Dziwny jest ten świat Andersena

13 kwi 2022

Od kiedy Bogusława Sochańska, tłumaczka o ogromnych kompetencjach, także naukowych, wielkiej wrażliwości i unikalnych dokonaniach w sferze przyswajania polszczyźnie literatury duńskiej, przetłumaczyła „Dzienniki” Hansa Christiana Andersena, z przyjemnością obserwuję jej translatorską przygodę z tym pisarzem, choć to przygoda o szerszym zakroju, bo z literaturą duńską w ogóle. Co do Andersena, to translatorka przełożyła na nowo m.in. jego legendarne „Baśnie”, które m.in. moja generacja poznawała w pięknym wydaniu z ilustracjami Jana Marcina Szancera. „Driadę i inne opowieści” pisał Andersen z przeznaczeniem dla czytelnika dorosłego.

Nie, nie w tym sensie, że zawierają jakieś pikantne treści obyczajowe, lecz po prostu dlatego, że do zrozumienia ich skomplikowanej problematyki mogą zbliżyć się tylko dorośli, jako że dla dzieci jest za trudna, myślowo raczej, przynajmniej na ogół, niedostępna.
Jednak i ja, będąc osobnikiem bezapelacyjnie dorosłym i czytelnikiem doświadczonym, odebrałem ją jako lekturę frapującą, uderzającą urodą stylu, ale na tyle zakodowaną w kulturowym kontekście duńskim, że niełatwą w lekturze, choć ta tajemniczość jest wyjątkowej estetycznej urody, pełna nieoczywistej cudowności.
Pisałem już przy okazji omawiania wrażeń i spostrzeżeń z innej lektury duńskiej, że o ile wielu czytelników polskich, zwłaszcza średniego i starszego pokolenia oswojonych jest często z literaturą francuską, amerykańską, niemiecką itd., o tyle klimat, tematy i konteksty literatury duńskiej dotyczą jakby innego świata.
Jest to paradoksem, bo przecież Dania jest nam dużo bliższa geograficznie niż n.p. USA. Jest coś w duchowości i uczuciowości narodu duńskiego, co odróżnia go od innych, nawet skandynawskich. Może to rezultat wielowiekowego, i poniekąd do dziś trochę jeszcze praktykowanego przez Duńczyków, życia na uboczu głównych traktów europejskich, życia, które także pod względem duchowym kształtowało się w warunkach pewnego wyodrębnienia, wyosobnienia?
W „Driadzie”, „Opowieści o matce”, „Cieniu”, „Cioci Bólzęby”, „Amancie”, „Narzeczonych”, „Motylu”, „Coś” i innych opowieściach składających się na wspomniany tom zaznacza się to wyraźnie.
Jest w tych opowiadaniach jakaś delikatność, pastelowość, wyciszenie, dziwność.
Jest zwyczajny świat, na którego obrzeżach, za zwykłymi przedmiotami, kryją się tajemnice.
I są tajemnice, wieloznaczności, niejasności, jak w poezji, bo ta proza tak naprawdę jest poezją, poezją zapisaną prozą.
Jest tu świat nieoczywisty, który trudno w trywialny sposób opisać.
Jest w materii tych opowieści coś z surrealizmu, coś z poetyki absurdu, pure nonsensu, a że na dobre pojawiły się one w literaturze blisko pół wieku po śmierci Andersena, tym bardziej warto docenić prekursorską, proroczą artystycznie wyobraźnię duńskiego pisarza.
Ów absurd i nonsens Andersena nie jest okrutny, raczej czuły i pełen wyrozumiałości dla podmiotu tego absurdu i nonsensu – dla życia.
Główną osnową tematyczną tych opowieści jest – jak to w bajkach i baśniach – antropomorfizm, odnoszący się do przedmiotów i zwierząt ( ale tych małego kalibru, nie niedźwiedzi i słoni, lecz pasikoników czy motyli).
Przedmioty i zwierzęta pospołu biorą tu udział w absurdzie życia i tworzą świat odrębny od realnej egzystencji, pełen błyskotliwych, czasem zawiłych, ale zawsze inteligentnych paradoksów.
Na tym poprzestaję, bo mam wrażenie, że gdybym próbował którąś z opowieści streścić, a tym bardziej zinterpretować, co swoją drogą nie jest łatwe z uwagi na wyrafinowanie przewrotną logikę pisarza, strywializowałbym ją, zbanalizował, a w literalnym opisie zaginąłby cały niepochwytny czar tej prozy.

Hans Christian Andersen – „Driada i inne opowieści”, wybór i tłumaczenie Bogusława Sochańska, Wydawnictwo Driada, Luboń 2022, str. 165, ISBN 978-83-952131-7-5

 

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...