Wróżenie z fusów Ameryki

22 sty 2023

Bardzo dobrze pamiętam lato 1974 roku. Jako siedemnastolatek jeszcze w ogóle nie interesowałem się wtedy ani kwestiami społecznymi, ani polityką, tym bardziej zagraniczną, ale upadek Richarda Nixona był wydarzeniem tak spektakularnym, które tak wstrząsnęło Stanami Zjednoczonymi i światową opinią publiczną, że dotarło nawet do mnie, do leśnej, wakacyjnej głuszy we wschodniej Polsce, gdzieś w okolicy Biłgoraja, za pośrednictwem małego turystycznego radyjka. .

W tym samym roku urodził się Portugalczyk Bruno Maçães, autor „Początku historii. Narodzin Nowej Ameryki”. Te fakty ułatwiają mi ustawienie zagadnień będących tematem eseju Portugalczyka na osi czasu. Politologiczny, ale też antropologiczny i historiozoficzny esej Maçãesa zdobi fotograficzna okładka, na której wyposażeni w specjalną aparaturę pracownicy w kombinezonach czyszczą sławny, monumentalny posąg Abrahama Lincolna z hallu mauzoleum u stóp Kapitolu w Waszyngtonie. 

Jest ta okładka bardzo trafną metaforą sytuacji, w której znalazły się w ostatnich latach Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Tak też postrzega obecny moment historii USA Maçães. 

Swoje studium rozpoczyna od przywołania składającego się z pięciu malowideł cyklu angielskiego malarza Thomasa Cole „Dzieje Imperium” (1836). Figuralnie chodzi o Imperium Romanum, ale w wymowie ideowej o USA czasów prezydenta Andrew Jacksona. To obraz Imperium od Świtu przez Apogeum po Upadek. Maçães zdaje się sugerować, że USA przeżywa obecnie okres poprzedzający Upadek i że rozstrzygają się obecnie losy tego kraju. Przy czym różnica między losem starożytnego Rzymu i współczesnych USA jest ten, że tam chodziło tylko o los Imperium, Państwa, Władzy, a w przypadku USA także o Demokrację, bo o kraj który był Prekursorem Demokracji. 

Maçães przywołując na wstępie autorów, którzy podjęli ten sam co on temat, cytuje n.p. Jeeta Heera, który „zastanawia się, czy kiedy gwiazdka porno pozywa prezydenta Donalda Trumpa, a Biały Dom zostaje wypłukany z wszystkich oprócz jego rodziny, Ameryka wchodzi w okres dekadencji mogący swą grozą równać się z upadkiem Cesarstwa Rzymskiego”. Jednak nie mniej szokująco, zwłaszcza dla tych, którzy uważają USA za championa postępu technologicznego i cywilizacyjnego, brzmi passus o „rozpadzie przestarzałej infrastruktury, która w pół wieku pokonała drogę od wzbudzania podziwu gości zza granicy po niepokój, czy wylądowali we właściwym kraju. 

Weźmy przypadek miasta Nowy Jork: choć może to brzmieć nieprawdopodobnie, nie wybudowano w żadnym z pięciu jego głównych okręgów żadnego elementu publicznej infrastruktury od czasu, kiedy oddano Most Verrazzano, łączący Brooklyn ze Staten Island. Gdy na scenie pojawił się Trump, twierdząc, że Ameryka nie jest już wielka i trzeba ponownie uczynić ją wielką, ludzie wiedzieli o czym mówi”. 

Mądry i fascynujący esej Maçãesa prowadzi czytelnika przez szlaki i meandry Ameryki dawnej i dzisiejszej, bo ono są splecione więzami tym ściślejszymi, że biorąc pod uwagę zaledwie 250 lat historii tego kraju, odległość czasowa amerykańskiej przeszłości od amerykańskiej teraźniejszości jest znacznie krótsza niż w Europie. Esej jest atrakcyjny w lekturze, wyzbyty akademickiej ciężkości, a Maçães chętnie posługuje się błyskotliwymi bon-motami w rodzaju: „Sto lat po Manifeście Komunistycznym, widmem, które krąży po Europie – jest Gary Cooper”. 

Jednak choć podtytuł eseju brzmi: „Narodziny Nowej Ameryki”, na dobrą sprawę brak nim wizji prognostycznej jak ta Nowa Ameryka miałaby wyglądać. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu autorzy podobnych syntetycznych studiów i esejów znacznie śmielej formułowali prognozy. Po historycznym, legendarnym kiksie Francisa Fukuyamy z „końcem historii: stali się przesadnie nawet ostrożni i Maçães nie wyłamuje się z tej tendencji. 

Spotkanie z jego esejem jest więc spotkaniem z diagnozą jaka jest Ameryka „today”. Jaka jednak będzie „tomorrow”, tego Maçães nie wyjaśnia, więc musimy albo poczekań na jego kolejną analizę albo zdać się na obserwacje biegu zdarzeń.

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...