontrolowano 99 takich firm). Okazuje się, że najwięcej zastrzeżeń wzbudziła jakość posiłków przygotowywanych przez firmy zewnętrzne.
Przeterminowane, oszukane
Jak poinformowali kontrolerzy, niektóre ze skontrolowanych firm cateringowych podawały pacjentom przeterminowane produkty. Nie trudno się domyślić, iż działo się tak dlatego, iż niektóre z nich, chcąc obniżyć koszty, celowo kupowały produkty tuż przed końcem ich przydatności do spożycia, ponieważ w takich sytuacjach hurtownie oraz sklepy często obniżają ich cenę, aby pozbyć się towaru. Używanie przeterminowanych produktów dotyczyło 10 proc. skontrolowanych firm. Jaka faktycznie jest skala tego zjawiska, możemy się tylko domyślać, ale nie można wykluczyć, że jest ona znacznie większa, na co wskazywałyby informacje od pacjentów.
Kolejną wykrytą nieprawidłowością było zaniżanie objętości i wagi podawanych posiłków. Niedowaga porcji sięgała nawet 62 proc. w porównaniu z deklarowaną, za jaką zapłacił szpital. Np. schabowy, który powinien ważyć 80 g, w rzeczywistości ważył 30 g.
Szpitalne jedzenie wziął pod lupę także Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który sprawdził je w swoich laboratoriach. Było to szczególnie ważne w sytuacji, gdy określone grupy pacjentów muszą przestrzegać specyficznej diety, związanej z ich schorzeniami. Okazało się, na przykład, iż sos, który miał być bezglutenowy, zawierał 30 mg glutenu na kilogram tego produktu. Zdaniem specjalistów, taka wartość może zaszkodzić pacjentom cierpiącym na celiakię, którzy muszą przestrzegać diety bezglutenowej. W takich okolicznościach pacjent nie tylko nie ma szans na powrót do zdrowia, ale jego stan może się wręcz pogorszyć. W podobnie beztroski sposób traktowano też innych chorych, dla których dieta nierzadko bywa jednym z ważnych elementów leczenia, np. chorych na cukrzycę, nadciśnienie czy osoby cierpiące na zaawansowaną osteoporozę.
Zaniedbanie ze strony szpitali
Zdaniem kontrolerów, wina za taką sytuację leży nie tylko po stronie firm cateringowych, które starają się maksymalnie ciąć koszty funkcjonowania i zdarza się, że nie przestrzegają warunków umów ze szpitalami. W wielu przypadkach to bowiem same szpitale nie zadbały o to, żeby w umowach z zewnętrznymi firmami uwzględnić szczegółowe zasady dostarczania posiłków, nie ustalały z nimi jadłospisów, zaś wiele umów nie zawierało klauzuli o karach umownych, w razie naruszenia ustaleń.. Wygląda więc na to, że to same placówki medyczne, których zadaniem jest leczenie chorych, są winne, niedopatrzeniom czy niedbalstwu, które w efekcie przekreśla proces leczenia, co zarówno niepotrzebnie zwiększa jego koszty, ale wręcz może być groźne dla pacjentów.
Kontrola – a ta była, przypomnijmy, wyrywkowa, a nie kompleksowa – spowodowała wystawienie mandatów 27 osobom na łączną kwotę 5,7 tys. zł oraz przekazaniem informacji o nieprawidłowościach dyrektorom szpitali. Tyle bowiem mogli zrobić inspektorzy sanepidu i inspekcji handlowej.
Interwencja pomoże?
Pozostaje mieć nadzieję, że interwencja RPO w sprawie posiłków podawanych w szpitalach poprawi ich jakość przynajmniej w części z nich. Oczywiście, niektórzy dyrektorzy placówek medycznych będą się zasłaniać tym, że mają na ten cel zbyt mało pieniędzy z kontraktu z NFZ, co w wielu przypadkach jest prawdą. Dlatego pojawiają się pomysły, aby pacjenci dopłacali niewielkie kwoty właśnie na poczet szpitalnego żywienia. Nie wszystkich pacjentów – zwłaszcza osoby starsze i chorujące od wielu lat –stać na takie dodatkowe opłaty. Takie rozwiązanie groziłoby dodatkowo powstaniem podziału na pacjentów, którym oferuje się lepsze posiłki i tych, którzy są żywieni w ramach skromnych możliwości szpitala, a z podobnymi podziałami mamy już wszak do czynienia w szkołach, o czym pisaliśmy na łamach „Dziennika Trybuna”.
Do tej pory bardzo skuteczną formą nacisku na dyrektorów szpitali pozostaje wspomniany profil stworzony przez pacjentów na jednym z portali społecznościowych, na którym publikują oni nie tylko zdjęcia budzących zastrzeżenia (a niekiedy i odrazę) szpitalnych „posiłków”, ale też podają do publicznej wiadomości, jakiego szpitala to dotyczy wraz z nazwiskami ich dyrektorów. W wielu przypadkach doprowadziło to do poprawy jakości żywienia, co również zostało z satysfakcją odnotowane przez internautów. Może dzięki temu coraz rzadziej będą zdarzać się sytuacje jak ta, gdy dyrektor jednej z placówek skwitował skargi pacjentów stwierdzeniem, iż „szpital to nie restauracja”.














