Elektrośmiecie poza kontrolą

13 lip 2018

Sprawozdawcza wielka lipa. Z dokumentów wynika, że w Polsce zbiera się prawie dwa razy więcej zużytych baterii i akumulatorów niż średnio w Unii Europejskiej. W rzeczywistości jest odwrotnie.

 

Kraje Unii powinny od września 2016 r. osiągnąć co najmniej 45 procentowy poziom zbierania baterii i akumulatorów. Większość już to zrobiła, ale nie Polska.
U nas, w tymże 2016 r. oficjalny poziom zbierania takiego elektrozłomu, według szacunków Głównego Inspektora Ochrony Środowiska, wyniósł 39 proc.

 

Jak zwykle zachachmęcono

Teoretycznie, niby prawie dobrze – ale Najwyższa Izba Kontroli zauważyła, że dane dotyczące ilości i masy baterii i akumulatorów, które zamieściły w swoich sprawozdaniach firmy zbierające je, były dużo wyższe od tych podawanych przez firmy wprowadzające baterie i akumulatory do obrotu (o ponad 100 proc. w roku 2016), choć powinny pozostawać na zbliżonym poziomie. Czyli, cała ta sprawozdawczość to ordynarna lipa.
Jeszcze gorzej jest z sprawozdaniami składanymi marszałkom województw przez zbierających zużyte baterie i akumulatory. Przy przyjęciu za wiarygodne ich oświadczeń, okazuje się, że Polska w 2016 r. osiągnęła roczny poziom ich zbierania wynoszący aż 78 proc. Jest to oczywiście nieprawdopodobne.
Nikt nie wie, ile naprawdę baterii i akumulatorów zbiera się w Polsce. Nadzór nad firmami zbierającymi i zagospodarowującymi zużyte baterie i akumulatory nie istnieje. Pozostają one poza kontrolą organów Inspekcji Ochrony Środowiska.
Terenowe organy administracji publicznej są tu bierne, iluzoryczny jest też zakres kontroli przeprowadzanych przez inspektorów ochrony środowiska w tych firmach. Nie sprawdzają oni deklarowanych wielkości zebranego elektrozłomu. Dlatego też w Polsce nieznany jest rzeczywisty poziom zbierania i odzyskiwania zużytych baterii i akumulatorów.

 

Nikt tego nie wie

Według danych europejskich, w krajach Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Szwajcarii wprowadza się rocznie do obrotu około 220 mln ton baterii i akumulatorów. Z tego, zbiera się średnio ponad 41 proc. U nas jak wspomniano, nie wiadomo ile, ale na pewno dużo, dużo mniej. Zawarte w bateriach i akumulatorach metale ciężkie (m.in. ołów, kadm, rtęć) oraz elektrolity są groźne dla środowiska i zdrowia człowieka. Dlatego państwa Unii Europejskiej zobowiązane są do wprowadzenia systemu ich zbierania oraz unieszkodliwiania opartego na zasadzie „zanieczyszczający płaci”. Czyli, ci co je sprzedają, mają obowiązek zorganizowania i sfinansowania systemu ich zbierania, przetwarzania, recyklingu i unieszkodliwiania.
Nie jest to wielka filozofia. Małe baterie i akumulatorki należy wrzucać do pojemników w sklepach i różnych urzędach. Akumulatory samochodowe i przemysłowe powinny zaś zostać zwrócone ich sprzedawcom. Są one odbierane przez wyspecjalizowane firmy, a następnie dostarczane do zakładów przetwarzania, gdzie podlegają recyklingowi i unieszkodliwieniu.

 

Nasze tradycyjne bezhołowie

W Polsce taki system nie istnieje. Nie stworzono spójnego i skutecznie działającego systemu gospodarowania zużytymi bateriami. Brakuje też skutecznych kampanii zachęcających do segregowania zużytych baterii, i punktów, gdzie można je oddać.
Sytuację mogłoby zmienić zapowiadane uruchomienie na początku 2018 r. bazy danych o odpadach. W rzeczywistości ta baza jeszcze nie działa i zacznie funkcjonować dopiero w 2020 r. Okaże się ona jednak nieprzydatna, jeśli nadsyłane do bazy dane nie będą weryfikowane przez uprawnione do tego organy państwowe.
W większości polskich gmin, jak nakazuje prawo, utworzono tzw. stacjonarne punkty selektywnego zbierania odpadów. Ale w większości z tej większości do takich punktów nie trafiła ani jedna zużyta bateria czy akumulator.

Najnowsze

Powtarzanie historii?

Powtarzanie historii?

30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler całkowicie legalnie przejął władze, czyli stery rządu, w sąsiadujących z Polską...