Ten okropny Michel Houellebecq

22 lis 2022

„Houellebecq” Denisa Demonpiona, wydany właśnie po polsku przez Wydawnictwo Agora, to raczej ostry pamflet na pisarza, jego nieżyczliwa psychoanaliza, aniżeli biografia. Czytając jej wznowienie, znacznie poszerzone w stosunku do poprzedniej wersji z 2005 roku, a więc sprzed siedemnastu lat, trudno oprzeć się wrażeniu, że chęć „dołożenia” nielubianemu Houellebecqowi jest dla Demonpiona celem ważniejszym niż odniesienie się do kształtu i sensu jego pisarstwa.

A przecież w końcu cechy psychologiczne, charakter, temperament, czy poziom moralny twórców mają w stosunku do ich twórczości znaczenie drugorzędne.  Wielki malarz renesansowej Italii, Caravaggio był przestępcą-zabijaką, François Villon był szemranym włóczęgą, Jean Jacques Rousseau oddał do przytułku wszystkie swoje dzieci, ale czy ich biografie, podobnie jak krańcowy neurotyzm Franza Kafki, psychopatyczna zarozumiałość i egotyzm Tomasza Manna, Witkacego czy Witolda Gombrowicza albo erotomania Stefana Żeromskiego pomniejszają rangę ich twórczości? Przykłady można by długo mnożyć, ale jakie to ma znaczenie? Gdybyśmy w ocenie twórców kierowali się ich cechami charakteru czy poziomem etycznym, mielibyśmy problem z sięgnięciem po znaczącą część, być może nawet przeważającą część kulturalnego dorobku ludzkości. Moralistyczno- personalne podejście do twórców ślepa uliczka.

Niechęć Demonpiona do twórcy „Platformy” i „Cząstek elementarnych” posadowiona jest na jego złych relacjach z matką, na jego niechęci do niej (choć oczywiście do tego nie ograniczona), tak jakby nikt nie miał prawa mieć krytycznego stosunku do matki i łamać tym samym powszechnie przyjętych konwencji emocjonalnych. Demonpion nigdy nie spotkał się z pisarzem osobiście (w tym sensie, że nie rozmawiał z nim) z powodu  zresztą odmowy ze strony Houellebecqa. Mimo to ma do niego bardzo osobisty, emocjonalny, negatywnie nacechowany stosunek: „spotkałem Houellebecqa kilka razy, na ulicy Racine w Paryżu i w restauracji-klubie nocnym na Polach Elizejskich – posępna sylwetka zgarbiona pod ciężarem bolesnej egzystencji, obojętny blask niebieskich oczu” (…) „z nieodłącznym papierosem tkwiącym między środkowym a serdecznym palcem” (w innym miejscu Demonpion ten sposób trzymania papierosa określa jako „manieryczny”). I dodaje: „Za okularami czujne oczy entomologa – obserwuje, analizuje, notuje. (…) Mówi o seksualnej nędzy, upadku wartości, znikaniu punktów orientacyjnych, francuskiej chorobie, upadku Zachodu, bankructwie ludzkości. O cierpieniu. Przemoc jest wszechobecna, śmierć czyha, nieunikniona, miłość, dziś już niemożliwa, pustoszy międzyludzkie stosunki” – i po prawdzie, ten, pomieszczony we wstępie określonym jako „ostrzeżenie” passus odnoszący się do klimatu i treści prozy Houellebecqa jest w tej „biografii” jednym z relatywnie nielicznych odniesień do tego co najważniejsze – do jego pisarstwa.

Jako czytelnik nie odrzucam z góry trafności wszystkich ocen, jakie w stosunku do pisarza sformułował jego biograf. Jednak ta zdalnie przeprowadzona, uporczywie nieżyczliwa psychoanaliza budzi wątpliwości. Demonpion stwarza wrażenie, jakby oczekiwał, że Houellebecq, ten „prorok duchowej zagłady Europy”, będzie jako osobowość harmonijny i zadowolony z siebie,  na podobieństwo większości galanteryjno-konfencyjnych, zadowolonych z siebie francuskich pisarzy, skoncentrowanych na jałowych refleksjach i zabawach literacką formą, lub gładko i sprawnie banalnych jak najnowsza noblistka Annie Ernaux. Nawiasem mówiąc, fakt że to nie gorzki jak piołun twórca „Mapy i terytorium”, lecz właśnie Ernaux otrzymała literacką Nagrodę Nobla też coś mówi o stanie duchowo-intelektualnym współczesnych europejskich elit, które nie lubią spoglądać w szczere do bólu zwierciadło ustawione przez Houellebecqa. Gustują za to w uszlachetnionych literacko konfekcyjnych opowieściach pisanych w stylistyce glamourowych pism. Mimo tego wszystkiego, antyhouellebecqowską kanonadę Demonpiona czyta się z zainteresowaniem, bo jest dobrze napisana. No właśnie, zobaczcie, bezstronnie chwalę Demonpiona jako autora, choć jego bezinteresownej nienawiści do Houellebecqa zaakceptować nie zamierzam. 

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...