Nie ma Nietzschego

21 mar 2022

„Polska B” i jej turpizm nie od dziś mają w rodzimej literaturze wielkie branie. Prozy poświęconej „Polsce B” powstały na przestrzeni minionych dziesięcioleci całe piramidy tomów. O „Polsce B” napisał już w latach trzydziestych Jalu Kurek („Grypa szaleje w Naprawie”. Po wojnie o „Polsce B” pisał Marek Hłasko i Leopold Tyrmand („Zły”), choć ich do tego nurtu nie zaliczono, bo ich „Polska B” mieściła się w warszawskim Śródmieściu i na Woli.

W PRL o „Polsce B” pisali Jan Himilsbach, Edward Redliński, Józef Morton, Maria Jarochowska, Hanna Ablewicz, Zyta Rudzka i cały legion innych pisarzy.
Jest też całe multum pośledniejszych rzeczy osnutych wokół tematu „Polski B”. Wokół tego tematu krąży też, a raczej w nim tkwi opowieść Krystiana Janika o nieco „kononowiczowskim” (pamiętacie kandydata wyborczego Kononowicza?) tytule „Tu nie ma nic” Krystiana Janika, przedstawionego jako prozaik, felietonista, dziennikarz, autor kryminału historycznego „Pomsta.
Opowieść z dziejów miasta Tarnowa” (2018), a także „podszytych grozą opowiadań kryminalnych” oraz jako „zwolennik filozofii nietzscheańskiej i myśli Emila Ciorana” (czy „zwolennik” oznacza w tym przypadku „wyznawcę” czy miłośnika tematyki w sensie poznawczym? – można bowiem być n.p. miłośnikiem tematu faszyzmu z perspektywy historyka, nie będąc jego „zwolennikiem”). Od siebie dodam, że autor jest słuchaczem muzyki metalowej
„Dawno, dawno temu, za górami, za lasami… A może jednak niedawno? Może wczoraj, dziś, może jutro? Tuż za rogiem, w twoim bloku, u sąsiada za płotem. Wciąż rozgrywa się ta sama historia. On kocha, ale pije i bije. Ona kocha i wybacza.
Bo co jej pozostało? Rodzina musi trzymać się razem – dla dzieci chociażby. O miłości nikt nie mówi, bo po co? Życie kręci się wokół telewizora, meczów polskiej reprezentacji, papierosów i żołądkowej gorzkiej. Czy istnieje cień szansy, że ten odwieczny krąg zostanie w końcu przerwany? On przestanie pić, ona od niego odejdzie. Co się wtedy stanie z tym światem, który zdawał się nie do ruszenia?
Ci, którym uda się wyrwać, będą wspominać swój pobyt w Odchylicach jak przez mgłę. I wciąż będą tu wracać. Bo takie miejsca działają jak magnes – wiecznie uśpione miasteczka, w których nie ma nic”. „O ile Reymonta nazywa się piewcą wsi polskiej, o tyle Janik zasługuje na miano piewcy Polski B. Zakochacie się w tej powieści, choć jak w przypadku każdej prawdziwej miłości – czasami będzie bolało” – napisał w wydawniczej Kazimierz Kyrcz.
Autor akcję swojej opowieści usytuował w na pół prawdziwych, na pół zmyślonych podtarnowskich Odchylicach, a narracja podana jest z dwóch stron: Jadwigi Gorzałkowej, żony alkoholika oraz młodego mężczyzny.
Losy ich dwóch różnych światów przecinają się w dziwnym spotkaniu. Jest tu dużo wódy i jej chlania. Wóda, ten narodowy polski napój jest tu wszechobecny, jest też jednak wisielczy nieco ale dobrej próby humor rozrzedzający grozę egzystencjalną i ohydę tego świata, jest pijackie „rzyganie do bigosu” konsumowanego ze smakiem przez uczestnika „imprezy” nieświadomego jego zawartości, są sarkastyczne uwagi pod adresem polskiego futbolu, „który można oglądać tylko nachlanym”. Polska „Tortilla flat”? Polskie „Moskwa-Pietuszki”? Można i takie skojarzenie uczynić, ale może to raczej szlachetniejsza odmiana „Kiepskich”.
Przyznam jednak, że wyszedłszy z tych alkoholowych, ponurych oparów, chętnie przeczytałbym w wydaniu Janika, dla odtrutki, wyznania polskiego nietzscheanisty, może obraz Polski dzisiejszej okiem nietzscheanisty widzianej? Bo nie samym chlaniem wódy, ale też czasem Nietzschem człowiek żyje.
Krystian Janik – „Tu nie ma nic”,Wydawnictwo Lira, Warszawa 2022, str. 298, ISBN 978-83-67084-16-1

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...