Sprawa wygląda dramatycznie. Afrykańskie silosy zbożowe stoją puste, ONZ ostrzega przed możliwym masowym głodem na Czarnym Kontynencie, a rosyjska blokada morska na Morzu Czarnym trwa w najlepsze. Zachód mógłby pomóc Afryce, ale do tego potrzebne jest odblokowanie ukraińskich portów przez NATO.
W obliczu perspektywy bezprecedensowej klęski głodu w środę w Nowym Jorku na spotkaniu z udziałem sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa, szefa Światowego Programu Żywnościowego Davida Beasleya oraz sekretarza stanu USA Antony’ego Blinkena dyskutowano o pilnej potrzebie przywrócenia eksportu ukraińskiego zboża.
„Chodzi tu o najbiedniejszych z biednych, którzy są teraz na skraju śmierci głodowej” – oświadczył Beasley, który kieruje programem Narodów Zjednoczonych zapewniającym żywność dla około 125 milionów ludzi. Pięćdziesiąt procent przeznaczonych na ten cel zbóż pochodzi właśnie z Ukrainy. Wojna w Ukrainie spowodowała niespotykany do tej pory wzrost kosztów żywności w Afryce. Sytuacja jest dramatyczna – jak podaje Międzynarodowy Fundusz Walutowy, 85% podaży pszenicy w państwach subsaharyjskich pochodzi z importu. Rosja i Ukraina wspólnie odpowiadają za prawie jedną trzecią światowych dostaw pszenicy.
Dramat wziął się stąd, że już na początku wojny rosyjskie okręty zablokowały ukraińskie porty. Ilość zboża gromadzonego w ukraińskich portach jest tak ogromna, że zastąpienie statków do transportu zboża (tzw. masowców), pociągami czy ciężarówkami, jest zwyczajnie fizycznie niemożliwe.
Z rosyjskim zbożem wcale nie jest lepiej. 14 marca, zaraz po ogłoszeniu przez rosyjski rząd tymczasowego wstrzymania eksportu pszenicy, żyta, jęczmienia i kukurydzy za granicę, wiele krajów afrykańskich odnotowało wzrost cen. Wynika to z tego, że Rosjanie muszą ratować się przed wewnętrznymi niedoborami, które wynikły z zachodnich sankcji.
Wygląda na to, że Afryka, aby przetrwać będzie potrzebowała pomocy Zachodu. Ale jak? Nie możemy zmusić Rosji, czy Indii aby eksportowali swoje zboże, ale moglibyśmy pomóc udrożnić port w Odessie dla zagranicznych masowców. To byłaby dzisiaj najskuteczniejsza forma pomocy, bo pozwoliłaby ożywić konający ukraiński handel.
„Kluczowe znaczenie Ukrainy dla zaopatrzenia Afryki w żywność jest oczywiste. Z naszych szacunków wynika, że Ukraina jest niezastąpiona jako dostawca zboża. Nawet na dłuższą metę” – napisał Hendrik Mahlkow, ekspert ds. handlu w Instytucie Gospodarki Światowej w Kilonii.
Z punktu widzenia militarnego, odblokowanie portu w Odessie wydaje się coraz bardziej możliwe. Zatopienie przez Ukraińców flagowego krążownika „Moskwa”, pokazało, że flota czarnomorska nie panuje nad akwenem. Ostrzelanie Wyspy Węży tylko potwierdziło fakt, że Rosjanie nie kontrolują tego obszaru. Putin zrozumiał, że biorąc pod uwagę skuteczność ukraińskiej obrony rakietowej, zbliżenie się przez jakikolwiek rosyjski okręt na dystans 300 km od wybrzeża Ukrainy dzisiaj uchodzi za misję kamikaze.
Być może doszliśmy do przełomowego momentu. Ambasador Ukrainy w Wielkiej Brytanii Vadym Prystaiko powiedział, że kraje NATO muszą podjąć bardziej aktywną rolę w otwarciu Morza Czarnego dla statków towarowych. Ale trzeba też podkreślić, że przełamanie blokady wcale nie oznacza wojny. „Tzw. patrole neutralności, takie jak te, które widzieliśmy podczas II wojny światowej, pomogłyby w utrzymaniu otwartych szlaków handlowych” – tłumaczy Gustav Gressel, były austriacki urzędnik ds. obrony i ekspert wojskowy w Europejskiej Radzie Stosunków Zagranicznych.
We wczesnych latach II wojny światowej „patrole neutralności”, złożone z amerykańskich okrętów wojennych, konwojowały brytyjskie statki handlowe przez Atlantyk. „Myślę, że patrole neutralności na Morzu Czarnym byłyby dobrą rzeczą” – powiedział Gressel. „Również w celu ochrony szlaków handlowych Rumunii i Bułgarii”.













