„Francuzi”

7 mar 2019

Europo umierasz, ale byłaś piękna.

W początkowej sekwencji przedstawienia „Francuzi”, opartego na wątkach „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta pojawia się postać, której w tej wielotomowej powieści nie ma – kapitan Alfred Dreyfus. Być może to nazwisko jest gdzieś, w którymś z tomów wymienione, wątpię, nie pamiętam, choć nie wykluczam. By to sprawdzić, trzeba by jednak przebiec uważnym okiem wszystkie stronice siedmiu tomów Prousta. Jednak na pewno Dreyfus jako postać w nich nie występuje. Krzysztof Warlikowski wprowadza ją naocznie, we wcieleniu aktorskim Zygmunta Malanowicza, gdy w szarym mundurze, oschłym, zmęczonym, cichym głosem odczytuje coś w rodzaju notki służbowej o swojej sprawie.
Niełatwo było utrafić w Warszawie na blisko pięciogodzinny spektakl Warlikowskiego. Jego premiera miała miejsce jesienią 2015 roku w niemieckim Gladbeck, miasteczku Zagłębia Ruhry, którego scena (sala dawno zamkniętej kopalni) tworzyła istotnie odmienną przestrzeń w stosunku do warszawskiej, a następnie spektakl przeniósł się do ATM Studio w warszawskim Miedzeszynie. Zatem jego niedawne zaistnienie na scenie warszawskiego Teatru Nowego przy Madalińskiego mogło dokonać się dopiero w otwarciu nowej siedziby tej sceny i było poniekąd kolejnymi narodzinami tytułu. Zmieścić siedmiotomowy cykl Prousta nawet w czterech godzinach niepodobna, to próba wlania jeziora do butelki. Zatem stwierdzenie, że reżyser musiał dokonać więc chirurgicznego wręcz – i to na poziomie „chirurgii oka – wyboru wątków, z konieczności musi być truizmem do kwadratu. Zachowany jednak został porządek cyklu w tym sensie, że poszczególne sekwencji „oznaczono” wyświetleniem w tle tytułów poszczególnych tomów. Jednak nie tylko obszerność tekstu była tu problemem. Siedmioksiąg Prousta jest bowiem nade wszystko w swej materii ateatrlany, jeśli nie antyteatralny. Nie ma w nim konfliktowego dramatu postaw, nie ma wyodrębnionych antynomii, jest rozlewna narracja, niewiele mająca wspólnego z jakąkolwiek akcją, z teatralnym dzianiem się „tu i teraz”. Mogące nasunąć się skojarzenie ze sztukami Czechowa jest tu zwodnicze, jako że rosyjski dramaturg charakterystyczne dla nich „nie dzianie się” u samego początku konstruował na potrzeby sceny. „Dzianie się” (bo trudno je nazwać akcją dramatyczną) sceniczne „Francuzów” przypomina raczej powolne, bezobjawowe, melancholijne, leniwe „sączenie się” czasu i egzystencji. Jednak to, co dokonuje się na scenie ma za niewidzialne tło starą, kończącą się Francję, będącą, pars pro toto, obrazem schyłku całej „starej Europy”, tej z Paryża, Rzymu, Wiednia, Berlina, Petersburga czy nawet Warszawy. Bo „Francuzi” to elegia na znikanie owej „starej Europy”, na jej przemijanie, obserwowane na przykładzie elit, które ją tworzyły. Toteż co jakiś czas, w leniwie sączącą się „akcję sceniczną”, a raczej swobodne, amorficzne dialogi egzystencjalne, wdziera się jakiś akcent pochodzącego z zewnątrz źródła niepokoju: a to poprzez umundurowanie wojskowe jednego z uczestników salonu, a to przez nawiązanie do narastającego antysemityzmu. Wzmacnia tę atmosferę sącząca się nieustannie niepokojąca, piękna muzyka Jana Duszyńskiego i Pawła Mykietyna. O ile jednak ateatralny jest tekst Prousta, o tyle zawarta w nim sceneria francuskiego salonu arystokratycznego jest przez swoje anachroniczne piękno na wskroś teatralna. Uroda plastyczna tego procesu rozkładu jest uderzająca i przecież skądś już ją znamy – z prozy Tomasza Manna („Śmierć w Wenecji”), z filmów Luisa Bunuela ( „Viridiana”), Luchino Viscontiego („Zmierzch bogów”, „Ludwig” i „Śmierć w Wenecji” właśnie). „Francuzi” mówią o samotności umierającej klasy, o pamięci, o melancholii, o przemijaniu. Jest w nich fragment Europy skamieniałej jak Pompeje. To epitafium dla niej. Warlikowski jak gdyby chciał poprzez swoją autorskie odczytanie dzieła Prousta powiedzieć: musisz umrzeć Europo, bo nie ma w Tobie życia, ale piękna byłaś i niedościgniona w swym wyrafinowaniu. Tę Europę na scenie uosabiają zapatrzone w siebie pięknoduchy, ich egzaltacja, przeintelektualizowanie, wyuzdanie, ale i czar. Ten rozkład nęci magią salonów i ich obyczajów, strojów, elegancji, języka, manier, form bycia, których już nie ma, pociąga ich chore piękno, a ruchoma, szklana klatka w kształcie prostopadłościanu, właściwie jedyny element scenografii Małgorzaty Szczęśniak, zdaje się wyraża
dawne życie umierającej klasy – „pod kloszem”. Jest tu zasygnalizowana niekończąca się historia wymiany elit, przy czym dziś te obecne i te dopiero nadchodzące nowe elity nie są już tak piękne, bo nie wiadomo dlaczego, ale „przemija postać świata”, przemija uroda pewnej jego szczególnej postaci.
Jednak pokazać Prousta jako „naszego współczesnego” w aspekcie koncepcji przedstawienia to jedno, a tchnąć w widowisko krew teatralną, to drugie. Użył Warlikowski w tym celu wielu teatralnych środków. Sporo tu scenicznych konceptów: wspomniana szklana, ruchoma klatka, chodzenie przez dwójkę aktorów na puentach, jak w balecie (jakby metafora świata, kultury, która przy całej swej niedoskonałości starała się dążyć do najwyższych standardów), wyświetlane w tle sekwencje filmowe, maski, zwykłe rekwizyty. I rzecz jasna także aktorzy. W sporej liczbowo obsadzie wyróżniłbym kapitalną, także przez psychologiczne oddalenie od charakterystycznego dla niej stylu Maję Ostaszewską (Odeta), bardzo dobrego, oszczędniejszego w ekspresji niż zazwyczaj Mariusza Bonaszewskiego (Swann), wybornego Marka Kalitę (Błażej de Guermantes), zaskakującą Ewę Dałkowską (Księżna Parmy/Królowa Neapolu), Agatę Buzek (Rachela). Pozostali – na ogół bardzo dobrzy, ale jakby o ton słabsi. Nie sposób wystawiać, zwłaszcza tego rodzaju nieszablonowym inscenizacjom, cenzurek na szkolną modłę. Nie zdecydowałbym się powiedzieć, że to przedstawienie wspaniałe, a tym bardziej bliskie doskonałości, zwłaszcza jak na talent miary Warlikowskiego. Jest jednak niewątpliwie wybitne i bardzo nietuzinkowe, bardzo ważne w krajobrazie ostatnich kilku sezonów.

„Francuzi” – premiera 21 sierpnia – 3 października 2015 r., koprodukcja Nowego Teatru i Ruhrtriennale, Théâtre National de Chaillot (Paris), Comédie de Genève, Comédie de Clermont-Ferrand, la Filature (Mulhouse), le Parvis – Scène Nationale Tarbes Pyrénées. Reżyseria – Krzysztof Warlikowski, scenografia – Małgorzata Szczęśniak, muzyka – Peweł Mykietyn. W obsadzie spektaklu m.in. Maja Ostaszewska, Mariusz Bonaszewski, Agata Buzek, Magdalena Cielecka, Ewa Dałkowska, Jacek Poniedziałek, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Maria Łozińska, Maja Ostaszewska, Claude Bardouil, Bartosz Gelner, Wojciech Kalarus, Marek Kalita, Zygmunt Malanowicz, Piotr Polak, Maciej Stuhr.

Najnowsze

Powtarzanie historii?

Powtarzanie historii?

30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler całkowicie legalnie przejął władze, czyli stery rządu, w sąsiadujących z Polską...