Trzecia klęska Heynena

20 wrz 2021

Reprezentacja Polski siatkarzy przegrała w półfinale mistrzostw Europy ze Słowenią 1:3. Nawet jeśli był to najlepszy mecz w turnieju, nie zmienia to jednak faktu, że pod wodzą Vitala Heynena biało-czerwoni ponieśli klęskę w trzeciej tegorocznej imprezie – po Lidze Narodów i turnieju olimpijskim. Tej oceny nie zmienia nawet brązowy medal wywalczony po zwycięstwie 3:0 nad Serbią. Trzeba Belga pożegnać ozięble i oddać kadrę w lepsze ręce.

Przegrana ze Słowenią to kolejna porażka reprezentacji Polski z rodzaju niewytłumaczalnych. I druga w tym roku, po ćwierćfinałowej klęsce z Francją w turnieju olimpijskim w Tokio. Biało-czerwoni mieli wszystkie atuty po swojej stronie – grali u siebie, przy żywiołowym dopingu wypełnionych niemal po brzegi trybun katowickiego Spodka, a Heynen miał do dyspozycji wszystkich graczy 14-osobowej kadry. I mimo to nie udało się pokonać słoweńskiej drużyny prowadzonej przez Alberto Giulianiego, która nie zakwalifikowała się na igrzyska w Tokio, a na mistrzostwach świata zagrała tylko raz i nie odegrała w nich większej roli. Słoweńcy rekompensowali sobie te niepowodzenia w mistrzostwach Europy, na dodatek w czterech ostatnich edycjach robili to zawsze kosztem polskiego zespołu. W 2015 roku biało-czerwoni przegrali z nimi w Sofii w ćwierćfinale, w 2017 roku w barażach o ćwierćfinał przed własną publicznością, w 2019 roku w wypełnionej po brzegi słoweńskimi kibicami Arenie Stozice w Lublanie w półfinale, a w tym roku także w półfinale nie dali im rady nawet w „Spodku”.
Można oczywiście powiedzieć, że nasi siatkarze popadli w jakiś „słoweńska klątwa”, coś na wzór „klątwy olimpijskich ćwierćfinałów”, bo na tym etapie odpadali we wszystkich startach na igrzyskach w XXI wieku. Zapewne jakiś wpływ na postawę naszych graczy to ma, skoro w Tokio lęk przed ćwierćfinałową porażka skutecznie splątał im nogi w meczu z Francją, zaś w sobotę podobny paraliż przeszkodził im w zwycięstwie nad Słoweńcami, chociaż po koncercie gry w pierwszym secie to zwycięstwo było dla wszystkich oczywistą oczywistością.
To chyba nie jest przypadek, że nasi siatkarze od zdobycia w 2018 roku mistrzostwa świata potem przegrali właściwie wszystkie najważniejsze mecze. Dlaczego tak się dzieje, skoro ponoć mamy najliczniejszą na świecie kadrę wyśmienitych zawodników, z których można bez żadnego trudu zestawić trzy mocne drużyny, zdolne walczyć o najwyższe laury. Dlaczego Heynenowi nie udało się stworzyć drużyny tak mocnej, żeby zdobyła i olimpijskie złoto, i mistrzostwo Europy, a także dla rozrywki i podtrzymania formy wygrała również Ligę Narodów? Dlaczego nasi siatkarze, tak doświadczeni i ograni na wielkich imprezach, jak Bartosz Kurek, Michał Kubiak czy Fabian Drzyzga nie wytrzymali mentalnie tegorocznych wyzwań i zawiedli pokładane w nich nadzieje. A gdy presji nie wytrzymali liderzy kadry, ich śladem poszła reszta i nagle wszyscy nasi siatkarze w trzecim secie meczu ze Słowenią zaczęli popełnić kardynalne błędy i zespół rozpadł się na kawałki.
Nie ma żadnego powodu do dyskusji, czy Vital Heynen powinien nadal prowadzić polska kadrę. Wyniki jego pracy są jednoznacznie dyskwalifikujące go w tej roli. Chłop niewątpliwie bardzo chciał dobrze, ale ewidentnie nie poradził sobie z prowadzeniem kadry, w której ma co najmniej 30 równorzędnych zawodników. Sztuką jest wybrać z nich graczy odpowiednich, a nie o najgłośniejszych nazwiskach. Sztuka też jest dobrze przygotować zespół do turnieju – fizycznie, taktycznie i mentalnie. Wygląda na to, że Heynen tego dobrze nie potrafi robić, ale ta jego nieumiejętność wychodziła w najważniejszych meczach, gdy po drugiej stronie siatki stawali rywale nie gorsi, za to lepiej zgrani i bardziej zdeterminowani. Bartosz Kurek w ostatnim secie meczu ze Słowenią nie zdobył punktu po żadnym ze swoich sześciu ataków, Wilfredo Leon nie zaserwował w najważniejszych momentach asa, nie postawił skutecznego bloku i stracił kilka punktów po złym odbiorze piłki, Michał Kubiak bez przerwy tracił punkty po nieprzemyślanych akcjach, a Fabian Drzyzga rozgrywał piłki wedle doskonale wszystkim znanych schematów, więc Słoweńcy w ciemno przesuwali się w miejsca, gdzie rozgrywający polskiej drużyny posyłał piłkę. Nie bardzo wiadomo dlaczego Heynen nie dokonał zmian, dlaczego nie posłał do walki Kamila Semeniuka, Tomasza Fornala i Aleksandra Śliwki. Teraz nie ma to już znaczenia, bo po meczu o brązowy medal jego kontrakt wygasł i wątpliwe by ktoś z PZPS chciał jeszcze z nim rozmawiać o czymś innym, niż tylko finansowe rozliczenia.

Nasi siatkarze sprężyli się w meczu o brązowy medal bardziej niż Serbowie, którzy w półfinałowej porażce z Włochami stracili szanse na obronę mistrzowskiego tytułu. Wygrana 3:0 została okrzyczana jako sukces, ale to tylko PR-owski bełkot. Polacy mieli wszystkie atuty w ręku, żeby ten turniej wygrać, lecz zajęli tylko trzecie miejsce. Brązowy medal jest ich porażką, nie sukcesem. A władze PZPS powinny przyjrzeć się bliżej włoskiemu eksperymentowi (odmłodzona radykalnie reprezentacja Włoch zdobyła mistrzostwo Europy pokonując w finale Słowenię 3:2) – u nas też jest pokolenie młodych, piekielnie utalentowanych i pozbawionych kompleksów i wolnych od przesądów siatkarzy. Trzeba tylko dać im trenera z wizją i pomysłem, a sukcesy, te prawdziwe, mierzone złotymi medalami, z pewnością przyjdą. Trzeba schować dwa tytuły mistrzów świata do gabloty i zacząć wszystko od początku. Nie twierdzimy, że nowy selekcjonera reprezentacji Polski powinien zrezygnować z Kurka, Kubiaka, Drzyzgi, Nowakowskiego czy Zatorskiego, na pewno jednak nie powinien zaczynać układania kadry akurat od tych właśnie zawodników.

Najnowsze

Powtarzanie historii?

Powtarzanie historii?

30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler całkowicie legalnie przejął władze, czyli stery rządu, w sąsiadujących z Polską...