Mistyk polskiego patriotyzmu

19 lip 2022

„Książka ta jest opowieścią o polskich artystach drugiej połowy XIX wieku, którym wypadło żyć i tworzyć w austriackim kraju koronnym zwanym Królestwem Galicji i Lodomerii (…). Utalentowani chłopcy z podupadłych dworków szlacheckich wyruszali do Lwowa, Krakowa, Wiednia, Monachium, Drezna, Paryża, by kształcić się i zdobywać artystyczne laury. Tylko nielicznym się poszczęściło…” – czytamy w nocie wydawniczej.

Jednym z głównych bohaterów „Portretu w półcieniach” jest Artur Grottger, twórca sławnych cykli rysunkowych: „Polonii”, „Warszawy”, „Lituanii” i innych. Choć był wielkim artystą, który wszedł w przestrzeń twórców polskiej, mistycznej mitologii patriotycznej, to i jego w gruncie rzeczy ominęło szczęście. Austriakom był obojętny, egoistyczna i pusta arystokratyczna emigracja polska w Wiedniu okazała się niewiele lepsza, a ponadto los dał mu katastrofalnie chorą, słabą kompleksję cielesną i pozwolił mu przeżyć zaledwie trzydzieści lat. „Sprowadzenie szczątków Grottgera z odległego francuskiego kurortu do kraju i złożenie ich na Cmentarzu Łyczakowskim 4 lipca 1867 roku, to początek opowieści o twórcy „Polonii” oraz o tych wszystkich, którzy go kochali, czcili i pamiętali: o Wandzie Monné-Młodnickiej i Karolu Młodnickim, o Janie Matejce, Andrzeju Grabowskim, Parysie Filippim, Danielu Pentherze, Kornelu Ujejskim, Adamie Chmielowskim i wielu, wielu innych” – tak kończy notę wydawnictwo.

Opowieść Marii Jentys-Borelowskiej wyrasta z atmosfery sentymentalnego patriotyzmu i dominuje w niej sfera uczuć, emocji, tęsknot narodowych, a także atmosfera popowstaniowej (1867) żałoby i depresji. Na taką narodową depresję umiera Karol Młodnicki, mąż Wandy, narzeczonej Grottgera, która z kolei żyje w cieniu pamięci po zmarłym narzeczonym. Atmosfera opowieści owiana jest melancholią, klimatem duchowy charakterystycznym dla pewnych środowisk elity szlacheckiej, kilka potretów znanych postaci, ale elementów analizy sytuacji społecznej, politycznej, ani też głębszej filozoficznej, psychologiczno-antropologicznej introspekcji tu nie znajdziemy. Dla złaknionych emocji sentymentalnego patriotyzmu i łezki uronionej w trakcie namysłu nad dawną Polską, lektura w sam raz.

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...