To już kilka dni, a prezydencki dyrektor Marek Magierowski do tej poty musi tłumaczyć prezydenta, z sytuacji, w którą na gali z okazji 25-lecia „Super Expressu” wepchnęła go piosenkarka Dorota Rabczewska – popularna Doda, oświetlając Majestat Rzeczypospolitej swym z grubsze tylko przykrytym tyłkiem.
Najpierw Magierowski radził pani Dodzie, by się cieplej ubierała, bo jednak jest chłodno. Potem, że choć z otoczeniem prezydenta uzgadniano scenariusz imprezy, nie było w nim słowa o Dodzie z tortem i pośladkami. A może prezydent w ogóle nie powinien pojawiać się na urodzinach tabloidu? Tak czy inaczej, ta historia i zdjęcie Rabczewskiej wypinającej w kierunku Dudy „cztery litery” zostaną zapamiętane jako niezręczność. Zdarza się. Często. Każdemu prezydentowi. Wielu nawet zdarzało się to tak wiele razy, że w Internecie ich wizerunek najmocniej budowały memy, których byli bohaterami. Przypomnijmy sobie prezydenta Komorowskiego, który miał wybitny talent do niezręczności. Studentom w Katowicach oznajmił kiedyś: „Mowy polityków powinny być krótkie, a kiełbasy długie”. U powodzian: „W zeszłym roku powódź, w tym roku powódź, więc pewnie ludzie są już oswojeni, obyci z żywiołem”. Najbardziej spektakularne były jednak międzynarodowe wpadki Komorowskiego. Barackowi Obamie tłumaczył: „Bo z Polską i USA to jest, panie prezydencie, jak z małżeństwem. Swojej żonie należy ufać, ale trzeba sprawdzać, czy jest wierna”. I wzrok na Pierwszą Damę USA. Nie wiadomo, o co chodziło.
Komorowskiemu z całą pewnością nigdy nie zostanie zapomniany „incydent z szogunem”. Podczas wizyty w Japonii prezydent RP wszedł na krzesło marszałka tamtejszego parlamentu. Następnie zawołaniem „Chodź, szogunie” wzywał do siebie gen. Stanisława Kozieja.






