Thriller w Łodzi zatopiony

16 paź 2022

Andrzej Bart jest bardzo dobrym, sprawnym pisarzem. Jego ciekawy debiut „Rien ne va plus” (1991) przyniósł mu nagrodę Kościelskich. Potem przyszły m.in. „Don Juan raz jeszcze”, „Piąty jeździec Apokalipsy”, „Rewers”, „Fabryka muchołapek”, „Bezdech”, „Dybuk mniemany”. Charakteryzuje je zróżnicowanie problematyki, jako że Bart nie jest pisarzem jednego tematu, jednej obsesji.

Na ostatniej stronie okładki jego najnowszej powieści, „Śmierć głośna, jest cicha”, edytor tak oto, w telegraficznym skrócie zajawia zawartość powieści: „Za kilka miesięcy ulicą Piotrkowską przejedzie Adolf Hitler. Tymczasem inny niedoszły artysta morduje młode kobiety. Dla lepszego efektu w starannie wybranych miejscach podrzuca elegancko opakowane części ciała. W mieście działa już także niemiecka V kolumna. To ostatnie chwile Łodzi, w której, jak mawiał Izrael Joszua Singer, przeglądał się cały świat. Bilet do nieistniejącego już miasta, które zanim stało się stolicą filmu, było już kinem w czystej postaci”.

Biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z thrillerem, co zaznaczone jest na pierwszej stronie okładki, wyjawienie a priori jego rdzenia jego kryminalnej konstrukcji nie wszystkim czytelnikom, tym lubiącym zaskoczenia i zagadki, się spodoba. Bo jak thriller to thriller, jak zagadka kryminalna to zagadka kryminalna. Chyba że chodzi jednak o coś innego i o to Barta podejrzewam.

Jako się rzekło, Bart to bardzo sprawny, profesjonalny pisarz. Dar obrazowania, niezłe dialogi (choć nie tak dobre jak u Raymonda Chandlera), ciekawie zarysowane sylwetki, szczypta finezyjnej ironii. Jednak w tej obszernej, może nazbyt obszernej (pięćset stron) powieści obraz Łodzi 1939 roku przykrywa warstwę gatunkową thrillera, który ledwie spod niej wyziera. Zalew dialogów, inteligentnych, odwraca uwagę i neutralizuje ewentualne „dreszczyki”.

Więcej tu społecznego i środowiskowego kolorytu niż kryminalnej esencji. Niestety, z punktu widzenia czytelniczych odczuć, psychopatyczny i ekscentryczny skrytobójca ani się umywa do doktora Hannibala Lectera. 

Jakub Wencel

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...