Uchyl drzwi

11 lut 2026

Nie ma już miejsc w schroniskach dla bezdomnych. Są już tylko w noclegowniach. Ale stamtąd wyganiają rano, jeszcze przed świtem na mróz. A nie każdy bezdomny ma dość ciepłe ubranie, żeby w tę pogodę wytrzymać. Ludzie zamarzają, mimo że naszych elektrociepłowni Ruscy nie bombardują. Po prostu podania o udzielenie pomocy mieszkaniowej są odrzucane pod byle pretekstem. A ludzie trafiają na ulicę, bo ci, którzy ich bezprawnie wyrzucają, pozostają bezkarni.

Panią Anię wyrzucił były mąż. Były policjant przy pomocy kolegów z komendy. Nie było wyroku eksmisji, nie było komornika. Była naga przemoc. Ale kto byłemu gliniarzowi podskoczy, skoro w przestępstwie uczestniczyli funkcjonariusze. Kobieta mieszkała od miesiąca na Dworcu Centralnym. Mimo bezdomności chodziła do pracy w ochronie. Bo wbrew temu, co większość uważa, bardzo wielu bezdomnych pracuje. Bezdomna pracująca kobieta zdążyła się zaprzyjaźnić z dworcowymi stróżami porządku, więc kiedy przyśnie na dworcowej ławce, nikt jej pałami po nogach nie bije. Choć małżeństwo z Kolumbii, które oczekiwało dwa tygodnie na pośrednika pracy, było bite, gdy tylko zmrużyli oczy.

Pani Ania choruje ciężko na nerki i nocowanie na dworcu nie jest dla niej wskazane. Udało nam się ją umieścić w szpitalu. Nareszcie się wysypia, bo ma ciepło. Śpi w czystej pościeli i jest szansa, że zamiast zmarznąć, będzie leczona.

Sławek się dusi. To efekt grzyba, którego mu przydzieliła gmina Łomianki. Ale po proteście wolontariuszy Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej spotkaliśmy się z kilkoma urzędnikami odpowiedzialnymi za stan budynków i obiecano gruntowny remont łącznie ze skuwaniem tynków. Po remoncie dokonamy analizy mykologicznej, by upewnić się, że grzyb nie pozostał w powietrzu. Być może to będzie jeszcze jedna osoba uratowana przed śmiercią z powodu złych warunków mieszkaniowych.

Maciek wyszedł właśnie z aresztu po czterech miesiącach odosobnienia. Jest zdeklarowanym alkoholikiem. Nie ma dość siły, by wytrzeźwieć. Ale przecież gdzieś musi przebywać. Bo przy obecnej pogodzie jest duża szansa, że zaśnie gdzieś pijany i umrze. Regulaminy schronisk dla bezdomnych i noclegowni nie pozwalają wpuścić osób będących pod wpływem. Pozostaje klatka schodowa albo jazda nocnymi autobusami. Jedną z opcji jest izba wytrzeźwień. Tam jest ciepło i mogą nakarmić. Znajoma z kościelnego przytułku ulitowała się nad chłopakiem i wykupiła mu dwie doby w hostelu. Co dalej? Nie wiadomo.

Najbogatsze miasto w Polsce i jedno z bogatszych w Europie nie chroni ludzi przed zamarznięciem. W sezonie grzewczym w mieszkaniach socjalnych grzeje się prądem. Prąd jest drogi, więc operatorzy odłączają energię. Jedyne źródło ogrzewania.

Od lat zabiegamy o stworzenie w mieście instytucji, która brałaby na siebie niezapłacone rachunki za prąd tam, gdzie jedynym ogrzewaniem są piecyki. Miasto mogłoby to traktować jako zasiłek, a u tych, którzy by dawali radę, rozkładałoby rachunki na raty. Ale Warszawa jest skąpa, nie chce płacić. Woli, żeby ludzie umierali z wychłodzenia albo na zapalenie płuc. Nic urzędników to nie obchodzi. Ludzie nie tylko tracą życie z powodu wychłodzenia. Giną w pożarach urządzeń grzewczych wątpliwej jakości. Giną z powodu zaczadzenia, bo chcąc się ogrzać, zapominają o zasadach bezpieczeństwa. Priorytetem jest ciepło.

W mojej okolicy, na Okęciu, trudno dostać pellet. Wykupują go bezdomni, którzy koczują na działkach i grzeją się piecami na pellet. W wielu sklepach zabrakło też węgla. To pokazuje, jak wiele osób wciąż grzeje się drewnem i węglem. Kiedy tego zakażą, kiedy zaczną zakazy egzekwować, po prostu więcej ludzi zginie z powodu wychłodzenia organizmu.

Niektórzy chronią się przed zimnem w kanałach ciepłowniczych. W kanałach, gdzie chodzimy szukać potrzebujących, słychać świerszcze. One też chronią się przed mrozem. Gorące, wilgotne powietrze daje się we znaki wycieńczonym z niedożywienia mieszkańcom kanału. Nieraz trzeba ich wytaskiwać na powierzchnię, bo nie są już w stanie wyjść o własnych siłach.

Zauważyliśmy w ogrzewalni parę starych ludzi. Byli oparci o grzejniki. Ona w cieple przysnęła i, upadając na podłogę, rozbiła sobie głowę. Śmierć na miejscu. Towarzyszący jej mężczyzna zaczął płakać i powtarzać, że on nie chce tak umrzeć.

Dziś trudno „przekimać” na klatce, bo wszędzie są domofony. Kotański apelował, żeby w srogie mrozy uchylać bezdomnym drzwi do klatek schodowych. Mało kto jednak to robi.

Pamiętam księdza, który bił się z SOK-istami, którzy brutalnie obchodzili się z bezdomnymi na dworcu. Zdarza się, że dla żartu młodzi ludzie podpalają tobołek z dobytkiem bezdomnego albo go skopią. Zdarza się, że na śmierć. Rzadko sprawcy ponoszą sprawiedliwą karę. Bo to przecież tylko „jakiś bezdomny”.

A przecież wbrew dość powszechnym opiniom bezdomność to nie kara za grzechy. To wyrok okrutnego losu. Utraty kontroli nad własnym życiem. Bezdomnymi stają się przeważnie ludzie niewypłacalni, zadłużeni, pozbawieni środków do życia. Ludzie w depresji, załamani. Niezdolni, by się dźwignąć z upadku o własnych siłach, otoczeni aurą strachu i obrzydzenia.

Chociaż wielu jeszcze walczy, wielu myje się w szaletach, na stacjach benzynowych albo wykupuje karnety na siłownie i tam się myje, żeby chodzić do pracy, żeby jeść żywność ze sklepu, a nie ze śmietnika. Znam takiego, co cztery lata mieszkał w samochodzie na podziemnym parkingu w Kauflandzie, aż wreszcie uzyskał lokal miejski.

Żeby wyjść z bezdomności, trzeba wskazać, gdzie się aktualnie przebywa. Ten przepis nie bierze pod uwagę tego, że bezdomny na ogół nigdzie na stałe nie przebywa. Jest włóczęgą. Kiedyś za włóczęgostwo wsadzano do paki. Dziś, gdy się wskaże jako miejsce pobytu ławkę w parku czy kanał, odmawiają wpisania do kolejki mieszkaniowej.

Podnosi się metalowa pokrywa wejścia do kanału. Z otworu wynurza się Bronek, były górnik, który chwilowo przebywa w kanale na Żeraniu, i zaprasza panią z Ośrodka Pomocy Społecznej do środka na wizję lokalną. Ona jednak nie korzysta z zaproszenia i czym prędzej ucieka. Ktoś, kto upadł tak nisko, nie może liczyć na pomocną dłoń miasta.


Źródło: FacebookPiotr Ikonowicz

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

Mit o pomaganiu

Mit o pomaganiu

Wczoraj pisałem o Łatwogangu, 251 mln zł zebranych dla dzieci chorujących onkologicznie, dziurze w NFZ, politykach ogrzewających się przy obywatelskiej mobilizacji, bogatych firmach, influencerach i konieczności patrzenia fundacjom na ręce. Dzisiaj chciałbym zejść na...