Reparacje się należą. Oto dlaczego

15 wrz 2022

Polsce oczywiście należą się reparacje wojenne od Niemiec, ale trzeba zrozumieć dlaczego. Spieszę wyjaśnić.

W uchwale Rady Ministrów PRL stoi jak byk: Polska zrzeka się ich dla konkretnego celu, jakim jest budowa antyimperialistycznego, pokojowego, internacjonalistycznego i socjalistycznego państwa, którym ma być Niemiecka Republika Demokratyczna. Po tak zwanym „zjednoczeniu Niemiec” z 1990 roku, które z punktu widzenia prawa międzynarodowego było aneksją NRD do RFN, a z punktu widzenia politycznego wielkim krokiem na rzecz odbudowy Niemiec ekspansywnych, merkantylnych, mocarstwowych i kapitalistycznych, kwestia reparacji powinna powrócić. I tyle.

Tymczasem opozycja skupia się na tym, że reparacji się zrzekliśmy, ale ignoruje dla jakiego celu. A rząd utrzymuje, że wcale się nie zrzekliśmy, bo nie byliśmy wtedy suwerenni i zrobiliśmy to pod przymusem ZSRR. Lewica zaś – jak zwykle – nie ma swojego głosu, bo uwewnętrzniła prymitywny antykomunizm.

Powiedzmy to głośno: nie ma powodu, dla którego Polacy nie mogliby – tak 70 lat temu jak i dziś – wznieść się ponad swój ciasny partykularyzm, zaściankowy nacjonalizm i fetyszyzowany suwerenizm i przyjąć pozycję internacjonalistyczną i uniwersalistyczną, także pod czyimś przewodnictwem. Całkowita, niepodzielna i wyłączna suwerenność jest taką samą abstrakcyjną mitologią jak całkowita, niepodzielna i przyrodna wolność jednostki u liberałów. Ta fikcja bywa użyteczna do podnoszenia pewnych ludowo-demokratycznych roszczeń w narodowej formie, zwłaszcza u ludów uciśnionych i słabszych. Ale bywa też przekleństwem, gdy idzie o przekraczanie horyzontu państwa narodowego. Bycie suwerennym w swej najwyższej manifestacji polega na zrzekaniu się części czy całości suwerenności, na przekraczaniu jej, na uwalnianiu się od jej obsesji. Nie istnieje rzeczywistość bez zależności i relacji władzy. Istotny jest ich cel i to, czy jest on realizowany. Zakładanie, że Polacy ze swej istoty nie mogą czy nie chcą przyjąć uniwersalistycznej pozycji jest przejawem zaciekłego antypolonizmu.

Budowa państwa niemieckiego wedle założeń NRD i kształtowanie internacjonalizmu socjalistycznego były ideami słusznymi, tak z punktu widzenia klasowego, polskiego, jak i ogólnoludzkiego. Pomijam tu to, jak te idee realizowano i jak je instrumentalizowano. Dzisiaj lewica powinna instrumentalizować je po swojemu i w obliczu odrodzenia Niemiec-hegemona dążyć do ich osłabienia moralnego. Nawet nie tyle po to, by wyrównać dawne krzywdy, bo z punktu widzenia księgowego dla mnie zasadne jest stwierdzenie, że na przesunięciu granic na Zachód Polska skorzystała materialnie – kosztem Niemiec – niepomiernie więcej niż straciła podczas okupacji nazistowskiej.

Ale krzywdy moralne nie monetyzują się w postaci finansowej. Krzywdy moralne są niespłacalne, bezcenne i powinniśmy je podnosić przeciwko Niemcom nie ze względu na przeszłość, lecz przyszłość – właśnie po to, by ich dług i ich wina wobec Polski i wobec Europy pozostały niemożliwe do zadośćuczynienia już na zawsze. Dzień, w którym Niemcy ogłoszą, że swe winy spłacili, będzie dniem naszej porażki.

Najnowsze

Sprawdź również

Mit o pomaganiu

Mit o pomaganiu

Wczoraj pisałem o Łatwogangu, 251 mln zł zebranych dla dzieci chorujących onkologicznie, dziurze w NFZ, politykach ogrzewających się przy obywatelskiej mobilizacji, bogatych firmach, influencerach i konieczności patrzenia fundacjom na ręce. Dzisiaj chciałbym zejść na...

Bóg zstąpi z internetu

Bóg zstąpi z internetu

O tym, jak ciężko było Jezusowi, każdy posiadacz dostęp do internetu już wie. Nie wszyscy jeszcze mają świadomość, że w internetowej rzeczywistości aż roi się od kandydatów na nowego Chrystusa. W dawnej erze, tej przed internetowej, mówiło się, że każdy żołnierz nosi...

251 milionów i państwo dalej łatane zrzutką

251 milionów i państwo dalej łatane zrzutką

Łatwogang zrobił rzecz wielką. Ponad 251 mln zł dla dzieci chorujących onkologicznie to realne pieniądze, realna pomoc i wysiłek tysięcy ludzi, którzy przez kilka dni wpłacali, udostępniali, licytowali i siedzieli przy streamie. Akcja trwała dziewięć dni, pobiła...

Prezes to ma klawe życie

Prezes to ma klawe życie

Najlepiej zarabiającym prezesem w historii III RP był Janusz Filipiak, prezes i współwłaściciel Comarchu, który w 2016 roku wypłacił sobie 11,6 miliona złotych, wyprzedzając Luigiego Lovagliego, najlepiej opłacanego Włocha w historii Polski, wtedy prezesa zarządu...