Dnia 26 lutego roku 2026 ogłoszono w Polsce stan przedwojenny.
Uczynił to minister Radek Sikorski w Sejmie RP, kiedy wygłaszał coroczne expose o priorytetach polskiej polityki zagranicznej.
Tym razem Sikorski przemawiał nie jak szef MSZ-u, lecz wicepremier i minister wojny. Najwięcej czasu poświecił wojnie rosyjsko- ukraińskiej. Zdefiniował Rosję jako agresora. Nałogowego, bez szans, że podda się dobrowolnej pro pokojowej terapii.
Dlatego Polska musi wspierać Ukrainę w wojnie z Rosją, bo Ukraina broni też niepodległości Polski.
Rosja nas też atakuje. Wszczyna wojny hybrydowe. Były próby sabotaży, ataków na infrastrukturę komunikacyjną. Codziennie dochodzi do cyberataków na polskie instytucje przez związanych z Rosją hakerów. Władze polskie nie ujawniają ich, bo mamy już stan przedwojnia. Miękkiej, stopniowej militaryzacji kolejnych sfer gospodarki, życia społecznego.
Eskaluje się wojna w Internecie. O stan nastojów społecznych. Aktywizują się tam i wzmacniają pro rosyjskie trolle. Przekonywujące polskich internautów, że wojna rosyjsko- ukraińska to „nie nasza wojna”. Szerzące anty ukraińskie nastroje i rosyjski punkt widzenia.
Płatnych, rosyjskich trolli wpierają krajowi rusofile. Przekonujący Polaków, że w polskim interesie są przynajmniej dobre biznesowe i kulturalne relacje z Rosją. Tych wicepremier Sikorski uważa za „pożytecznych idiotów”. Zapowiada też intensyfikację „zwalczania dezinformacji w Internecie” i innych mediach.
Co musi się łączyć ze zwiększoną aktywnością tajnych policji i systemu represji. Także wobec rusofilów, bo ich najłatwiej zidentyfikować.
Dostaje się też rosyjskim instytucjom. Władze polskie zlikwidowały wszystkie, poza warszawskim, rosyjskie konsulaty. Do Polski mogą wjechać jedynie obywatele Rosji posiadający paszporty biometryczne, co ułatwia ich kontrolę.
Skoro Rosja jest agresorem to czeka nas walka z przemytem rosyjskiej ropy naftowej przez „flotę cieni”.
Zwłaszcza, że Rosja wojnę przegrywa. Sankcje działają, wojna przynosi Rosji milionowe straty ludzkie i spadek PKB o 20 procent, uważa wicepremier Sikorski. I sufluje dla mediów taki przekaz:
„Dziś wszyscy Ukraińcy widzą i czują, że Rosja przynosi cierpienie, Polska przynosi ciepło”.
Nie tyko Rosja grozi bezpieczeństwu Polski. Na polskich oczach, ale poza sferą naszych możliwości, kształtuje się nowy porządek międzynarodowy. Zasady pokojowej Karty Narodów Zjednoczonych ustępują politykom siły militarnej realizowanej teraz przez światowe mocarstwa.
Grozi nam koncert mocarstw niebezpieczny dla Polski, bo ich repertuar marginalizuje Unię Europejską. Zwłaszcza od kiedy pogorszyły się relacje USA – Unia Europejska i NATO.
Dlatego Unia Europejska też musi się szybko zbroić. Zacząć od ram prawnych „wojskowego Schengen”, systemu dodatkowych bilateralnych i regionalnych sojuszy militarnych, aż po stworzenie wspólnych brygad szybkiego reagowania.
Pokojowa przyszłość Europy uwarunkowana jest silną Unią Europejską.
Skoro Rosja jest nałogowym agresorem, to czeka nas nowa „zimna wojna” z Rosją. Tej wojny Polska nie przetrwa bez bliskiej, bilateralnej współpracy z USA.
Przede wszystkim wojskowej. Dlatego w najbliższych latach rząd polski przeznaczy 63 miliardy USD na zakup produkowanej tam broni.
Zaprasza amerykańska armię do stworzenia na naszym terytorium jej Regionalnego Centrum. Gwarantuje jej niższe koszty utrzymania amerykańskich żołnierzy niż w USA.
Polska zwiąże się też gospodarczo z USA. Rozbuduje gazoport w Świnoujściu, drugi zbuduje na Pomorzu Gdańskim. Chce być europejskim dystrybutorem amerykańskiego gazu LNG. Pierwsza polska elektrownia atomowa powstanie wedle amerykańskiej technologii.
Rząd polski chce tak nasycić Polskę amerykańską infrastrukturą, żeby zmusić administrację USA do interwencji w razie agresji na Polskę.
Dlatego definiuje te inwestycje i wojskowe bazy jako „zasób, a nie zniewolenie”.
Zaś Wielkiego waszyngtońskiego Brata jako „przyjaznego hegemona”.
Zaloty do „przyjaznego” słychać było w expose Sikorskiego. Mocarstwowym, rywalizującym z USA, Chinom poświęcił jedynie 30 sekund. Pro rosyjskim, mocarstwowym Indiom aż 20 sekund.
W regionie Azji Południowo – Wschodniej dostrzegł potrzebę politycznego partnerstwa z Japonią, Koreą Południową, Australią i państwami grupy ASEAN. Współpracy „technologicznej” z Tajwanem. Czyli z regionalnymi konkurentami gospodarczymi i politycznymi Chin.
Aby odstraszyć agresora Putina rząd polski stworzy system sojuszy oparty na Unii Europejskiej i NATO. Także USA, której Polacy chcą być „lojalnymi sojusznikami, ale nie frajerami”.
Wszystkie alianse służyć będą budowie jednej z najsilniejszych armii w Europie.
Poprzednia „zimna wojna” toczona przez USA z ZSRR koncentrowała się na wyścigu zbrojeń. Odstraszaniu wroga, unikaniu bezpośredniego konfliktu zbrojnego między liderami wrogich sojuszy. Broń i wojsko testowano i utylizowano na peryferyjnych polach walki. W Korei, Wietnamie, Bliskim Wschodzie, Afganistanie. Teraz podobne zastępcze wojny już toczą się na Bliskim Wschodzie, Afryce, w zamienionym w wieczny poligon Afganistanie.
Otwiera się też przestrzeń dla wojen nowego typu w Internecie.
Tam można zdobyć nie terytoria, ale poparcie społeczne swych wrogów. Wpływać na ich kampanie wyborcze, na wybór ich rządów. Rozbijać ich polityczne i militarne sojusze. Zmieniać proponowane tam strategie i sojusze gospodarcze. Uzasadniać lub negować rosnące tam budżetowe wydatki na zbrojenia oraz militaryzację mediów, sfer nauki, kultury, stylu życia i indywidualnej konsumpcji.
Na Polskę spadną olbrzymie wydatki militarne, do końca wieku obciążające nasze budżety państwowe i domowe. Bo wszystkie, od Konfederacji po Partię Razem, poważne partie polityczne są teraz za zbrojeniami.
Postępuje też militaryzacja polskiej opinii publicznej. Gloryfikacja polskich interwencji zbrojnych. Dziś za mundurem wszyscy politycy i media podążają zgodnym sznurem. Nie ma ich przyzwolenia dla pacyfizmu, demonstracji antywojennych, inteligenckich moralnych rozterek.
Nie ma też pola dla ewentualnego dialogu polsko- rosyjskiego. Nie widać potencjalnych partnerów. Rosyjskie elity lekceważą polskie państwo i polskie elity. Nie ma tam poważnej instytucji pragnącej takiego dialogu.
W Polsce podczas debaty expose Sikorskiego ujawnił się „rosyjski głos w polskim domu”. Pan poseł Włodzimierz Skalnik z braunowskiej Korony.
Wezwał on nie tylko do współpracy z Rosją. Także do Polexitu, wejścia do BRICS. Bo politykę Unii Europejskiej zdominowała Urszula Van der Leyen kierująca się „zasadami Talmudu”. Współczuję Rosji takich sojuszników.
Mamy stan przedwojnia. Czas intensywnych zbrojeń i militaryzacji umysłów.
Historia uczy, że zgromadzona broń musi gdzieś. kiedyś wystrzelić. Zmilitaryzowane umysły ulegają pokusom „wojen prewencyjnych”. Magii szybkich zwycięstw.
W wieku XX udało się ludzkości przeżyć wielką wojnę światową rozegraną w dwóch aktach i jej epilog w postaci „zimnej wojny”.
Pierwsza wojna wybuchła, bo niemiecki cesarz chciał rękami cesarza
austrio- węgierskiego rozwalić bogacąca się Rosję. Bo bogacące się Niemcy, blokowane były przez bogatą Francję i Wielką Brytanię, szukały przestrzeni na wschodzie. Na terenach dzisiejszej Polski, Białorusi, Ukrainy.
Przy okazji kazjer chciał „dać nauczkę Francji”. Francja chciała rewanżu za klęskę z Niemcami w 1870 roku. Rosja chciała Stambułu, Austrio-Węgry chciały Bałkanów i nauczki danej Serbii.
Wszystkie mocarstwa były gotowe do wojny już w 1910 roku. Wstrzymywali ją niemieccy admirałowie, czekając na pogłębienie Kanału Kilońskiego,co stało się wiosną 1914. Wtedy czekano na koniec żniw, bo żołnierz jeść musi.
Latem 1914 roku stan militaryzacji umysłów był tak wielki, że ideowo pacyfistyczni francuscy socjaliści olali robotniczą solidarność II Międzynarodówki i głosowali za kredytami wojennymi. Uznali, że mogą strzelać do robotników rosyjskich, bo „to Azjaci”. Tradycyjnie kulturalni robotnicy niemieccy ruszyli na front w takt wierszyka: „Ein Schuss- ein Russ, ein Stoss- ein Franzos, ein Tritt- ein Britt”. Czyli „Co strzał to Rusek, co pchnięcie to Francuzek, co kop to Brytol”
Poeta Guillaume Apollinaire wrócił latem 1914 roku do Paryża i od razu zaciągnął się do wojska. Napisał pięknie „Powiedzieliśmy: żegnaj ! całej epoce”.Tak skończyła się nostalgicznie dziś wspominana „la belle epoque”.
Apollinaire przeżył wojenne rany, ale zmarł na przywleczoną z USA przez amerykańskich sojuszników grypę, nazwana wtedy ze względu na wojenną cenzurę „hiszpanką”. Zabijała ona w latach 1917-1920. Zachorowało na nią około 500 milionów ludzi na całym świecie. Zmarło od 25 do 100 milionów ludzi. Więcej niż podczas walk wojennych.
Bo bogate mocarstwa stanęły do wyścigu zbrojeń, a nie służby zdrowia.
PS. Więcej w Tygodnik NIE











