Im nas mniej, tym lepiej

15 lis 2022

Powszechnie wyśmiewana wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o kobietach, które dają w szyję zamiast rodzić, zwróciła uwagę szewca Fabisiaka na kwestię demografii. 

Coraz częściej słyszy się utyskiwania nad czekającą nas zapaścią demograficzną objawiającą się w spadku liczby nowych urodzeń. Do przyrostu liczby nowo narodzonych nie przyczynił się też sztandarowy projekt PiS znany jako 500+, a takie były jego pierwotne założenia a dopiero w drugiej kolejności pomoc socjalna dla rodziców. Gdyby było inaczej, to pięćsetzłotowe świadczenia wypłacane byłyby tylko ludziom poniżej pewnego progu dochodowego, jak to ma miejsce w przypadku czternastej emerytury. A tak, to do posiadania większej ilości dzieci mieli zostać zachęceni również bogaci biznesmeni oraz sowicie opłacani prezesi banków czy funkcjonariusze rozlicznych spółek skarbu państwa, dla których ta dodatkowa pięćsetka stanowi ułamek procenta ich comiesięcznych apanaży. I tu szewc Fabisiak widzi szansę dla lewicy. Jeżeli chce ona osiągnąć dobry wynik w wyborach parlamentarnych, to powinna lansować jakieś nośne społecznie hasło. Takim znakiem rozpoznawczym mogłoby być 600 czy nawet 700+, jednak wypłacane tylko osobom poniżej określonego poziomu dochodów, a nie wyżej wspomnianym krezusom.  

Jednak odnośnie żalów na temat malejącej liczby rodzących się dzieci a tym samym zmniejszenia się całej populacji RP szewc Fabisiak ma zdanie odmienne. I to nie dlatego, że lubi mieć własny pogląd niekiedy wbrew obiegowym opiniom, lecz przede wszystkim w oparciu o fakty i łatwo przewidywalne prognozy. Po pierwsze, już teraz zaczyna brakować nauczycieli i lekarzy pediatrów, a niedługo zabraknie też odpowiedniej liczby wychowawczyń w przedszkolach.

To jedna strona tego medalu. Z drugiej zaś strony na sytuację demograficzną należy patrzeć nie z pozycji realiów dnia dzisiejszego ale w perspektywie co najmniej 20 lat, gdy dzisiejsze oseski wejdą w wiek produkcyjny. Szewc Fabisiak zwraca uwagę na to, że wraz z postępem naukowo-technicznym znacznie zmniejszy się zapotrzebowanie na ludzką pracę, która w coraz większym stopniu będzie zastępowana przez pracę zautomatyzowaną, skomputeryzowaną itd. Oznacza to, że im więcej dzieci będzie się rodzić teraz, tym więcej będzie bezrobotnych w przyszłości. W użalaniu się nad czekającym nas wyludnieniem szewc Fabisiak dostrzega też obawę przed zmasowanym napływem imigrantów, którzy będą wykonywać pracę zamiast Polaków, których będzie coraz mniej, przez co Polską będą rządzić muzułmanie, Afrykanie i Chińczycy. Argumentacja jednak nijak się ma do wizji nowego typu pracy. I nie tylko. W krajach Europy Zachodniej już teraz pracuje liczna rzesza imigrantów i to nie oni tam rządzą, lecz krajowi politycy i partie polityczne, zaś indyjski premier Wielkiej Brytanii to tylko wyjątek potwierdzający regułę. Nie można też wykluczyć tego, że w przyszłości jeśli nie ustaną, to przynajmniej znacznie zmaleją przyczyny dzisiejszej masowej migracji będącej następstwem konfliktów zbrojnych. Można też mieć nadzieję, że kraje tzw. Trzeciego Świata w końcu przełamią impas rozwojowy i wyzwolą się z biedy będącej przyczyną obecnej emigracji zarobkowej. Być może spowoduje to odwrócenie się trendu i mieszkańcy zimnej Europy zaczną przemieszczać się do państw o cieplejszym klimacie. Nie są to bynajmniej rozważania z gatunku science fiction.  Szewc Fabisiak przypomina, że przed zaledwie kilku laty w okresie recesji wielu Portugalczyków emigrowało za pracą do swojej byłej kolonii – Angoli.

Za mniejszą liczbą obywateli przemawiają też i inne argumenty. Nie wszyscy są w stanie dostrzec, że żyjemy w XXI, a nie w XIX wieku i obecnie o sile państwa w mniejszym stopniu niż liczba ludności decyduje potencjał ekonomiczny. Dla ilustracji szewc Fabisiak podaje dwa przykłady. W liczącym zaledwie nieco ponad 600 tys. mieszkańców Luksemburgu, według danych Banku Światowego PKB na głowę ludności w ubiegłym roku wynosił 112 557,31 dolarów, podczas gdy w zamieszkałym przez ponad 168 milionów obywateli Bangladeszu – 6 019,52 USD. Podobnych porównań można by znaleźć znacznie więcej. Symptomatyczny w tym kontekście jest przykład Chin. Ten najbardziej zaludniony kraj świata potrzebował nie mało lat aby przy bardzo wysokim tempie wzrostu gospodarczego doprowadzić do likwidacji ubóstwa. Tak więc nie bójmy się, że będzie nas coraz mniej – z dużą dozą optymizmu zaważa szewc Fabisiak.

Bolesław K. Jaszczuk

Najnowsze

Sprawdź również

Mit o pomaganiu

Mit o pomaganiu

Wczoraj pisałem o Łatwogangu, 251 mln zł zebranych dla dzieci chorujących onkologicznie, dziurze w NFZ, politykach ogrzewających się przy obywatelskiej mobilizacji, bogatych firmach, influencerach i konieczności patrzenia fundacjom na ręce. Dzisiaj chciałbym zejść na...

Bóg zstąpi z internetu

Bóg zstąpi z internetu

O tym, jak ciężko było Jezusowi, każdy posiadacz dostęp do internetu już wie. Nie wszyscy jeszcze mają świadomość, że w internetowej rzeczywistości aż roi się od kandydatów na nowego Chrystusa. W dawnej erze, tej przed internetowej, mówiło się, że każdy żołnierz nosi...

251 milionów i państwo dalej łatane zrzutką

251 milionów i państwo dalej łatane zrzutką

Łatwogang zrobił rzecz wielką. Ponad 251 mln zł dla dzieci chorujących onkologicznie to realne pieniądze, realna pomoc i wysiłek tysięcy ludzi, którzy przez kilka dni wpłacali, udostępniali, licytowali i siedzieli przy streamie. Akcja trwała dziewięć dni, pobiła...

Prezes to ma klawe życie

Prezes to ma klawe życie

Najlepiej zarabiającym prezesem w historii III RP był Janusz Filipiak, prezes i współwłaściciel Comarchu, który w 2016 roku wypłacił sobie 11,6 miliona złotych, wyprzedzając Luigiego Lovagliego, najlepiej opłacanego Włocha w historii Polski, wtedy prezesa zarządu...