Starzy i nowi imigranci

1 lut 2018

Przemysław Prekiel rozmawia z Krzysztofem Wasilewskim, autorem książki „Bezdomnych gromady niemałe. Dyskurs imigracyjny na łamach prasy amerykańskiej, 1875-1924”

Przemysław Prekiel: Możemy mówić o analogiach z dzisiejszymi czasami? Dostrzegasz podobieństwa? Wówczas amerykańska prasa również reagowała panicznie na imigrantów? Kogo wówczas bali się Amerykanie?

Krzysztof Wasilewski: Historyczne analogie trzeba stosować z wyczuciem i ostrożnością. Trudno znaleźć w przeszłości proste rozwiązania na bieżące problemy. Co jednak nie znaczy, że historia nie może nas czegoś nauczyć.
Tak jest z kwestią imigracji. Przełom XIX i XX w., o którym piszę w książce, to okres wzmożonej emigracji z Europy Południowej i Wschodniej (w tym ziem polskich) do Stanów Zjednoczonych.
Tak zwana nowa imigracja – w przeciwieństwie do „starej” z Europy Zachodniej i Północnej – jawiła się Amerykanom jako wielkie zagrożenie. I to zagrożenie nie tylko gospodarcze, ale także cywilizacyjne i polityczne. Prasa posługiwała się negatywnymi stereotypami równie chętnie, co dzisiejsze media.
Choćby łatka Polaka-anarchisty czy zdradzieckiego Chińczyka przez wiele lat kształtowała społeczne wyobrażenie o tych narodowościach. W powszechnym odczuciu stanowili oni „niepożądaną imigrację”, w przeciwieństwie np. do Niemców czy Skandynawów. Zresztą jak dowodzą tego niedawne słowa prezydenta Trumpa o tym, iż woli Norwegów niż „imigrantów z zadupia”, podział ten nadal obowiązuje.
Jeśli więc dyskusja prasowa z przełomu XIX i XX wieku w USA może nas czegoś nauczyć, to przede wszystkim tego, że media i elity wykorzystują nasz strach przed tym co obce i nieznane dla zapewnienia sobie kontroli nad nami. Taka jest główna teza mojej książki.

Pomysł na te książkę wziął się przede wszystkim z obecnej narracji, jaka dominuje w polskiej debacie publicznej, gdzie dominują emocje i lęk, czy to szersze zainteresowania naukowe?

Imigracja, media a mniejszości narodowe i etniczne – to zagadnienia, którymi zajmuję się od początku mojej kariery naukowej.
Prace nad książką rozpocząłem na początku 2015 r., a więc jeszcze przed wybuchem tzw. kryzysu uchodźczego.
Chciałem zbadać jakie mechanizmy decydowały o takim, a nie innym wizerunku imigracji i imigrantów w Stanach Zjednoczonych. Warto pamiętać, że przełom XIX i XX w. to nie tylko czas masowej emigracji do USA, ale także okres kształtowania się narodu amerykańskiego i początku amerykańskiego imperium. Kierując społeczne niepokoje na imigrantów, elita amerykańska mogła zatem swobodnie kontrolować sytuację nawet w trudnych czasach gospodarczych i społecznych kryzysów.
Podobnie jest dzisiaj, kiedy imigranci czy uchodźcy służą jako kozioł ofiarny, odpowiedzialny za wszystkie trapiące nas problemy.

Czy ktoś wówczas bronił tych, którzy jechali do USA za chlebem, w poszukiwaniu lepszego jutra? 

Imigranci, w tym przecież i Polacy, nie dość, że przeważnie wykonywali najniebezpieczniejsze zawody, pracując po kilkanaście godzin dziennie w wyniszczających warunkach, to w dodatku musieli zmagać się z wrogością ze strony amerykańskiego społeczeństwa.
Wystarczy przypomnieć, że zgodnie z teoriami rasistowskimi, które u progu XX w. powszechnie akceptowano i wdrażano w życie, Słowian uważano za „upośledzoną rasę” – tak intelektualnie, jak i fizycznie.
Członkostwo w „usankcjonowanych” związkach zawodowych było dla nowych imigrantów zamknięte. Jedyne oparcie imigranci znajdowali w swoich społecznościach, kościołach czy organizacjach społecznych. Na forum publicznym broniły ich czasopisma anarchistyczne i socjalistyczne oraz radykalne związki zawodowe, w tym przede wszystkim Robotnicy Przemysłowi Świata – słynne IWW. To zresztą nie przypadek, że wydawcą mojej książki została Oficyna Bractwa Trojka, związana ze środowiskiem poznańskich anarchistów.

Okladka1

Najnowsze

Sprawdź również

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...

Pochód to moje środowisko naturalne

Pochód to moje środowisko naturalne

Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem. Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież...

Mit o pomaganiu

Mit o pomaganiu

Wczoraj pisałem o Łatwogangu, 251 mln zł zebranych dla dzieci chorujących onkologicznie, dziurze w NFZ, politykach ogrzewających się przy obywatelskiej mobilizacji, bogatych firmach, influencerach i konieczności patrzenia fundacjom na ręce. Dzisiaj chciałbym zejść na...