Pracujące księżniczki

26 lut 2023

Przeczytałem na gazeta.pl kuriozalny wywiad z Weroniką Rosati i nie mogę uwierzyć, że nigdzie nad, obok czy pod tą rozmową nie znalazłem adnotacji „materiał sponsorowany”.

 Poziom lizodupstwa, wazeliniarstwa i stronniczości zaprezentowany przez dziennikarkę prowadzącą ten wywiad sprawia wrażenie, że zrobiła go albo podpłacona asystentka aktorki, albo jej narwana fanka. A poziom oderwania od rzeczywistości, jaki wykazała sama Rosati wręcz modelowo pokazuje co jest nie tak z liberalnym feminizmem naszych celebrytek.

W rozmowie, która generalnie jest gruntownym przeglądem licznych sukcesów artystycznych Rosati, których obserwatorzy albo nie widzą, albo ukazują z perspektywy roli szyderców (pomińmy to), pojawia się kilka momentów, gdy aktorka musi skonfrontować się z zagadnieniem źródeł tychże sukcesów. Co więc potrzeba do tego, żeby przebić się do Hollywood? Bogatych rodziców? Ich znajomości w świecie elit? Rozpoznawalnego nazwiska, które otwiera wiele drzwi? Poczucia komfortu, że jeśli Twoja zabawa w aktoreczkę skończy się źle, zawsze spadniesz na poduszkę bezpieczeństwa?

Zdaniem Rosati – nic z tych rzeczy. Jej kariera jest dowodem na to, że istnieje „magia”, że udać może się nawet zwykłej „dziewczynie z Polski”, że na swoje amerykańskie studia zarobiła jako dziecko własną pracą (grając w serialach i reklamach – ani słowa o tym, jak dostała te angaże), że rodzice tak bardzo jej znowu nie wspierali, ale na szczęście przekonała ich rozmowa z Panią Machulską (a wasi starzy, z jakimi gwiazdami rozmawiali o Waszej przyszłości?)… I jeszcze się dziwi, że ludzie jej nie lubią i nie cenią, że nie reagują uśmiechem, gdy od dwudziestu lat spełnia w Los Angeles swoją fantazję o byciu inkarnacją Elizabeth Taylor.

Najgorsze u tych wszystkich cór i synalków elit bawiących się w życiu dzięki rodzicom jest to, że nie potrafią tego przyznać i machnąć na to ręką, tylko muszą nas zalewać tymi opowiastkami o ciężkiej pracy od dziecka, o samodzielnej drodze na szczyt, o tym, że chcieć to móc i warto wierzyć w „magię”. Liberalny feminizm, którego twarzą została  prowadzająca się za rączkę z Harveyem Weinsteinem Rosati, dodaje do tej narracji kolejny poziom: jestem chodzącym dowodem na to, że mimo dyskryminacji i seksizmu, zdeterminowana self-made woman i single mother („bez niani!” – dodaje aktorka) też może dostać się, gdzie tylko chce. To już naprawdę nieznośne krygowanie się niemal na „kobietę pracującą”, z której przedstawicielki klasy robotniczej powinny brać przykład: „nie myśl o tym, co będziesz robić w swoim miasteczku po szkole średniej, ani za co wykarmisz dziecko – bądź jak Elizabeth Taylor”.

Miałbym o wiele więcej sympatii do dzieci elit, które swój przywilej manifestowałyby bezwstydnie zamiast chować wstyd wynikający z reprodukcji przywileju pod wielopiętrowymi konstrukcjami o w pełni własnych i całkowicie zasłużonych osiągnięciach.

Wolałbym Weronikę Rosati mówiącą: „dzięki starym mogłabym mieć świetną pracę w korporacji, robić karierę w polityce, albo po prostu znaleźć bogatego męża, leżeć i pachnieć – jak wiele dziewczyn z tych sfer – ale we mnie była irracjonalna, dziecinna obsesja, by udawać Elizabeth Taylor, mieszkać w Hollywood, jadać przy jej stole, dotykać ludzi, którzy z nią pracowali. Musiałam walczyć o to dziwactwo ze światem moich bogatych rodziców, dla których było ono odjechane i niedojrzałe. Ale wyszło na moje i nie będę za to nikogo przepraszać”. Czy ostatecznie nie tęsknimy raczej za tego typu queerowymi opowieściami o uporczywym trwaniu przy swoim pragnieniu niż za fałszywymi autobiografiami ciężko pracujących księżniczek?

Najnowsze

Sprawdź również

Mit o pomaganiu

Mit o pomaganiu

Wczoraj pisałem o Łatwogangu, 251 mln zł zebranych dla dzieci chorujących onkologicznie, dziurze w NFZ, politykach ogrzewających się przy obywatelskiej mobilizacji, bogatych firmach, influencerach i konieczności patrzenia fundacjom na ręce. Dzisiaj chciałbym zejść na...

Bóg zstąpi z internetu

Bóg zstąpi z internetu

O tym, jak ciężko było Jezusowi, każdy posiadacz dostęp do internetu już wie. Nie wszyscy jeszcze mają świadomość, że w internetowej rzeczywistości aż roi się od kandydatów na nowego Chrystusa. W dawnej erze, tej przed internetowej, mówiło się, że każdy żołnierz nosi...

251 milionów i państwo dalej łatane zrzutką

251 milionów i państwo dalej łatane zrzutką

Łatwogang zrobił rzecz wielką. Ponad 251 mln zł dla dzieci chorujących onkologicznie to realne pieniądze, realna pomoc i wysiłek tysięcy ludzi, którzy przez kilka dni wpłacali, udostępniali, licytowali i siedzieli przy streamie. Akcja trwała dziewięć dni, pobiła...

Prezes to ma klawe życie

Prezes to ma klawe życie

Najlepiej zarabiającym prezesem w historii III RP był Janusz Filipiak, prezes i współwłaściciel Comarchu, który w 2016 roku wypłacił sobie 11,6 miliona złotych, wyprzedzając Luigiego Lovagliego, najlepiej opłacanego Włocha w historii Polski, wtedy prezesa zarządu...