Wieszanie, czyli duch i materia historii

8 cze 2023

Biskup Józef Kossakowski, hierarcha powieszony podczas słynnych majowych pierwszych wieszań w Warszawie za Insurekcji Kościuszkowskiej, był nie tylko księciem Kościoła, ale też właścicielem składu przedmiotów żelaznych oraz brudnej, a nawet podobno „zapaskudzonej” bielizny. Mógł się o tym przekonać lud (hołota, pospólstwo, tłuszcza, motłoch), tłumnie asystujący przy wieszaniu biskupa 9 maja 1794 roku pod kościołem świętej Anny. Podobno biskup był skąpy i szkoda mu było często opłacać praczkę. 

Takich to – i setek innych – smakowitych szczegółów, w tym o treściach ówczesnych ogłoszeń prasowych, sposobie użycia szuwaksu, rodzajach atramentu czy truciznach na szczury dostępnych w ówczesnej Warszawie, można dowiedzieć się ze wznowionego ostatnio (tym razem przez wydawnictwo Evviva l’Arte) „Wieszania” Jarosława Marka Rymkiewicza, rzeczy pysznej literacko i po prostu rozkosznej w lekturze. Jeszcze nikt chyba nie napisał o wieszaniu na szubienicy tak lekko, finezyjnie, z wdziękiem, atrakcyjnie. („Dzień był więc słoneczny, a promienie słońca, które przesuwały się nad Warszawą 9 maja, w porze wieszania oświetlały Rynek od południa”). 

Notabene, Rymkiewicz oparł się w dużym stopniu na ówczesnej prasie, co poświadcza, że nie ma to jak gazety jako źródło wiedzy o przeszłości. Jednak brudne gazie biskupa to tylko jeden z – by tak rzec – barwnych ozdobników tego historycznego eseju. Pierwsza podstawowa teza, do której chce nas przekonać autor, jest taka, że słodko i zaszczytnie jest wieszać dla ojczyzny. I ludzko – bo przecież zwierzę zwierzęcia nie powiesi. 

Druga teza brzmi – gdyby wiosną i wczesnym latem 1794 (28 czerwca) roku lud Warszawy powiesił króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, króla Stasia, Polska stałaby się dojrzałym narodem, zdałaby coś w rodzaju historycznej matury, a losy narodu potoczyłyby się inaczej. Króla, jak wiadomo, nie powieszono, ale za to pobożny lud polski, umiejący odróżniać Boga od jego urzędników, powiesił dwóch biskupów, jednego w maju, a drugiego, Massalskiego, w czerwcu. Chciał też powiesić trzeciego, Skarszewskiego, ale ten, według jednej wersji, wykpił się podobno łapówką, według drugiej – dzięki łaskawości i łagodności Tadeusza Kościuszki. 

Niewiele brakowało, a powieszono by prymasa Michała Poniatowskiego, ale ten, wcześniej, sam się otruł. Rzecz jednak i w tym, że owe majowe i czerwcowe wieszania zdrajców i arystokratów targowiczan były dziełem głównie protoplastów radykalnej lewicy polskiej, jakobinów polskich, których ideowym przywódcą był „Robespijer polski”, ksiądz podkanclerzy Hugo Kołłątaj. Jeśli zważyć, że przy wieszaniu maczał palce także radykalny ksiądz-jakobin Józef Mejer (jeden z upamiętnionych na tablicy widniejącej na fasadzie arkad pałacu Komisji Rządowej przy placu Bankowym), to oznacza, że nim lewica przyjęła kolor czerwony, miała czarne barwy sutanny (!). 

Pamięć tamtych wieszań weszła do polskiej tradycji historycznej, o czym świadczy słynny rysunek wykonany z natury przez Piotra Norblina, który zdobił i chyba zdobi niektóre podręczniki szkolne do nauki historii. Warto przy okazji wspomnieć, że dy ukazało się pierwsze (Sic!2006) wydanie „Wieszania”, zostało przez publicystów wpisane w ówczesną debatę o „dezubekizacji” i lustracji. Dziś można by je wpisać w spór o postawę JP II i innych hierarchów i księży.

Jako się rzekło, brawurowy, mistrzowski esej historyczny JMR, w którym wolterowska niemal ironia, erudycja i reporterska naoczność opisu, ścigają się o lepsze z barwnością i plastycznością fascynująco wizualizowanej historii, gdzie – jak w znanym tricku filmowym – współczesna fotografia miejsca przeobraża się na naszych oczach w obraz olejny z XVIII wieku lub w XIX-wieczny dagerotyp. 

Dobrze, że wznowiono to kapitalne dzieło, bo dzięki temu przeczytałem je po raz trzeci, z niesłabnącą satysfakcją.

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...