Dziennik Kłapouchego

13 kwi 2023

Prezes Wiesław Uchański od czasu do czasu podpytuje mnie, czy przeczytałem ofiarowany mi jakiś czas temu, wydany przez „Iskry” „Dziennik hipopotama” Krzysztofa Vargi, tak jakby podejrzewał, że moja przedłużająca się lektura wynika z tego, że owe dzienniki nie podobają mi się. 

Jest wręcz przeciwnie, podobają mi się tak bardzo, że sycę się nimi jak smakołykiem, jak delicjami. Lektura ta jest tak smakowita, że żal mi po łebkach przelatywać nad zdaniami, co od czasu do czasu zdarza mi się w przypadku książek niezbyt frapujących, nie wciągających, takich, które oceniam jako słabe. 

W tym przypadku każde zdanie wysysam jak smakowitą esencję, jak nektar z owocu. Nie będę tu oczywiście streszczał, nawet w skrócie, zawartości tego dziennika. Nie jest to ani celowe, ani możliwe, bo „Dziennik hipopotama” nie tylko liczy sobie przeszło 600 stron, ale jest jak kalejdoskop, jak wirówka zdarzeń, postaci, zjawisk, tytułów książek, filmów, od której można dostać zawrotu głowy. Varga jest błyskotliwym felietonistą i ten jego dziennik ma coś z monumentalnego felietonu, aż skrzy się w nim dowcip, inteligencja, poczucie humoru, ironia, sarkazm i całkiem spora dawka mizantropii. 

W jego dzienniku dużo miejsca zajmuje literatura (w końcu mamy do czynienia z pisarzem z krwi i kości), ale nie lękajcie się wy, którzy obawiacie się, że mogą to być jakieś nudne dywagacje polonistyczne. Nic z tych rzeczy. Varga pisze o literaturze barwnie, zajmująco, bo to nie jest jakiś zasuszony mól książkowy, lecz facet z krwi i kości, który wydobywa literaturę z życia i życie z literatury, a poza tym i wypije i zje i zapali i pożartuje. 

Zatem te literackie wzmianki Vargi nie są jakimiś suchymi badylami czy zasuszonymi liśćmi, ale mają w sobie soczystość i aromat realnego życia. W tym dzienniku czuje się też osobowość Vargi, bynajmniej nie łagodną, ujutną, raczej weredyczną, cierpką, gorzkawą, niespokojną, nienasyconą, niecierpliwą. Nie tylko ludzie go drażnią, nie tylko różne przejawy życia zbiorowego, nie tylko władza, nie tylko absurdy dookolne. Niecierpliwość i drażliwość Vargi sprawia, że denerwują go nawet fenomeny natury. W letnich zapiskach z 2018 roku pojawia się motyw upalnego lata w mieście, motyw „upiornego upału” jako źródła udręki, upału jako złośliwego demona. 

Przypominają się utwory literackie, w których atrybuty klimatu pojawiają się niczym refren, niczym klątwa, jak upał w „Obcym” Alberta Camusa, w niektórych powieściach Conrada, jak upał w „tropikalnych” powieściach Michała Choromańskiego czy uporczywy wiatr w jego „Zazdrości i medycynie” („wiatr wzmaga namiętności”), jak uporczywy, monsunowy deszcz w powieściach afrykańskich i iberoamerykańskich. 

Z „Dziennikiem hipopotama” wdziera się Varga w swoje życia jakby ni stąd ni zowąd, ni z gruszki, ni z pietruszki. Zaczyna nie wiedzieć dlaczego 25 kwietnia 2018 roku, a kończy go też z nagła, jakby nożem uciął, 21 marca 2020 roku. To rys człowieka znerwicowanego, jakim Varga niewątpliwie jest (ale kto nie jest?) i tegoż znerwicowania zapisem jego dziennik jest też. To co w tych zapiskach dominuje, to weredyczne joby i fleki, jakie Varga na lewo i na prawo rozdaje. Jego joby zbiera nie byle kto: Wiesław Myśliwski, Krzysztof Zanussi, Andrzej Żuławski, Grzegorz Leszczyński, Adam Zagajewski, Jerzy Stuhr i cały legion innych. 

Z różnych powodów, o których trzeba by dłużej, ale po co, trzeba samemu przeczytać „Hipopotama”, a poza tym miejsca nie ma. Ale n.p. pisarka Joanna Bator zbiera joba za brak poczucia humoru i niezrozumienie dowcipu, Zygmunt Miłoszewski za zapuszczenie wąsów, Paweł Lisicki za brak talentu, Stefan Chwin za nie dość szybką odpowiedź na komplement, matka Vargi i rodzina za całokształt, michnikowska nagroda Nike za pogardę dla epiki i promowanie „literatury skrawków”, Piotr Zaremba za mendowatą obraźliwość, Remigiusz Mróz za coś innego. 

Mamy więc joby, flekowanie, marudzenie godne Kłapouchego od Milnego, zgryźliwe wywalanie żółci na cały Mokotów, Warszawę i świat. Najdłuższe tyrady skierowane są pod adresem Kościoła. A pomiędzy tymi jobami i flekami, uwagi o lekturach, klasycznych i współczesnych, o obejrzanych filmach, spotkaniach z czytelnikami, mękami z nielubianą matką, kolacjach u znajomych, spotkaniach z kobietami, potem chwila samobiczowania się za nieudane życie, pogardliwe jeremiady na nieczytający naród polski i sugerowanie, że śmierć już tuż, tuż. 

A potem znów zgryźliwe joby itd., itp. Są tego w książce tony i nie da się nawet tylko jednego procenta wymienić. Czy ja krytykuję „Dziennik hipopotama” Krzysztofa Vargi? Ależ nic z tych rzeczy, a do niektórych jego jobów i fleków mógłbym się nawet przyłączyć, choć humor mam obecnie nieco lepszy niż Varga w 18-tym. Bo „Dziennik hipopotama” czyta się wspaniale z całym dobrodziejstwem inwentarza, z całym tym jego wiecznie złym nastrojem, zniesmaczeniem, z niechęcią do tego okropnego, obrzydliwego świata, z mizantropią i zgryźliwością, z całą błyskotliwą inteligencją i z jedynym w swoim rodzaju stylem Vargi.

 Ja się od lektury tych dzienników oderwać nie mogłem. Jak to się czyta! Palce lizać! I zapewniam, że nie kpię sobie, pisze poważnie.

Najnowsze

Powtarzanie historii?

Powtarzanie historii?

30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler całkowicie legalnie przejął władze, czyli stery rządu, w sąsiadujących z Polską...

Sprawdź również

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...

Coś ty uczynił ludziom Mickiewiczu?

Coś ty uczynił ludziom Mickiewiczu?

Wołanie Norwida zawisło w polskiej próżni do czasu aż Tadeusz Boy Żeleński zaczął pisać „Brązowników”. Starając się dotrzeć do prawdziwej postaci wieszcza, ściągnął go z cokołu i pokazał złożoność jego życia. Dziś wiedza o Mickiewiczu zanikła ponownie, znów jego...

Stulecie Zakonu Salezjanów w Sokołowie

Stulecie Zakonu Salezjanów w Sokołowie

Pamiętamy i wysoko cenimy działalność edukacyjną w dziedzinie kultury i wychowania patriotycznego. Jeszcze na ulicach Warszawy bili się o wolność i honor powstańcy, a w kościele św. Rocha przy ulicy Kosowskiej odbywała się msza święta w intencji powstańców. Było to we...

O pewnej wystawie w Sejmie

O pewnej wystawie w Sejmie

Oglądałem niedawno reportaż z otwarcia wystawy prac, dzieł? posła Marka Suskiego w Sejmie RP. Wiem, mamy wolność i swobodę wypowiedzi „Każdy śpiewać może …”. Przez niemal pół wieku pracy w szeroko rozumianej kulturze miałem możliwości oglądania tysięcy wystaw artystów...

Otwarcie Festiwalu Filmów Chińskich w Warszawie

Otwarcie Festiwalu Filmów Chińskich w Warszawie

Artykuł partnerski - China Media Group 5 grudnia 2025 w Warszawie odbyła się inauguracja Festiwalu Filmów Chińskich 2025. W ceremonii otwarcia udział wzięło około 300 gości, którzy obejrzeli film „Ne Zha 2: W krainie potworów”. Ambasador Chin w Polsce, Lu Shan,...

Sodoma albo Salo albo Polska

Sodoma albo Salo albo Polska

Na początku był grzech. No może nie całkiem na początku, bo na samym początku było słowo, ale historia człowieka zaczyna się od grzechu. Przynajmniej ta biblijna. Grzech towarzyszy człowiekowi przez cały Stary Testament. W Nowym więcej się mówi o miłości i o...

Mariusz Szczygieł z Nagrodą im. Karoliny Beylin

Mariusz Szczygieł z Nagrodą im. Karoliny Beylin

Już po raz czwarty Oddział Warszawski Stowarzyszenia Dziennikarzy RP przyznał Nagrodę im. Karoliny Beylin dla dziennikarzy stolicy za wybitne osiągnięcia zawodowe. Podczas uroczystości w Domu Dziennikarza w Warszawie, która odbyła się 2 grudnia, wyróżnienie odebrał...