Zwalczaj hejt

17 cze 2019

„Gazeta Wyborcza” głosi zagrożenie hejtem (mowa nienawiści) i piętnuje to zjawisko, co ponoć ma spowodować opamiętanie operujących wyzwiskami i insynuacjami uczestników internetowych połajanek oraz awantur ulicznych.
W ostatnich dniach ukazały się dwa teksty szczególnie zabarwione emocjami i iście bigoteryjnym przekonaniem o posłannictwie i własnej doskonałości. Są to: 11.06.2019 Żaneta Gotowalska. „Musiał, Wieniawa, Kurdej-Szatan – na idoli młodego pokolenia wylała się fala hejtu za udział w Paradzie Równości” oraz 10.06.2019 20:58 „700 komentarzy pod jednym tekstem o głosujących na PiS. Każdy zawzięty antypisior powinien to przeczytać” listy do redakcji, odpowiedź Grzegorza Wysockiego. Podstawę do sformułowania zarzutu bigoterii stanowi to, że Autorka, Autor i Redakcja omawiają treści tzw. komentarzy i dyskutują z nimi argumentami sformułowanymi z zachowaniem kultury języka i logiki bez dostosowywania się do niskiego nieraz poziomu adwersarzy. Postępowanie takie zasługuje bezwzględnie na uznanie. Niestety mamy tu typowe działanie „na pokaz”, w którym GW usiłuje pokazać czytającym, jak to MY jesteśmy zdolni do dialogu z uznaniem godności przysługującej każdej osobie. Nie znam bowiem żadnego (poza dwoma wskazanymi wyżej) przypadku zainteresowania się autorskiego lub redakcyjnego treściami uwag czytelniczych. Publiczność jest traktowana jako osoby bezmyślne, zdolne jedynie do biernego wysłuchania kazań. A sprawa jest tym poważniejsza, że dotyczy to nie tylko GW, lecz wszystkich znanych mi lewicowych oraz liberalnych zarówno mediów, organizacji jak i członkiń i członków tego, co nazwę demokratyczną elitą intelektualną, że wymienię przykładowo kilka czasopism („Przegląd Socjalistyczny”, „Krytyka Polityczna”, „Kultura Liberalna” i in., blogów (Daniel Passent, Maria Szyszkowska i in.), inicjatywy jak Kongres Kultury i Kongres Obywatelski, oraz wszystkie partie polityczne. W polskiej demokracji dialog jako przejaw uznania zdolności do myślenia każdej jednostki nie istnieje. We wspomnianych dwu artykułach wyczuwa się pozostawione bez odpowiedzi pytanie o źródło niszczącego społeczeństwo zła, którego najbardziej widocznym przejawem jest hejt. A skoro nie znamy przyczyny, naiwnie sądzimy, że jedynym sposobem jest zwalczanie przejawów. I stąd wynika zarówno bezsilne piętnowanie hejterów jak i prawione im kazania, czy wołanie o kary dla nich. Przy tym wszystkie te sposoby są przywoływane już dość długo, by przekonać się, że są nieskuteczne, co niestety nie skłania do zastanowienia, czy aby nie popełniamy błędu. Szczególnie uderza staranne przemilczanie głosów wskazujących, że przyczyną zła może być coś, co zagraża dobremu mniemaniu o sobie wspomnianych wyżej mediów, organizacji i elity. A mam tu na myśli zwłaszcza książkę Mirosława Matyi „Polska semidemokracja”, publikację Fundacji im. Stefana Batorego zatytułowaną „Partie polityczne a jakość polskiej demokracji” (autor Paweł Marczewski), oraz niedopuszczane do szerszego obiegu prywatne opinie. To ostatnie dotyczy m. in. pracy Władysława Bujwida p. t. „Doskonalenie Systemu Społeczno Gospodarczego” Proponuję więc wspólne zastanowienie się nad przyczynami popularności hejtu, który jest po prostu błędnym traktowaniem wymiany zdań, porozumiewania się, dyskutowania. I przedstawiam swoje w tej kwestii zdanie: Powołam się na znane z łaciny twierdzenie, że „scribere scribendo, dicendo dicere disces” (pisania uczysz się pisząc, mówienia zaś – rozmawiając), które wyraża przekonanie, iż umiejętności nabywamy głównie przez samokształcenie i praktykę. Nauczanie, przypominające tresurę prawienie kazań, ma sens jedynie na poziomie elementarnym, w miarę zaś rozwoju coraz większą rolę odgrywa własna inicjatywa, a dotyczy to zwłaszcza dyskursu. I tu właśnie mamy wyjaśnienie: gdy ci, którzy mają wyrobione zasady kulturalnego porozumiewania się, odmawiają prowadzenia dialogu, poprzestają na prawieniu kazań, jako pole zdobywania umiejętności komunikowania się pozostaje dla ogółu podwórko i Facebook, które ofiarują swoje wzory. I rezultat jest taki, jaki mamy. A jeśli nie zaczniemy rozmawiać, nic się nie zmieni. Dla uproszczenia sprawy poruszyłem jedynie palącą sprawę mowy nienawiści, jednak problem jest znacznie szerszy i skomplikowany. Potrzebny nam jest przemyślenie wielu spraw dotyczących kultury i obywatelskości. Warunek: o dopuszczeniu do głosu musi decydować wartość argumentacji. Nie można pozwalać na to, by tak jak dzieje się to obecnie, pomijane były te opinie, które nie odpowiadają aktualnie lansowanej strategii politycznej, kwestionują autorytet „naszych” osób i organizacji, „mogą źle wpłynąć” na odbiór medium itp. O taki dyskurs apeluję.

Najnowsze

Sprawdź również

Mit o pomaganiu

Mit o pomaganiu

Wczoraj pisałem o Łatwogangu, 251 mln zł zebranych dla dzieci chorujących onkologicznie, dziurze w NFZ, politykach ogrzewających się przy obywatelskiej mobilizacji, bogatych firmach, influencerach i konieczności patrzenia fundacjom na ręce. Dzisiaj chciałbym zejść na...

Bóg zstąpi z internetu

Bóg zstąpi z internetu

O tym, jak ciężko było Jezusowi, każdy posiadacz dostęp do internetu już wie. Nie wszyscy jeszcze mają świadomość, że w internetowej rzeczywistości aż roi się od kandydatów na nowego Chrystusa. W dawnej erze, tej przed internetowej, mówiło się, że każdy żołnierz nosi...

251 milionów i państwo dalej łatane zrzutką

251 milionów i państwo dalej łatane zrzutką

Łatwogang zrobił rzecz wielką. Ponad 251 mln zł dla dzieci chorujących onkologicznie to realne pieniądze, realna pomoc i wysiłek tysięcy ludzi, którzy przez kilka dni wpłacali, udostępniali, licytowali i siedzieli przy streamie. Akcja trwała dziewięć dni, pobiła...

Prezes to ma klawe życie

Prezes to ma klawe życie

Najlepiej zarabiającym prezesem w historii III RP był Janusz Filipiak, prezes i współwłaściciel Comarchu, który w 2016 roku wypłacił sobie 11,6 miliona złotych, wyprzedzając Luigiego Lovagliego, najlepiej opłacanego Włocha w historii Polski, wtedy prezesa zarządu...